Mąż mówi, że i tak nigdzie nie odejdę, bo mam „dwa dodatki”
Znajduję się w trudnej życiowej sytuacji. Ale proszę, nie osądzajcie mnie zbyt surowo, byłam wtedy młoda. Teraz mam 20 lat, studiuję zaocznie na uniwersytecie. Mój mąż jest ode mnie starszy o 5 lat, mamy dwoje dzieci. Na początku naszego związku, a także tuż po ślubie, wszystko między nami układało się dobrze, mimo że wiedziałam o jego zainteresowaniu dopalaczami.
Gdy dowiedziałam się więcej na ten temat, postawiłam go przed wyborem: ja albo narkotyki. Uwierzyłam, że wybrał mnie, zwłaszcza że w tamtym momencie nie miałam powodów, by mu nie ufać. Urodziłam pierwsze dziecko, niemal od razu zaszłam w ciążę z drugim. Mąż chciał dzieci, maluch był zaplanowany.
Będąc w trzecim miesiącu ciąży z drugim dzieckiem, Kirył po raz pierwszy stał się agresywny, zaczął mnie obrażać i poniżać. Robił to nawet przy świadkach. Zaczęło go nie być w domu nocami, znikał na całe doby, a kiedy wracał, był w nieadekwatnym stanie.
Cierpiałam, jak tylko mogłam. Nie miałam dokąd iść, z jednym dzieckiem na rękach, drugie w drodze. Po narodzinach drugiego dziecka, na krótko wszystko się zmieniło – mąż znów stał się czuły i pomocny wobec mnie i dzieci. Ale ta radość trwała krótko, zaledwie miesiąc, a potem wszystko wróciło do „normy”. Pije, imprezuje, w domu ciągłe kłótnie i krzyki.
Nie wiem, jak długo jeszcze będę w stanie znosić takie traktowanie. Nasz młodszy syn ma zaledwie 6 miesięcy. Mąż mówi, że i tak nigdzie nie odejdę, bo mam „dwa dodatki”.
