Mąż Anny bardzo się zmienił ostatnio: w domu nic nie chce robić, nie oddaje całej wypłaty, a kiedy zbiera się gdzieś z kolegami, to po prostu wyłącza telefon i prosi, żeby mu nie przeszkadzać do rana. Anna już dawno by się rozwiodła, cała rodzina prosi, żeby zostawiła takiego męża, ale ona nie może tego zrobić
– A ja teraz po prostu uważam, że powinnaś iść do mamy i tam dalej u niej mieszkać – powiedziała koleżanka 27-letniej Annie. – Teraz nie czas na dumę. Pomyśl o własnych dzieciach. Jeśli macie z mężem ciągłe nieporozumienia i źle wam się żyje, to wyciągnij wnioski sama i coś zmień, jeśli on nie chce się zmieniać. Co to za rodzina, skoro możecie nie rozmawiać ze sobą przez miesiące?
Anna teraz na oczach rodziny przechodzi przez rozpad swojego małżeństwa, ma dwoje małych dzieci i dość trudne relacje z matką.
Matka Anny była bardzo przeciwna jej małżeństwu, bardzo nie podobał jej się przyszły zięć.
Oczywiście jej zdanie niczego nie zmieniło. Anna wyszła za mąż, potem urodziła się im córeczka, i do zeszłego roku Anna nie skarżyła się matce na nic. Żyli jak każda inna rodzina.
Ale kiedy oczekiwała drugiego dziecka, jej mąż jakby się zmienił: zaczął żyć tylko dla siebie, ciągle wychodził gdzieś bez wyjaśnienia. Kłótnie i nieporozumienia były na porządku dziennym. Kiedy Andrzej gdzieś wychodził z kolegami, po prostu wyłączał telefon i nie nocował w domu.
Pewnie najbardziej rozsądnym rozwiązaniem byłoby już dawno spakować rzeczy i odejść, ale Anna wszystko mu wybacza, myśli, że z czasem mąż się zmieni na lepsze. Dwójka dzieci potrzebuje ojca, a jej samej ciężko byłoby je teraz utrzymać i postawić na nogi.
– A dlaczego na to wszystko patrzysz z założonymi rękami, wiedząc, że twoja córka źle żyje w małżeństwie? – powiedziała matce Anny jej siostra podczas rozmowy w kuchni. – Pomóż swojej córce, jeśli możesz! Gdyby moja córka była w takiej sytuacji, już dawno bym to zakończyła. Zabralabym ją z dziećmi od takiego męża i ojca i tyle.
Matka Anny ma trochę ponad 50 lat i jej życie poprawiło się stosunkowo niedawno. W młodości los nie był dla niej łaskawy: miała na rękach córkę, status samotnej matki, ciągły brak pieniędzy, oszczędzała na wszystkim, gdzie tylko mogła – przez to wszystko musiała przejść sama, praktycznie bez pomocy.
Dopiero dziesięć lat temu w końcu jej się poszczęściło – spotkała na swojej drodze wymarzonego mężczyznę. Solidnego, małomównego, troskliwego, rozumiejącego ją bez słów, wspierającego we wszystkim.
Z mężem teraz żyje jak w bajce. Wychowują razem syna, ucznia drugiej klasy, kupili dobre dwupokojowe mieszkanie zamiast pokoju w komunalce, w którym przez wiele lat mieszkała z córką. Jedynym, co ją martwi, jest sytuacja Anny, jej córki.
Matka dobrze rozumie, że życie rodzinne córki się nie układa, zabrałaby ją z małymi dziećmi do siebie, żeby było im łatwiej. Ale jak? Jak to zrobić?
Z dwojgiem dzieci do dwupokojowego mieszkania, bez żadnych perspektyw?
To mieszkanie, nawiasem mówiąc, w siedemdziesięciu procentach kupił ojczym Anny, właściwie obca dla niej osoba.
Jak miałaby tam wprowadzić jeszcze trzy osoby, a jeśli mąż się nie zgodzi, to przecież trzeba ich jeszcze nakarmić. Wie, że jej mąż będzie przeciwny.
A z drugiej strony, dokąd córka miałaby pójść, jeśli nie do własnej matki?
Teraz Anna myśli, ale nie wie, jak pomóc córce. Co można zrobić w tej sytuacji?
