Kiedyś zauważyłam, że z konta mojego męża bank pobiera duże sumy. Zaczęłam go pytać, co to takiego, a on przyznał, że wziął bardzo duży kredyt i teraz go spłaca. Na co wziął te pieniądze? Czy kupił samochód, zrobił remont? A może kupił jakiś sprzęt do domu? Nic z tego. Ale na co wydał te pieniądze? Oczywiście, zrobiłam mu awanturę. Mąż, zamiast mi coś wyjaśnić, spakował rzeczy i wyszedł z domu

– Znowu wczoraj przyszedłeś późno do domu, może wyjaśnisz, o co chodzi? – próbowałam się dowiedzieć.

Nie mogłam się do niego przebić, jakby z dnia na dzień zmienił się nie do poznania, a ja nic nie mogłam na to poradzić.

W tamtym czasie byliśmy z Pawłem razem od 18 lat. Pobraliśmy się, bo się kochaliśmy. Pierwsze trudności pojawiły się, kiedy zrozumieliśmy, że jesteśmy małżeństwem już 5 lat, chcemy mieć dzieci, a ich nie ma.

Lekarze mówili, że trzeba po prostu poczekać, bo nie ma widocznych przyczyn. I tak się stało – po 6 latach małżeństwa urodziłam bliźniaki. Wtedy mąż szalał z radości, ja również.

Wychowywanie bliźniąt nie było łatwe, ale daliśmy sobie radę. Wtedy bardzo pomogli nam rodzice z obu stron. Trochę łatwiej zrobiło się, kiedy nasi chłopcy poszli do szkoły, a ja mogłam wrócić do pracy.

Wszystko było w porządku, żyliśmy jak wszyscy, ale potem nasze relacje z mężem nagle się pogorszyły. Zaczynał coraz częściej znikać i zasłaniał się pracą. Wierzyłam mu, choć jak się później okazało, niepotrzebnie.

Kiedyś zauważyłam, że z konta męża bank pobiera duże sumy. Zaczęłam go pytać, co to takiego, a on przyznał, że wziął bardzo duży kredyt i teraz go spłaca.

Powiedzieć, że byłam zszokowana, to mało powiedziane. Na co wziął te pieniądze? Czy kupił samochód, zrobił remont? A może kupił jakiś sprzęt do domu? Nic z tego. Ale na co wydał te pieniądze?

Oczywiście, zrobiłam mu awanturę. Mąż, zamiast mi coś wyjaśnić, spakował rzeczy i wyszedł z domu.

Mieszkaliśmy w jego mieszkaniu, które kupili jego rodzice i formalnie nadal należało do teściowej. Teściowie mnie nie wyrzucili. Zrozumieli, że nie mogę wyjść na ulicę z dwójką dzieci.

Mąż chciał po cichu sprzedać to mieszkanie, ale teściowa szybko go powstrzymała i powiedziała, żebym się o to nie martwiła – ona na to nie pozwoli.

Później okazało się, że mąż wpadł w hаzard. Przegrał dużą sumę i miał nadzieję, że się odegra. Potem myślał, że sprzeda mieszkanie, spłaci długi i wróci do dawnego życia. Ale ja mu na to nie pozwoliłam.

Mieszkaliśmy z dziećmi zameldowani w tym mieszkaniu. Teściowa złożyła do sądu wniosek o eksmisję syna. Miała na to wszystkie dokumenty, bo to ona kupiła to mieszkanie, a także rachunki za opłaty. W efekcie sąd przyznał jej rację.

Były mąż bardzo się na mnie zezłościł. Rozumiał, że mama robi to wszystko z mojego powodu. Raz mnie przepraszał, raz groził, że mnie wyrzuci. Ale teściowa twardo stała przy swoim – w tej sytuacji była całkowicie po mojej stronie.

– Mario, żeby było ci łatwiej, przepiszę to mieszkanie na ciebie – powiedziała mi kiedyś teściowa.

Byłam mile zaskoczona. Zgódźcie się, że nie każda matka wybrałaby synową. Ale moja teściowa okazała się bardzo ludzka i sprawiedliwa. Wiele razy rozmawiała ze swoim synem, dawała mu szansę na poprawę, ale kiedy zrozumiała, że się nie zmieni, powiedziała mi, że bez niego będzie mi lepiej.

– Nie chcę, Mario, żeby twoi synowie brali przykład ze swojego ojca – powiedziała mi.

Wygraliśmy proces. Od tego czasu nie widziałam mojego męża. Nie utrzymuje z nikim kontaktu i nie interesuje się dziećmi.

Teraz żyjemy tak, jak wcześniej, tylko bez niego. Teściowa przepisała na mnie mieszkanie. Powiedziała, że tak będzie spokojniejsza.

A ja? A ja jestem szczęśliwa, bo mam dach nad głową i zdrowe dzieci. Więcej mi nie potrzeba.

Gdyby nie rodzice mojego byłego męża, na pewno wylądowałabym na ulicy.

Jestem bardzo wdzięczna swojej teściowej za jej rozsądek i dobroć. Takich ludzi jak ona spotkałam w życiu niewielu. Nadal bardzo nam pomaga, a moi synowie nie wyobrażają sobie życia bez ukochanej babci.