Matka pomaga córce, ale syn dostaje tylko szalik? O niesprawiedliwości w rodzinach

W rodzinach z kilkorgiem dzieci różnice w traktowaniu są czasem nieuniknione. Jednak kiedy jeden z potomków jest wyraźnym „faworytem”, a drugi czuje się odsunięty na dalszy plan, rodzi to napięcia, które trudno rozwiązać. Taką sytuację zaobserwowałam w rodzinie mojego męża, co postawiło mnie przed moralnym dylematem: jak postępować wobec teściowej, która faworyzuje swoją córkę?

Mój mąż, Antoni, ma młodszą siostrę, Lilę. Jest to sympatyczna kobieta, ale trudno nazwać ją niezależną. Lila prowadzi wygodne życie jako gospodyni domowa, mając za męża dobrze zarabiającego blondyna z modną fryzurą. Jej pasją jest wyrób pachnącego mydła. Rodzice Antka kupili zarówno jemu, jak i Lili, mieszkania na start. To, jak na polskie realia, duży prezent. Ja nie miałam takiego szczęścia – na nasze wesele rodzice dali nam komplet radzieckich talerzy, za co i tak byłam wdzięczna.

Zawsze dbałam o dobre relacje z teściami. Zwłaszcza z teściową, która lubiła dzielić się opowieściami o trudach życia na emigracji i o tym, jak wspólnie z mężem dorabiali się latami, by zapewnić dzieciom godny start. Słuchałam jej z podziwem i starałam się być wdzięczna za ich wsparcie. Kiedy rodzice Antka rozpoczęli remont swojego domu, byłam pierwsza, która zaproponowała pomoc. Antoni z oporami dołączył, ale Lila – ani jej śladu. Wykręciła się od pracy, podobnie jak jej mąż.

Po zakończonym remoncie teściowie zaprosili nas na grilla. Wszyscy się bawili, a ja postanowiłam na koniec wieczoru podziękować teściowej za gościnę. Kiedy znalazłam ją z Lilą w kuchni, zauważyłam, jak wręcza córce pokaźną paczkę banknotów. Lila przyjęła pieniądze z obojętnością, jakby to było coś zupełnie normalnego.

W drodze do domu opowiedziałam Antoniemu o tej sytuacji. Ku mojemu zaskoczeniu, nie był zdziwiony. Wyjaśnił, że teściowa regularnie wspiera finansowo Lilę. Znał tę „tradycję” od lat, ale nie robił z tego problemu. „Jest ulubioną córką, najmłodszym dzieckiem. Dlaczego mieliby jej nie pomagać, skoro mogą?” – skomentował chłodno.

Dla porównania, na ostatnie urodziny Antoni dostał od rodziców szalik. Porządny, wełniany, ale to wciąż szalik. W zestawieniu z gotówką, którą regularnie otrzymuje jego siostra, to upominek, który trudno nazwać równym traktowaniem. Zaczęłam rozumieć, dlaczego mój mąż niechętnie odwiedza rodziców.

Z jednej strony cenię sobie relacje z teściową i teściem. Są dla mnie zawsze mili i nigdy nie okazali mi niechęci. Z drugiej strony widzę niesprawiedliwość wobec mojego męża, który na to nie zasługuje. Czy powinnam przestać angażować się w rodzinne spotkania, by solidaryzować się z mężem? A może zostawić wszystko tak, jak jest, i nie ingerować w relacje między rodzicami a dziećmi?

Nie mam jeszcze odpowiedzi na to pytanie. To moralny dylemat, który wymaga przemyślenia. Czy powinnam postawić na swoim i zrezygnować z relacji z teściami, czy próbować wpłynąć na ich podejście? A może powinnam po prostu zaakceptować sytuację? Jakie jest Wasze zdanie? Podzielcie się w komentarzach – może Wasze historie pomogą mi podjąć decyzję.