Kiedy teściowa pożyczyła dla nas pieniądze na zakup mieszkania, byliśmy jej bardzo wdzięczni. Powiedziała, że wzięła je od swojej przyjaciółki. Jakie było nasze zdziwienie, gdy dowiedzieliśmy się, że to były jej własne oszczędności, a opowieść o przyjaciółce wymyśliła, żebyśmy spłacali dług na czas – i to z odsetkami
Diana i Andrzej od pięciu lat mieszkają z córeczką we własnym mieszkaniu. Wszystko dzięki teściowej, Darii. Kiedy bank odmówił im kredytu, Daria pożyczyła im brakującą kwotę. Ta sytuacja stała się jednak początkiem konfliktu w ich rodzinie.
– Teraz obrażają się na mnie za moje własne pieniądze! – wzdycha Daria. – Inni by podziękowali! Uratowałam ich, pomogłam kupić mieszkanie, w którym mieszkają i żyją spokojnie. Gdyby nie ja, tułaliby się teraz po wynajmowanych mieszkaniach z dzieckiem.
Pięć lat temu Daria oznajmiła synowi i synowej, że pożyczy dla nich pieniądze od swojej dawnej szefowej. Uprzedziła jednak, że będą musieli płacić niewielkie odsetki. Mniejsze niż w banku, ale przecież w dzisiejszych czasach nikt nie pożycza za darmo.
Młodym powiedziała, że pieniądze pochodzą od obcej osoby, a w rzeczywistości były to jej własne oszczędności. Chciała, żeby płacili na czas i mieli poczucie odpowiedzialności. Co innego być dłużnikiem matki – ta zawsze poczeka i zrozumie, a co innego być dłużnikiem obcej osoby, której nie można zawieść.
Synowa szybko wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim, by pomóc mężowi w spłacie długu. Z dzieckiem zostawała jej mama. Młodzi starali się spłacić dług jak najszybciej, żyli oszczędnie, niczego sobie nie pozwalali. Do pewnego momentu wszystko szło dobrze: mieszkali we własnym mieszkaniu, a co miesiąc Andrzej przesyłał matce ratę na spłatę długu. Daria zapewniała, że pieniądze przekazuje przyjaciółce.
Problemy zaczęły się kilka miesięcy temu.
– Syn stracił pracę i od kilku miesięcy nie może znaleźć nowej. Styczniową ratę jeszcze zapłacili, lutową w części, a ja dodałam resztę. W marcu nie mieli już z czego zapłacić – opowiada Daria.
Aby nie stawiać matki w niezręcznej sytuacji, Andrzej postanowił zadzwonić do rzekomej pożyczkodawczyni i poprosić o odroczenie płatności. Był w szoku, gdy usłyszał, że kobieta nic o tym nie wie. Natychmiast poszedł do matki z żądaniem wyjaśnień. Daria musiała przyznać się do prawdy.
Andrzej był wstrząśnięty. Przez cały czas matka go oszukiwała, a na dodatek pobierała od niego odsetki. Wrócił do domu obrażony i zły.
– Jeśli jestem taka zła, idź do banku i weź kredyt! – broniła się Daria. – Oddaj moje „kłamliwe” pieniądze i pożyczaj od bankierów! Ale nie zapominaj, że tam odsetki będą wyższe, a na twoje trudności nikt nie zwróci uwagi. Wyrzucą cię z mieszkania razem z rodziną!
Daria nie rozumie, dlaczego syn jest na nią zły.
– Te pieniądze nie spadły mi z nieba! – tłumaczy. – Odkładałam je przez całe życie. Nigdzie nie jeździłam, niczego nie widziałam. Teraz dalej pracuję, a przecież emerytura nie zapewni mi dostatniego życia. Na kogo mam liczyć? Muszę zadbać o siebie. Te pieniądze, które dostaję od syna, odkładam na starość.
Andrzej na razie nie wybaczył matce. Pożyczył pieniądze i zapłacił za marzec. Powiedział, że złożył wniosek o kredyt w banku, byle tylko nie być dłużnikiem matki, która ich oszukała.
