Mam 50 lat. Dlaczego nie lubię, gdy do mnie przychodzą goście?
Nie myślcie, że to właśnie w wieku 50 lat coś ze mną się stało i przestałam kochać ludzi. Wciąż uwielbiam spotykać się i rozmawiać z przyjaciółmi, tak jak wcześniej. Jednak teraz z trwogą wspominam te czasy, kiedy zapraszałam gości do siebie i gotowałam dla nich.
Dwa dni przed imprezą zaczynały się przygotowania. Gotowałam dania gorące, potem przekąski. Różne galaretki i inne przysmaki. Kiedy goście przychodzili, trzeba było pilnować, żeby talerze nie pozostawały puste, ciągle coś wszystkim podkładać. A gdy goście wychodzili, zostawały stosy brudnej zmywarki, którą myłam jeszcze przez dwa dni. W rezultacie odpoczywali tylko goście, a ty byłaś zmęczona tym i porządkiem, marząc o wypoczynku.
Ostatnio przyjaciółka miała jubileusz, i czekaliśmy na jej specjalność kulinarne na święcie. Ale się pomyliłyśmy, zaproszono nas do wspaniałej kawiarni, gdzie świetnie spędziliśmy wieczór. I pojechaliśmy stamtąd wszyscy razem, nikt się nie męczył i nie zawracał sobie głowy tym.
Od tamtej pory kawiarnie i restauracje to moje ulubione miejsce wypoczynku. Czasami nawet nie gotuję obiadu w domu i idę do restauracji, aby potem nie myć naczyń i wszystkiego innego, co zabrudzi się podczas gotowania. Wielu mnie wspiera.
Pomyślmy, ile kosztuje obiad w restauracji i ile w domu. Powiecie, że w restauracji drożej, ale to nie fakt. W domu gotujecie na gazie, więc do kosztu dania trzeba dodać koszt gazu, plus światło, plus naczynia, worki na śmieci, woda. Jeśli to wszystko dodać, to wychodzi, że za jedno danie nie taka już mała suma. Pomyślcie o tym, zanim zaczniecie gotować świąteczny obiad u siebie w domu.
I nerwy w porządku, i nic nie trzeba robić, i dokładnie wiesz, ile musisz wydać pieniędzy.
