Kiedyś moja przyszła teściowa powiedziała do mojego męża: „Synku, sam zdecyduj, ale wydaje mi się, że ona nie jest dla ciebie odpowiednia, więc dobrze się zastanów”. To był mój pierwszy wyjazd do jego rodziców na wieś. Wiktor zabrał mnie tam po raz pierwszy, już po tym, jak mi się oświadczył, a ja zgodziłam się. Pochodziłam z miasta, a Wiktor z wioski, więc wcześniej nie znałam jego rodziców
Spotkaliśmy się na studiach, uczyliśmy się w jednej grupie. Dla innych dziewczyn Wiktor wydawał się zwyczajny, ale dla mnie był wyjątkowy. Zwróciłam na niego uwagę, bo potrafił zrobić wszystko. Kiedy nasza grupa pojechała na biwak, to właśnie on rozłożył namiot, rozpalił ognisko i przygotował kolację.
Spotykaliśmy się przez trzy lata, ale zaraz po uzyskaniu dyplomu Wiktor nalegał, żebyśmy się pobrali. Niestety, nie spodobałam się jego mamie. Zawołała go na kuchnię i głośno tłumaczyła, że nie jestem dla niego odpowiednią partią.
Rodzice Wiktora byli bardzo dobrze sytuowani, mieli solidny dom, pięknie zagospodarowane podwórko – od razu było widać, że to prawdziwi gospodarze. Teściowa świetnie gotowała, jej potrawy to były prawdziwe kulinarne arcydzieła.
A ja? W wieku 21 lat niewiele umiałam. Nie pochodziłam z zamożnej rodziny, więc teściowa uznała, że jej syn zasługuje na lepszą żonę.
Mimo to, choć nie byłam jej ulubienicą, nie sprzeciwiła się naszemu małżeństwu. Nie robiliśmy wesela, po prostu wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy w mieście. Moi rodzice oddali nam mieszkanie po babci, którą zabrali do siebie.
Do teściów jeździłam rzadko i zawsze niechętnie, bo ciągle miałam w głowie słowa teściowej: „Nie jest dla ciebie odpowiednia”.
Jednak pewnego razu musiałam pojechać – teść obchodził jubileusz. Ojciec Wiktora był dobrym człowiekiem, więc nie chciałam psuć mu święta. Kupiliśmy prezent i pojechaliśmy.
Teściowa przygotowała prawdziwą ucztę, jak dla króla. Wszystko było pyszne, a ja zjadłam całą miskę kiszonych ogórków, które stały najbliżej mnie. Wieczór minął przyjemnie, a następnego dnia teściowa przyjechała do nas z dwiema torbami ogórków.
– Wstawaj, synowo, tutaj obok mnie, nauczę cię kisić ogórki – powiedziała.
Byłam trochę zaskoczona, ale grzecznie stanęłam obok niej i szybko razem to zrobiłyśmy. Okazała się bardzo miła i życzliwa, przy okazji zdradziła mi kilka swoich kulinarnych tajemnic.
Kilka dni później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Mądra teściowa zauważyła to już wtedy, gdy zjadłam całą miskę jej kiszonych ogórków, i dlatego przyszła do mnie.
Wieść, że zostanie babcią, bardzo ją ucieszyła. Zaczęła często do nas przyjeżdżać i uczyć mnie wszystkiego, co sama umiała. Robiła to tak delikatnie i z taką miłością, że zaczęło mi się to podobać.
Minęły lata, a ja sama niedługo zostanę teściową, bo mam dwóch dorosłych synów. Nigdy jednak nie zapomnę mojej teściowej. To ona nauczyła mnie nie tylko kisić najlepsze ogórki na świecie, ale też pokazała, jak utrzymać pokój w rodzinie.
Na początku jej się nie spodobałam, to było oczywiste, ale nie robiła scen, zaakceptowała mnie i dała mi szansę. Nauczyła mnie wszystkiego z ogromną cierpliwością i miłością.
Mama mojego męża dała mi przykład, jak być człowiekiem. Kiedy zostanę teściową, postaram się robić wszystko tak, jak ona mnie nauczyła – z miłością i łagodnością, bo tylko w ten sposób można zachować rodzinne tradycje i ciepło.
Jej przepis na kiszone ogórki jest tak doskonały, że moje koleżanki ciągle go ode mnie chcą. Pytają, w czym tkwi sekret, a ja odpowiadam, że w miłości.
Teściowa stała się dla mnie drugą mamą. Nasze dobre relacje to wyłącznie jej zasługa. Teraz z przyjemnością jeżdżę na wieś do teściów. Wszystkie święta spędzamy razem, bo czuję, że jesteśmy prawdziwą rodziną.
