Krótka wiadomość od babci do dziadka „Nie mogę tak dłużej, odchodzę do Pawła” nie zmartwiła go, wręcz przeciwnie — sprawiła, że poczuł się szczęśliwy
Dziadek otrzymał krótką wiadomość od babci. Było w niej zaledwie kilka słów: „Nie mogę tak dłużej, odchodzę do Pawła”. Zamiast się zmartwić, dziadek wręcz przeciwnie — bardzo się ucieszył. Padł na kolana i zaczął dziękować Bogu, że przynajmniej na starość będzie mógł być szczęśliwy.
Maksym bardzo kochał swojego dziadka. W dzieciństwie często przyjeżdżał do niego w odwiedziny. Uwielbiał te chwile, bo z dziadkiem zawsze było ciekawie. Jednak babci prawie nie pamiętał z tych wizyt. Tylko jakieś migawki — częste wyrzuty, że coś zrobił nie tak, i ciągłe zakazy. Dziadek też niewiele wspominał naprawdę szczęśliwych momentów ze swojego małżeństwa. Ani dzieciom, ani wnukom nie życzyłby takiego „szczęścia”.
Babcia pracowała w fabryce. W tamtych czasach była to ciężka praca dla kobiet. Dlatego babcia często narzekała na zdrowie, które z czasem coraz bardziej się pogarszało. Jej przyjaciółka, która pracowała w szpitalu, często namawiała ją, żeby pojechała do sanatorium, by odzyskać zdrowie. Babcia zawsze odmawiała. Jednak gdy problemy ze zdrowiem stały się poważniejsze, lekarze i przyjaciółka zaczęli ją nie tylko namawiać, ale wręcz nalegać, żeby wyjechała do sanatorium na leczenie. Tym razem babcia w końcu się zgodziła. Dziadek pomagał jej pakować walizki.
Te trzy tygodnie bez babci były dla dziadka jak święto. Tyle dni bez krzyków i wyrzutów — cisza i spokój. Dziadek był tak szczęśliwy, że kupił cukierki i częstował nimi wszystkie dzieci na podwórku.
Kilka dni przed powrotem babci otrzymał od niej wiadomość. Myślał, że będzie tam podana data jej powrotu. Ale znalazł tam tylko kilka słów: „Nie mogę tak dłużej, odchodzę do Pawła”. Dziadek kilkakrotnie przeczytał wiadomość, a potem ją zgniótł, padł na kolana i zaczął dziękować Bogu za taki dar na starość. Cieszył się, że w końcu będzie mógł żyć spokojnie i szczęśliwie.
Nie tracąc ani chwili, dziadek zebrał wszystkie jej rzeczy i wyniósł je do garażu. Potem zaniósł tam również jej dokumenty oraz haftowane przez nią obrazy. Zawsze go irytowało, że było ich tak dużo w mieszkaniu. Słowem, usunął wszystko, co mogłoby przypominać o babci.
Kiedy babcia wróciła z sanatorium, żeby załatwić sprawy związane z pracą i zabrać swoje rzeczy, dziadek bardzo się bał, że mogłaby zmienić zdanie i zostać z nim.
Kilka dni później, razem z córką, dziadek zaczął remont w mieszkaniu. Chciał wymienić tapety w duże kwiaty na coś bardziej stonowanego. Podobnie ze zasłonami. Bo mieszkanie bardziej przypominało ogród botaniczny niż dom — wszędzie były kwiaty: na ścianach i na obrazach, które babcia tak bardzo lubiła haftować.
Dziadek zmienił też mniej widoczne rzeczy. Wyrzucił starą zastawę, która już wyglądała okropnie, i obrus w kuchni. Wyjął naczynia, które czekały na specjalne okazje, i kupił normalny detergent. Bo babcia zmuszała go do oszczędzania dosłownie na wszystkim.
Dla dziadka zaczęło się nowe życie. Dzieciom i wnukom wydawało się nawet, że jego zmarszczki stały się mniej widoczne. Zaczął żyć tak, jak marzył przez wszystkie te lata. Poznał swoich sąsiadów, często zapraszał ich do siebie. A oni też często przychodzili po radę lub po prostu na herbatę z przysmakami. Teraz też częściej widywał wnuki. Chętniej spędzali z nim czas, bo teraz w jego domu nie panowała atmosfera tyranii, lecz codziennie był tam prawdziwy świąteczny nastrój. W końcu dziadek szczęśliwie dożywał swoich lat, otoczony kochającymi dziećmi i wnukami.
