Mąż tak mnie irytuje, że ukrywam się przed nim w pracy
Opowiedz komuś, że od roku żyję z nienawiścią do męża, nikt by nie uwierzył. Sama kilka lat temu nie mogłam sobie tego wyobrazić. Teraz ciągle czuję irytację i chęć zniknięcia gdziekolwiek, byleby nie być obok męża.
Wyszłam za mąż 11 lat temu. Teraz mamy z mężem po 36 lat i mamy dwoje dzieci, 9 i 7 lat. Materialnie wszystko jest w porządku. Gdy wchodziliśmy w małżeństwo, każde z nas miało własne mieszkanie jednopokojowe. Po narodzeniu drugiego dziecka zdecydowaliśmy o powiększeniu przestrzeni. Sprzedaliśmy “jedynki” i kupiliśmy “trójkę”. Zrobiliśmy remont, umeblowaliśmy. Wszyscy nam zazdroszczą, jak przytulne mamy gniazdko. Tylko teraz żałuję, że zgodziłam się sprzedać mieszkanie. Teraz miałabym dokąd odejść. Nawet w “jedynce” z dwójką dzieci byłoby ciasno, ale znalazłabym wyjście.
Z obecnym mieszkaniem nic się nie da zrobić. Wpłacono do niego kapitał macierzyński, więc nie można sprzedać ani zamienić. A mój rozwód może wydawać się kaprysem. Sama trudno zrozumieć, co się dzieje. Od czterech lat wyszłam z urlopu macierzyńskiego. Z pracą wszystko świetnie, choć zarabiam mniej niż mąż. Dzięki jego premiom możemy jeździć na wakacje, a z pensji odłożyć na zakup drugiego samochodu. Jeszcze mąż lubi mówić, że gdzie ja bez niego. Przecież on robi wszystko dla rodziny. Trzeba być dumnym, że mam takiego mężczyznę.
Nie wiem, czy mówi to żartem, czy serio uważa, że jest niezastąpiony. Kiedyś, gdy byłam na urlopie macierzyńskim, takie wypowiedzi były normą. Zawsze obracałam to w żart, nazywając go żywicielem. Ale teraz, kiedy zarabiam, już nie rozumiem, do czego zmierzają jego przechwałki. Zaczynają irytować. Nie zarzuca mi pieniędzy, ale od jego ciągłych wypowiedzi wieje czymś złym. Jakby oczekiwał, że powiem, iż zdaję sobie sprawę z jego niezastąpioności. Ale tego nie dostrzegam. Teraz pracuję, dzieci są u teściowej. Ale wcześniej dzieci i gospodarstwo były na mnie. Mąż nawet nie wie, które przyciski nacisnąć, aby uruchomić pralkę.
Teraz wszystko we mnie irytuje: nie tak je, nie tak się ubiera, nie tak zachowuje się w gościach. Nawet wzięłam oddzielny koc, aby mnie nie dotykał. Małżeńskie obowiązki wypełniam rzadko i przez przymus. A kiedy na imprezach kolejny raz ogłasza swoją niezastąpioność, chcę nim rzucić czymś. Najlepsza przyjaciółka wie o sytuacji i radzi rozwód. Wszystko wpływa na psychikę, jak to potem odbije się, nie wiadomo. Bez niego nie zginę. Na dzieci też będzie dawał pieniądze. Można też coś wymyślić z mieszkaniem.
Ale nie mogę odejść. Może miłość została. Irytacja minie tak nagle, jak się pojawiła. Z mężem nie
ma o czym rozmawiać. Bo pretensji do niego nie mam. Jest wspaniałym ojcem, troskliwym mężem, idealnym zięciem. Nie ma złych nawyków, wygląd pociągający, nigdy nie nazwał mnie głupią. Wszystko wydaje się być w porządku. Więc co irytuje? Co robić?
