Mam już czworo dzieci. Dlaczego miałbym mieć jeszcze jedno?

Pobraliśmy się. Z pierwszego małżeństwa mam czworo dzieci. Ponieważ mam pieniądze, mogę sobie na nie pozwolić. Z byłą żoną kontaktuję się tylko w sprawach finansowych. Ona jest wspaniałą kobietą. Mieliśmy razem piękne dwadzieścia lat, ale zmęczyli mnie dzieci.

Swojej nowej żonie od razu wyjaśniłem swoje stanowisko w kwestii dzieci. Nie chcę ich. Już więcej nie chcę.

Ona jest młodą, bezdzietną kobietą. Próbowała mnie przekonać, żebym miał jeszcze jedno dziecko. Jej marzenie to zostać mamą wielodzietną. To wspaniałe, miłe i naiwne pragnienie. Co ja w tym mam? Jeśli chciała stworzyć wielodzietną rodzinę, powinna była zwrócić uwagę na młodszych mężczyzn.

Rozmowy nie ustawały. Żona chwaliła cudze dzieci. Ciągle włączała programy z dziećmi lub o dzieciach. Tłumaczyłem się, ile tylko mogłem. Moja cierpliwość się wyczerpała, gdy zgodziła się na tydzień opieki nad rocznym synem swojej przyjaciółki.

Postawiłem ultimatum — żadnych dzieci. Jeśli usłyszę choć słowo o potomkach, od razu złożę pozew o rozwód. Nie obchodzi mnie, że chce zostać mamą. Tysiąc razy mówiłem jej, co o tym myślę. Żona zaakceptowała moją decyzję. Tak myślałem.

Przez trzy miesiące żyliśmy dobrze. A potem wszystko zepsuła. Przyniosła mi pozytywny test na ciążę. Wrzuciłem się w gniew, ale starałem się zachować spokój.

— Gratuluję, kochanie. Twoje marzenie się spełni.

Żona ucieszyła się moją reakcją. Przytuliła mnie mocno do szyi.

— Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam! — wykrzyczała.

— Czego wiedziałaś?

— Że zmienisz zdanie, gdy tylko zajdę w ciążę!

Jeszcze raz ją pogratulowałem i poprosiłem o spakowanie rzeczy. Zamarła z otwartymi ustami. Jakież to naiwna kobieta! Nie rozpuszczę się na kolejnego dziecku. Kusiłaby się na moje pieniądze, gdyby mnie słuchała. Żona postąpiła inaczej. Nie zamierzam uznawać tego dziecka. Nie zamierzam płacić alimentów. Nie obchodzi mnie, gdzie będzie mieszkać. Powinna była słuchać. Niech poniesie konsekwencje swoich czynów.

Bądźmy odpowiedzialni w naszych decyzjach!