— Mamo, to są twoje wnuki! — powiedział mi syn. W tym momencie w mojej głowie panował kompletny chaos
Miałam nadzieję, że będę dobrą teściową. Wiedziałam, że od tego zależy szczęście mojego syna.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Olgę, od razu mi się spodobała. Była piękna, skromna i nawet upiekła tort.
Po pewnym czasie Olga przeprowadziła się do nas. Nie miałam nic przeciwko temu, ponieważ rozumiałam, że mój syn nie poradzi sobie z wynajmem mieszkania. Potencjalna synowa pomagała mi w domu i traktowała mnie z szacunkiem. Wszystkie wydatki dzieliliśmy na pół. Nawet odetchnęłam z ulgą i pomyślałam, że mam szczęście. Trafiła mi się złota synowa!
Jednak syn nagle zerwał z nią. Nie wyjaśnił niczego — powiedział tylko, że są zbyt różni. Nie wtrącałam się w jego życie, aby potem nie być winną. W głębi duszy miałam nadzieję, że się pogodzą. A potem przyprowadził do domu starszą kobietę. Nie jedną, a z dwójką dzieci.
— Mamo, to są twoje wnuki! — powiedział mi syn.
W tym momencie w mojej głowie panował kompletny chaos. Nie rozumiałam, o co chodzi. Czyżby potajemnie się ożenił i miał dzieci? Jak to możliwe, skoro są już takie duże?
Kobieta zachowywała się jak u siebie. W ogóle się nie krępowała ani nie martwiła o poznanie mnie. Eliza coraz bardziej zaskakiwała mnie swoją bezczelnością.
— Mamo, zostań z dziećmi. My z Elizą idziemy do kina — powiedział mi syn.
— I nakarm ich, są głodni! — dodała „synowa”.
Zatrzasnęła drzwi i zostawiła mnie z obcymi dziećmi. Nawet nie wiedziałam, jak się nazywają.
Nie chcę obcych wnuków. Chcę swoich. Rodzonych. Które będę mogła pokochać. Jeśli syn chce żyć z tą kobietą, niech wynajmuje mieszkanie — nie zamierzam mieszkać pod jednym dachem z nią.
Jak wy byście postąpili na moim miejscu?
