Marek podjął się roli ojca i postanowił wychować cudze dziecko, ale jego dobroć stała się przyczyną problemów
Nigdy nie lubiłem powiedzenia „prostota jest gorsza od kradzieży”, ale właśnie ono przyszło mi do głowy, gdy po raz pierwszy usłyszałem historię, którą dziś chcemy się z Tobą podzielić. Głównym bohaterem opowieści będzie młody ojczym o imieniu Marek. Ten chłopak wydaje się być gotów pomagać wszystkim i zawsze, ale w końcu…
Niewielu jest zdolnych ożenić się z dziewczyną, która ma dziecko z innym. Marek bez problemu zdecydował się zostać ojcem dla nieswojego syna. Co więcej, gdy opowiadał o swoim Szymonku, który zaczął chodzić w wieku 10 miesięcy czy sam próbuje jeść łyżeczką, nawet nie przyszło do głowy, że to nie jego własne dziecko.
Trzeba przyznać, że Marek przy tym nie za bardzo dążył do wypełniania swoich bezpośrednich obowiązków. Pracował jako menedżer ds. sprzedaży w firmie oferującej usługi nauki języków obcych. Tyle że zamiast szukać nowych klientów, Marek albo pokazywał wszystkim zdjęcia Szymonka, albo zajmował się naprawą telefonów i laptopów znajomych, przy czym zupełnie za darmo.
Firma była mała. Oprócz Marka pracowała tam dyrektor Anna, zastępczyni ds. dydaktycznych Magda i jeszcze trzech nauczycieli. Jednak oni nie siedzieli ciągle w biurze, przychodzili tylko na lekcje.
Anna regularnie groziła zwolnieniem Marka, ale za każdym razem coś ją powstrzymywało. Mogła podejść do niego i zapytać, ile telefonów do potencjalnych klientów wykonał danego dnia. Właściwie to była główna jego obowiązek: dzwonić do potencjalnych studentów szkoły, którzy zostawili swoje zgłoszenia na stronie firmy, i umawiać ich na lekcje.
Marek z niewzruszoną miną odpowiadał, że dziś zadzwonił do trzech osób. Dwie z dużym prawdopodobieństwem przyjdą do biura. I to mimo że zgłoszeń nazbierało się ponad sto. Ale menedżer ds. sprzedaży pewnie twierdził, że nie ma sensu dzwonić do wszystkich, jeśli można wybierać tych, którzy najprawdopodobniej się zgodzą. Jak po samych numerach telefonów i imionach określał takich ludzi, pozostawało zagadką.
W ten sposób dyrektorka kolejny raz zamykała się u siebie i zaczynała wypełniać plan zamiast Marka. On z kolei, gdy Anny nie było w pracy, zawsze starał się wyjść wcześniej. Twierdził, że wszystko już zrobił, a i zwalniać się nie krępował. Ciągnęło go do domu, bo tam czekał na niego Szymonek.
Zastępczyni Anny postanowiła powiedzieć jej prosto w twarz, że z Markiem trzeba coś zrobić. Człowiek po prostu nie chce pracować. Może by go zwolnić, to może weźmie się za siebie. Ale szefowa była niezwykle dobra. Menedżer ds. sprzedaży pracował z nią od momentu powstania firmy, a i plan podobno wypełniał, choć w rzeczywistości połowę pracy szefowa robiła sama.
Po prostu Anna rozumiała, że Marek ma młodą żonę i syna. Nie chciała, by chłopak miał problemy z powodu zwolnienia. Może sama szefowa chciała założyć rodzinę, ale nie udawało jej się znaleźć mężczyzny dla siebie. Dlatego żałowała nierzetelnego pracownika.
Marek otwarcie irytował Magdę. Potrafił po prostu siedzieć i nucić pod nosem albo stukać nogą w stół. Poprosisz go, by się uspokoił i nie przeszkadzał — przeprosi, a po pięciu minutach znów zaczyna. Z drugiej strony kobiecie podobał się ten dobry młody człowiek.
Chłopak zawsze z wielką miłością wypowiadał się o synu. Starał się pomóc wszystkim i każdemu, a nawet samą Magdę podwoził do pracy, choć jemu do biura było parę kilometrów prosto, a dla niej musiał robić duże koło.
Pewnego dnia kobieta ostatecznie zrozumiała, że ma do czynienia z rzadkim dobrodziejem. Marek regularnie groził, że się zwolni, bo mało mu płacą. I to mimo że przez pół dnia nic nie robił. Ale był przekonany, że swoją pracę trzeba cenić. Co prawda telefony i laptopy naprawiał za darmo. Magda doszła do wniosku, że z takim bałaganiarzem nie mogłaby żyć. Rozumiała, dlaczego w rodzinie chłopaka pojawiały się kłótnie, ale mimo wszystko czymś jej się podobał.
Pewnego razu Magda rozmawiała z Anną i przyznała, że Marek to dziwny osobnik, ale za to dobry ojciec. Jakże chłopak opowiada o swoim Szymonku, kocha go nad życie. Wtedy szefowa powiedziała zastępczyni, że to wcale nie jest jego dziecko. Magda nie mogła uwierzyć własnym uszom.
Historia, którą opowiedziała Anna, wcale nie była romantyczna. Nie przypominała seriali, które tak lubiła oglądać Magda. Po prostu Marek jeszcze w szkole kochał Ewę, a ta nie odwzajemniała jego uczuć. Na studiach wyszła za innego i ich drogi się rozeszły.
Po kilku latach przypadkowo się spotkali. Ewa miała zaokrąglony brzuch. Okazało się, że mąż zostawił ją w drugim miesiącu ciąży. Dziecka nie planowali, ale postanowili zostać rodzicami, a potem w pewnym momencie okazało się, że nie mogą siebie znieść. No i się rozwiedli. Dodatkowym problemem był wspólny kredyt hipoteczny. Były mąż Ewy twierdził, że nie zamierza rościć sobie praw do mieszkania, ale i spłacać go też nie będzie.
Właśnie wtedy Marek zrozumiał, że przez całe życie kochał tylko Ewę. Po dwóch tygodniach poprosił ją o rękę. Powiedział, że pomoże rozwiązać problem z hipoteką i przyjmie dziecko jak własne. Wtedy Marek zainwestował prawie wszystkie swoje oszczędności w spłatę kredytu, prawie go zamykając.
Wtedy pojawił się były mąż Ewy. Był bardzo zdziwiony, jak dobrze jej się układa. Mężczyzna zażądał sporej sumy, by zrzec się swoich praw do mieszkania. Marek znów się sprężył i wypłacił mu wszystko, o co prosił. Do tego czasu w akcie urodzenia Szymonka widniało już imię naszego bohatera.
Co prawda firma, w której wcześniej pracował, praktycznie zbankrutowała. Tak oto młody ojczym trafił do firmy oferującej usługi nauki języków obcych. Ale dramaty na froncie osobistym wciąż się nie kończyły…
Mniej więcej raz w tygodniu Marek przychodził do pracy bardzo smutny. Okazało się, że Ewa albo wyrzucała go z domu, albo znowu prosiła, by wrócił. W takie dni na biurku chłopaka gromadził się różny sprzęt, który nadal naprawiał, ale już z ponurą miną.
Magda powiedziała mu, żeby przestał naprawiać sprzęt za darmo. W końcu Marek posłuchał jej rady. Następnym razem, gdy jakaś mało znana kobieta przyszła ze swoim telefonem, w końcu chłopak odesłał ją do serwisu, choć Magda musiała pomóc, mówiąc, że darmowego serwisu tu już nie będzie.
Nie minęło dużo czasu, a Ewa ostatecznie wyrzuciła Marka. Ten zwolnił się z pracy i znalazł inną, ale po miesiącu i stamtąd odszedł — firma okazała się podejrzana. Potem była jeszcze jedna praca i kolejna. O szczegółach życia byłego kolegi Magda i Anna wiedziały z pierwszej ręki. Sam przyjeżdżał na herbatę raz w tygodniu. Wyglądało na to, że nie miałby nic przeciwko powrotowi, ale jego miejsce zajął już ktoś inny.
Podczas jednej z wizyt Marek opowiedział, że ostatecznie się rozwodzi. Bardzo tęsknił za dzieckiem, które teraz widywał tylko raz w tygodniu. A do tego Ewa wystąpiła o alimenty. Wtedy chłopak poprosił Magdę o pożyczkę. Miał dostać nową pracę, ale do tego czasu musiał jakoś przetrwać. O tym, że Szymonek nie jest jego biologicznym synem, Magdzie jednak nie powiedział…
