Mąż długo chodził zamyślony i posępny, a potem poprosił, żebym wychodziła z mojego mieszkania, gdy przychodzi jego syn z poprzedniego małżeństwa, bo tak chce jego była żona. Na moją odmowę się obraził

Mam trzydzieści jeden lat. Nie byłam zamężna, nie mam dzieci. Zamiast tego mam mieszkanie, za które całkowicie zapłaciłam dwa lata temu. Połowę pieniędzy na nie dały mi kiedyś rodzice, resztę spłaciłam sama. Rok temu wyszłam za mąż.

Mąż Andrzej ma trzydzieści sześć lat. Był już żonaty, ma syna, ma siedem lat. Rozwiódł się cztery lata temu, ale często widuje się z synem, jeździ z nim na wakacje i bierze na weekendy.

Mieszkamy w moim mieszkaniu. Jest dwupokojowe, więc miejsce dla chłopca było. Normalnie przyjmowałam, że mąż bierze syna na weekendy. Chłopiec jest dobrze wychowany, nie sprawia mi problemów, a zajmuje się nim wyłącznie mąż. Maksymalnie co robię, to gotuję dla dziecka. Dokładniej, po prostu gotuję dla wszystkich.

Z synem męża mam normalne relacje. Nie wciskam się do niego w przyjaźnie, nie przekierowuję uwagi męża na siebie. Gdy oni grają na konsoli, mogę położyć się w naszym pokoju, obejrzeć film czy poczytać książkę.

Jeśli chłopiec sam podchodził i zaczynał rozmowę, podtrzymywałam ją. Ale zdarzało się to rzadko, zazwyczaj cały czas spędzał z ojcem. Czasami mogliśmy razem pójść do kina, na jakąś wystawę czy na spacer.

Nie pozwalamy sobie na nic nadmiernego w obecności dziecka. Nawet za rękę się nie trzymamy. Nie mamy takiego zwyczaju – wystawiania relacji na pokaz, nawet jeśli jedynymi widzami jest syn męża. Trzymanie się na wodzy nie jest dla nas trudne, w końcu chłopiec jest z nami tylko dwa dni w tygodniu.

Ale ostatnio jego była dostała udaru słonecznego czy wstrząsu mózgu, ale nagle z jakiegoś powodu zdecydowała, że jej syn nie powinien ze mną się kontaktować, a nawet widywać. Nie wiem, czym to było podyktowane, ale takie było jej postanowienie.

Dowiedziałam się o tym od swojego męża, który nagle stał się jakiś zamyślony i posępny. Gdy dowiedziałam się przyczyny, trochę się zdziwiłam. Skąd nagle taka niełaska. Mąż powiedział, że się tym zajmie, ale biorąc pod uwagę, że przez trzy tygodnie jego syn nie pojawiał się u nas na weekendy, nie udało mu się.

Wtedy padła propozycja:

– Nie mogłabyś wyjść z mieszkania, gdy spotykam się z synem, bo inaczej była go nie puści, – poprosił mnie mąż, spuszczając wzrok.

Bardzo ciekawe żądania! Syn miałby przyjeżdżać co tydzień na weekendy, a ja miałabym się gdzieś rozpraszać od piątku do niedzieli? To przy tym, że mieszkamy właściwie w moim mieszkaniu.

– I jak sobie to wyobrażasz? Mam na ulicy mieszkać, żeby twoja była nie denerwowała się?

– Dlaczego na ulicy? Możesz pojechać do rodziców, u nich przenocować.

Fajnie wymyślił. No raz, dwa razy mogę pojechać do rodziców. A potem zaczną się pytania. I co mam odpowiadać, że była twojego męża zwariowała i teraz nie mogę być w pobliżu jej syna?

Odmówiłam wyjazdu gdziekolwiek przez głupie kaprysy matki jego dziecka. Jeśli chce, niech spotyka się z synem na neutralnym terytorium.

– Ale wtedy okaże się, że nie może zostać na noc. Syn już przyzwyczaił się, że zabieram go na weekendy!

– A ja przyzwyczaiłam się nocować we własnym mieszkaniu, a nie biegać po mieście, desperacko rozwiązując, gdzie mogę się przekimać. Sprawa zamknięta – jeśli twoja była nie chce, żebym była obecna podczas waszych spotkań z synem, to szukaj dla tych spotkań innego miejsca.

Mąż na mnie jeszcze się obraził, że nie chcę wejść w jego sytuację. Dąsa się już tydzień, ale mnie to nie rusza. I w ogóle to ja powinnam być obrażona, że chcą mnie wyrzucić z mojego własnego mieszkania. Weekend się zbliża. Bardzo jestem ciekawa, jak mąż rozwiąże problem.