Kiedyś ja, moja siostra i brat byliśmy sobie najbliżsi. Ale po śmierci matki wszystko się zmieniło. Teraz nie chcę ich nawet znać

Od małego mama uczyła nas, że powinniśmy być ze sobą blisko, bo nie ma nikogo bliższego na świecie. Nas jest troje: ja i siostra bliźniaczki oraz brat Andrzej. Dorastaliśmy razem i byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Wszyscy się nami zachwycali, a mama nie mogła się nacieszyć.

– Cokolwiek by się nie działo, zachowajcie takie relacje również w dorosłym życiu!

I tak się stało. Dorośliśmy, każdy z nas mieszkał osobno, ale ciągle zbieraliśmy się u rodziców, nasze dzieci się przyjaźniły. Codziennie do siebie dzwoniliśmy. Najbliżej rodziców mieszkałam ja. Dlatego codziennie odwiedzałam mamę. Siostra wyszła dobrze za mąż, jej Adam miał duże mieszkanie i własną firmę. Cały czas podróżowali.

Andrzej po ślubie kupił mieszkanie. Aby to osiągnąć, dużo pracował, jeździł na zarobki. Trochę pieniędzy dołożył teść. Ale i tak żyło im się niełatwo.

Lata mijały, a nasze dzieci dorastały. Ale pięć lat temu wydarzyło się nieszczęście, tata zachorował. Lekarze nie zdołali go uratować. Mama została sama. Wtedy postanowiłam przeprowadzić się do niej. My z mężem wynajmowaliśmy mieszkanie, a jej było ciężko samej. Co ciekawe, wtedy nikt nie był przeciwny. I w ogóle nie zaoferowali pomocy. Mama zaczęła chorować, jeździłam z nią do szpitala. W końcu musiałam zwolnić się z pracy, aby być przy niej cały czas.

Wszystkie lekarstwa dla mamy były bardzo drogie. Powiedziałam o tym siostrze.

– Przecież nie płacisz za wynajem, to kupuj.

Tak mnie tym zawstydziła. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Więcej pieniędzy już od nikogo nie prosiłam. A potem mama odeszła. Pogrzeb zorganizowałam sama. Andrzej powiedział, że jest bardzo zajęty, Anna była akurat nad morzem, ledwo zdążyła przyjechać.

Po śmierci mamy nagle dowiedziałam się, że nie napisała testamentu. Chociaż zawsze mówiła, że dom zostawi mi. Minął miesiąc i wszyscy przyjechali do nas. Powiedzieli, że chcą mnie odwiedzić, razem zjeść kolację. Ale tak naprawdę mieli inne zamiary. Ledwie zjedliśmy, Anna zaczęła.

– Dlaczego założyłaś mamusine perłowe kolczyki?

– Och, dała mi je jeszcze za życia.

– Skąd mam wiedzieć, że to prawda?

– Co ty mówisz?

– Powinnaś pokazać wszystkie jej biżuterie, żebyśmy mogli je podzielić.

Przyniosłam małą szkatułkę. Był tam łańcuszek, dwie obrączki i jeszcze jedne kolczyki.

– To podzielmy na trzy! – nagle wtrącił się Andrzej.

– A po co?

– Będzie dla córeczki.

Ale to był dopiero początek. Potem Anna zaczęła przeglądać wszystkie stare serwisy, tekstylia. Nie rozumiałam, po co jej to, przecież miała wszystko nowe i drogie. Ale siostra nabrała pełne torby, nawet nie pytając. Już nie protestowałam. Ale potem czekał mnie największy cios.

– Posłuchaj, kiedy zamierzasz sprzedać dom?

– Jaki dom?

– Ten! Zamierzamy przeprowadzić się do USA. Potrzebujemy pieniędzy. Sprzedaj dom i podziel się uczciwie między nami.

Stałam i nie wiedziałam, co powiedzieć. W końcu z trudem wykrztusiłam.

– Mama mówiła, że chce zostawić mi ten dom!

– Dlaczego?

– Bo się nią opiekowałam.

– Daj spokój, przecież było wam wygodnie tu mieszkać! Nie płaciliście za wynajem.

– Ale wy macie mieszkania, a ja nie mam nic!

– Kto ci jest winny? – nagle wtrąciła się siostra.

– Nie każdemu udaje się wyjść za bogatego męża!

– Trzeba było myśleć głową. A dom trzeba sprzedać.

Nigdy w życiu tak się nie pokłóciliśmy. Było mi bardzo przykro. Nie spodziewałam się, że najbliżsi ludzie tak mnie potraktują. Teraz dom jest już na sprzedaż. Przeprowadziliśmy się, ale nie chcę już znać ani brata, ani siostry. A wy byście coś takiego wybaczyli? Myślicie, że to normalne?