Kiedy nadchodziły święta, synowa zawsze wręczała mi prezenty, które, delikatnie mówiąc, nie były najlepsze. Nie chciałam jej urazić, więc zawsze dziękowałam i odkładałam to, co przyniosła, na półkę. Jednak kiedy na mój jubileusz podarowała mi tani serwis, nie wytrzymałam, zwłaszcza gdy dowiedziałam się, co synowa kupiła na jubileusz swojej mamy.
Zawsze byłam osobą skromną. Wychowywałam swoje dzieci w skromnych warunkach, bez luksusów, ale zawsze starałam się zapewnić im wszystko, co niezbędne.
Mój syn, Filip, wybrał sobie żonę – Marię. Pochodziła z dobrej rodziny, ale od razu coś w niej mi nie pasowało. Może to była moja subiektywna opinia, ale w Marii było coś, co mnie odrzucało. Mimo to milczałam – syn wybrał, jemu z nią żyć.
Na początku wszystko było dobrze. Żyli w zgodzie, a ja cieszyłam się z ich szczęścia, nie wnikając w szczegóły.
Z czasem zauważyłam jednak coś interesującego: gdy przychodziły święta, synowa zawsze przynosiła mi prezenty, które były, delikatnie mówiąc… niezbyt udane. Nie chciałam jej urazić, więc zawsze dziękowałam i odkładałam te rzeczy na półkę.
Pierwszy raz zwróciłam na to uwagę podczas moich urodzin. Maria podarowała mi sweter. Na pierwszy rzut oka wyglądał dobrze, ale od razu było widać, że to kiepskiej jakości rzecz. Tkanina była tania, a nazwa marki na metce zupełnie mi nieznana. Kiedy rozwinęłam prezent, Maria z uśmiechem powiedziała:
– Mamo, znalazłam coś idealnego dla pani. Może pani nosić to na co dzień. Jest takie wygodne!
Byłam wdzięczna, ale sweter wyglądał tak tanio i niechlujnie, że nigdy go nie założyłam.
Na kolejne święta Maria przyniosła mi kosmetyki. Gdy otworzyłam opakowanie, od razu poczułam się nieswojo. Były to produkty w najprostszych opakowaniach, bez żadnych marek, taniej chińskiej produkcji. Podkład pachniał jak stary lakier do paznokci, a krem do twarzy przypominał kolor mojej starej puszki na narzędzia ogrodowe.
– O, mamo, to nowość! Kupiłam pani najlepsze, co było w sklepie – powiedziała z uśmiechem.
Starałam się nie okazywać zaskoczenia i podziękowałam, ale czułam, że te prezenty były kupowane „na odczepnego”, bez większej troski czy miłości.
Z czasem zaczęłam zauważać pewną prawidłowość: za każdym razem, gdy otrzymywałam prezent od Marii, były to rzeczy najtańsze i najmniej przemyślane.
Kiedyś Filip wyjechał za granicę do pracy. Został kierowcą ciężarówki i zaczął zarabiać przyzwoite pieniądze. Maria zaczęła wtedy częściej dzwonić i pytać, jak się czuję. Wydawało mi się to normalne – w końcu to jej obowiązek jako synowej.
Na moje okrągłe urodziny Maria przyniosła tani serwis kawowy. Później zobaczyłam podobny w sklepie za grosze. Filiżanki były nie tylko tanie, ale też zupełnie nieładne.
Niedługo po tym zadzwonił do mnie Filip. Złożył mi życzenia i zapytał, czy podobał mi się prezent.
– Dałem Marii 200 dolarów, mówiła, że kupiła ci zestaw naczyń, o którym marzyłaś – powiedział syn.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Uświadomiłam sobie, że Maria nie mówi Filipowi całej prawdy.
Kilka dni później otrzymałam paczkę od Filipa. Kiedy ją otworzyłam, zobaczyłam… nowy smartfon! I to nie byle jaki, tylko model, o którym nawet nie śmiałam marzyć. Cena na etykiecie była oszałamiająca.
Ale zdziwiłam się jeszcze bardziej, kiedy dowiedziałam się, że ten prezent nie był dla mnie, tylko dla matki Marii. Filip pomylił przesyłki.
Maria przyszła do mnie tego samego dnia, by wszystko wyjaśnić. Przepraszała i mówiła, że to telefon na urodziny jej mamy, która od dawna o nim marzyła.
Czyli na moje urodziny – tani serwis, a dla swojej mamy – telefon za tysiąc dolarów. Czujecie różnicę?
Nie wytrzymałam i zapytałam Marię:
– Dlaczego zawsze dajesz mi tanie rzeczy, a swojej mamie kupujesz drogie prezenty?
– Dla pani zawsze wybieram coś praktycznego i użytecznego. A dla mojej mamy… cóż, jest dla mnie bardzo ważna. Chcę jej pokazać, jak ją cenię – odpowiedziała Maria.
Stałam, próbując zebrać myśli. Czy ona naprawdę myśli, że te tanie prezenty mnie cieszą? Filip przesyła pieniądze na prezenty dla mnie, ale Maria wydaje tylko tyle, ile uzna za stosowne.
