Mąż wrócił do domu i prawie od progu oświadczył, że chce się rozwieść. W tym momencie przypomniałam sobie radę matki

Jakie cechy rodziny uznałabyś za pożyteczne, wzmacniające? Może umiejętność szczerego i otwartego mówienia o swoich potrzebach i uczuciach? A może wręcz przeciwnie, umiejętność przemilczenia w ostrej sytuacji i zażegnania konfliktu. Bohaterka naszej historii, wydaje się, wynalazła własną formułę szczęśliwego życia rodzinnego. Ale przed tym przeszła poważne próby wytrzymałości.

Przeżyliśmy z Markiem niemal 16 lat. Dorasta piękna córka. Nasza rodzina nie jest zamożna, ale na najważniejsze wystarcza i na małe radości też. Od ślubu mieszkaliśmy w skromnym dwupokojowym mieszkaniu, które odziedziczyłam po ukochanym dziadku.

Mnie zawsze wszystkiego wystarczało, ale Marek taki nie był. Umiał myśleć globalnie i chciał więcej. Dlatego w mgnieniu oka spakował się i wyjechał do Szwecji do pracy, kiedy nadarzyła się taka okazja.

Powiem od razu: byłam przeciwna temu, żeby mąż wyjeżdżał tak daleko. Ale w naszej rodzinie ostatnie słowo zawsze należy do mężczyzny. Marek stwierdził stanowczo, że to nie podlega dyskusji. Wyjeżdża, żeby zarobić na dom dla nas. Córka niedługo wyjdzie za mąż, trzeba zostawić jej mieszkanie w posagu, no i opłacić wesele. Poza tym jego stary „Lancer” ledwo dyszy. W sumie, na nowy dom i nowy samochód inaczej nie uzbieramy.

Przez pierwsze miesiące byliśmy w kontakcie każdego dnia. Mąż bardzo tęsknił i dzwonił do mnie przy każdej okazji. Zawsze znajdował chwilę, żeby zamienić ze mną ciepłe słowo, a ja wspierałam go jak mogłam.

Ale gdzieś po pół roku między nami pojawił się dziwny chłód. Kobiety mnie zrozumieją. Marek zaczął się stopniowo oddalać. Dzwonił rzadziej, rzucał parę słów dla raportu i uciekał do swoich spraw. Mówił, że pracy jest więcej, jest zmęczony, zadzwoni później, sprawy, sprawy…

Wtedy zakradła się do mnie myśl: coś tu jest nie tak. Mąż chodzi na boku. Ale początkowo odganiałam te złe myśli. Czy można tak, jednym ruchem, przekreślić 16 lat szczęśliwego małżeństwa? Przecież pojechał do Szwecji dla domu i samochodu. Dla przyszłości naszej córki.

Minęły 2 lata. Mąż praktycznie przestał się odzywać. Ani jednego telefonu przez 2–3 miesiące i skąpe, suche wiadomości raz na parę tygodni w komunikatorach. Jakbym się ocknęła i wszczęła alarm. Zrozumiałam, że Marek rzeczywiście kogoś ma.

Zrozumiałam, że muszę sprowadzić męża do domu za wszelką cenę. Długo rozmyślałam, rozważałam powody, żeby wyciągnąć go ze Szwecji. Nawet grzesznie myślałam, żeby skłamać, że poważnie zachorowałam. Ale nie musiałam oszukiwać. Mąż sam się odezwał i poinformował, że wkrótce wraca do kraju. Moja kobieca intuicja biła na alarm, a jego ton nie wróżył niczego dobrego.

Nie miałam czasu karcić się za stracone miesiące i głowę w chmurach. Starannie przygotowywałam się do przyjazdu Marka. Zaprosiłam mamę w gości. Powiedziała, że jestem zobowiązana stanąć na głowie, ale sprowadzić męża z powrotem do rodziny. I dała mi niespodziewaną radę.

„Nawet jeśli powie ci wprost, że ma inną, zrób tak. Mów, że nie wierzysz, stój przy swoim. I udowodnij mu, że jesteś najlepsza! Że nikt nie będzie go tak kochać jak ty. Walcz o swojego mężczyznę!” — pouczała mnie mama.

Radę wzięłam pod uwagę. Ale intuicja mówiła, że za granicą naprawdę jest inna kobieta. Serce nie było na miejscu.

Marek przyjechał do domu i niemal od progu oznajmił, że chce złożyć pozew o rozwód. W Szwecji znalazł nową miłość i stracił głowę. Z tą kobietą planują pobrać się jak najszybciej.

„Nie wierzę” — niespodziewanie dla samej siebie wypowiadam słowa mamy. W tym samym momencie z męża spadła cała pewność siebie. Zapytał zdziwiony, w co konkretnie nie wierzę. Odpowiadam, że nie może mieć innej kobiety. Przecież taki mężczyzna jak on nie jest zdolny jednym słowem przekreślić 18 lat małżeństwa, zdradzić naszej miłości i zapomnieć o naszych marzeniach.

Pewien efekt zdecydowanie osiągnęłam. Marek tylko patrzył na mnie zdezorientowany i mrugał oczami. Całkiem wybiłam męża z rytmu. Powiedział, że porozmawiamy o tym później.

Pierwsza runda była po mojej stronie. Nabrałam otuchy i zrozumiałam, że trzeba działać w tym samym duchu. Ani razu nie wytknęłam Markowi zdrady. Zaczęłam częściej mówić o przyszłości, naszych wspólnych planach, o córce-absolwentce. Pojechaliśmy na mały urlop w góry naszym nowym samochodem. W ten sposób powoli znowu wciągnęłam męża w życie rodzinne.

Od tego czasu minęło półtora roku. Marek nie wrócił do Szwecji. Zaczęliśmy budowę domu na przedmieściach. To kwestia czasu, damy radę. Najważniejsze, że udało mi się zachować rodzinę. I wszystko to dzięki mojej mamusi.

A jak ty uważasz, jakie cechy rodziny mogą doprowadzić do ochłodzenia uczuć między małżonkami? I jak temu zapobiec? Podziel się swoją opinią w komentarzach.