Ludzie biorą dzieci z domu dziecka, a ja postanowiłam zabrać obcą babcię z domu spokojnej starości. Tego dnia wszyscy krewni przestali się ze mną kontaktować. Słyszę tylko od rodziny: – W dzisiejszych czasach życie i tak jest trudne, a ty jeszcze sprowadziłaś sobie do domu staruszkę! Nikt już do nas nie przychodzi w gości. Ale ja naprawdę nie rozumiem, co takiego złego zrobiłam

Moi bliscy mnie nie wspierają, śmieją się za moimi plecami, mówią, że straciłam rozum. A sprawa wygląda tak:

Wszyscy adoptują dzieci z domu dziecka, a ja postanowiłam zabrać obcą babcię z domu starości.

Żaden z przyjaciół ani sąsiadów nie pochwalił mojego postępowania. Wszyscy, jak jeden, pukali się w czoło i mówili:

– W dzisiejszych czasach życie i tak jest ciężkie, a ty jeszcze przygarnęłaś darmozjada!

Ale ja jestem pewna, że postąpiłam właściwie. To moje życie i to ja podejmuję decyzje, jak będzie najlepiej. Smutno mi tylko, że krewni zaczęli traktować mnie inaczej, jakbym prosiła ich o pieniądze lub pomoc. A ja przecież niczego od nikogo nie biorę.

Wcześniej mieszkałyśmy we czwórkę: ja, moje dwie córki i moja mama. Niestety, osiem miesięcy temu straciłyśmy mamę, którą bardzo kochałyśmy, i zostałyśmy we trzy.

W ciągu tych miesięcy zrozumiałyśmy, że mamy jeszcze wiele sił i czasu, które możemy poświęcić na pomoc innej osobie.

Od szkoły miałam bliskiego przyjaciela, który zamiast zbudować rodzinę i karierę, sam zniszczył sobie życie. Najsmutniejsze było to, że żył, jak chciał, na emeryturze swojej matki. Gdy przestała mu dawać pieniądze, po prostu oddał ją do domu starców, wcześniej jakoś podstępem przejmując jej mieszkanie. Pieniądze roztrwonił i przez kilka lat żył dostatnio, nie odmawiając sobie niczego. A potem fundusze się skończyły i o matce nawet nie pamiętał, nie wiedział nawet, czy jeszcze żyje.

Znałam panią Annę od dzieciństwa, tak samo jak ona mnie. Raz w miesiącu z córkami odwiedzałyśmy ją i przynosiłyśmy różne smakołyki. Pani Anna cieszyła się z naszych wizyt jak dziecko – nikt inny do niej nie przychodził.

Kiedy powiedziałam córkom o swoim pomyśle, były zachwycone. Młodsza, pięcioletnia Olga, aż krzyknęła z radości:

– Hurra! Będziemy mieć znowu babcię!

Ale nie możecie sobie nawet wyobrazić, jak zareagowała pani Anna! Tak długo płakała ze szczęścia, że musiałyśmy ją uspokajać.

Teraz mieszkamy razem już prawie dwa miesiące i żyjemy jak jedna rodzina. Wszystkie ją kochamy, a ona kocha nas.

Nie możemy tylko zrozumieć, skąd u starszej pani, która ma już ponad siedemdziesiąt lat, tyle energii. Każdego dnia wstaje o szóstej rano, a my budzimy się przy zapachu świeżych naleśników lub placuszków.

Pani Anna wykonuje w domu wszystkie prace, chociaż wcale jej o to nie proszę. Myje naczynia, gotuje nam pyszne jedzenie. Całą swoją emeryturę oddaje mi na zakupy i opłacenie rachunków, bo sama nie chodzi już do sklepu – jest jej ciężko.

Tymczasem krewni całkowicie przestali mnie odwiedzać. Mam wrażenie, że wszyscy się ode mnie odwrócili, choć przecież nie zrobiłam niczego złego.