Lepiej nie wychodź za mąż za mężczyznę, który jest childfree!

Nigdy nie miałam wątpliwości, że Jakub jest moją przeznaczoną miłością. Był idealny pod każdym względem. Nawet z finansami było wszystko w porządku. A do tego kochał mojego kota.

Oczywiście, myśleliśmy o poważnym związku. Chcieliśmy pięknego ślubu, dlatego spędziliśmy rok na przygotowaniach.

Pewnego razu siedzieliśmy z przyjaciółmi u nas w domu. Mój kot wskoczył na kolana Jakuba. Zaczął go głaskać i pieścić. Moja przyjaciółka zwróciła się do niego:

— Jakub, z ciebie będzie świetny ojciec!

Twarz Jakuba natychmiast się zmieniła i odpowiedział:

— Nie, nawet nie chcę słyszeć o dzieciach. Po prostu ich nienawidzę. Myślę, że Kasia też nie chce dzieci. Mamy inne plany na życie.

Nie wiem, dlaczego doszedł do takich wniosków, przecież nigdy nie rozmawialiśmy na temat dzieci. A ja bardzo chciałam mieć dziecko. Wydaje mi się, że każda kobieta marzy o macierzyństwie.

Nie poruszyłam tego tematu wtedy, ale później, gdy zostaliśmy sami, zapytałam:

— Dlaczego nie powiedziałeś Wiktorii, że po prostu teraz nie chcesz dzieci? Prędzej czy później będziemy mieli dziecko.

— Kasiu, to żart? Ja w ogóle nie chcę dzieci. Jestem childfree. Nawet nie powinniśmy o tym rozmawiać.

— Dlaczego jesteś tak kategorycznie nastawiony?

Ukochany objął mnie i opowiedział, że wychowywał się w wielodzietnej rodzinie. Zawsze był nianią, dlatego teraz nienawidzi dzieci. Tak bardzo mu się to wszystko znudziło, że nawet nie myśli o posiadaniu własnego dziecka.

— Nie mogłem ani wyjść na spacer, ani odrobić lekcji. Nawet książki spokojnie przeczytać mi nie dawali. Ze szkoły biegłem prosto do domu, żeby mama mogła iść do pracy. To był koszmar! — opowiadał.

Oczywiście, było mi go żal, ale byłam pewna, że przesadza. Wydawało mi się, że wkrótce zmieni zdanie.

Kiedyś odwiedziliśmy przyjaciela Jakuba. On już zdążył zostać ojcem. Jego córeczka miała około dwóch lat.

Dziewczynka próbowała zdobyć sympatię Jakuba, ale nie otrzymywała wzajemności. Kiedy wspięła się na jego kolana, odsunął ją z obrzydzeniem. Wyglądało to bardzo nieładnie.

Nie zwróciłam na to uwagi. W końcu własne i obce dzieci to zupełnie różne sprawy. Własne dziecko Jakub na pewno pokocha.

Potem zaczęłam zauważać zmiany w moim samopoczuciu. Bałam się dowiedzieć, że jestem w ciąży, bo właśnie planowaliśmy ślub. Zaoszczędziliśmy wystarczająco pieniędzy na wesele i byliśmy gotowi się pobrać.

Moje przypuszczenia się potwierdziły — dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka. Jakub nie czuł żadnej radości.

— Dlaczego postawiłaś tylko jeden kieliszek? Nie pijesz ze mną wina? — zapytał podczas kolacji.

— Nie! — uśmiechnęłam się.

— Masz świetny humor. Jest jakiś powód? Zaintrygowałaś mnie!

— Jakub, wkrótce zostaniemy rodzicami.

Gdybyście widzieli, jak się skrzywił. Czasami miałam wrażenie, że nawet nie oddycha. Objęłam go, żeby się trochę uspokoił i zaakceptował ten fakt. Odsunął moje ręce i powiedział:

— Przecież rozmawialiśmy na ten temat!

— No tak wyszło. Nie złość się. To będzie wyjątkowe dziecko — podobne do nas. Nasza krew i ciało. Nie porównuj go do obcych dzieci.

— Nie chcę tego słyszeć! Zrób aborcję!

Rozpłakałam się. Bardzo przykro było mi słyszeć takie słowa od ukochanego. Jego w ogóle nie wzruszyły moje łzy. Stał się zimny i obcy w jednej chwili.

Jakub krążył po pokoju. Potem się ubrał i wyszedł. Do rana się nie odezwał. Dopiero nad ranem przysłał wiadomość.

Poprosił, żebym do niego nie pisała i nie dzwoniła. Powiedział, że jeśli nie pozbędę się dziecka, ślubu nie będzie. Za to pieniądze zostawił mi szlachetnie — niby na dziecko się przydadzą.

Po przeczytaniu wiadomości zemdlałam. Nie spodziewałam się takiego zakończenia.

Z Jakubem więcej się nie spotkaliśmy. Ciąża była bardzo trudna z powodu ciągłego stresu, ale dziecko urodziło się całkowicie zdrowe. Najciekawsze było to, że wyglądał jak kopia swojego biologicznego ojca. Im starszy był syn, tym bardziej widoczna była ich podobieństwo.

Przez lata czekałam na spotkanie z Jakubem i miałam nadzieję, że coś nam się uda. Potem pogodziłam się z sytuacją i go puściłam. Jednak po 3 latach los znowu nas połączył.

Spacerowaliśmy z synem po parku i jedliśmy lody. Gdy zauważyłam w tłumie znajome oczy, zrobiło mi się słabo. Zobaczył syna, ale zrobił obojętną minę. To był koniec.