Mąż wrócił z Ameryki po 15 latach, miałam nadzieję, że w końcu zaczniemy żyć razem. A on położył na stole 10 tysięcy dolarów i powiedział, że musimy poważnie porozmawiać

15 lat temu wspólnie z mężem podjęliśmy decyzję, że on wyjedzie na kilka lat do Ameryki do pracy, tym bardziej że nadarzyła się taka okazja.

Mieliśmy dwóch małych synków, trzeba było myśleć o ich przyszłości.

A i nasz dom, szczerze mówiąc, był taki sobie. Zawsze chciałam żyć lepiej, a tu pojawiła się możliwość.

Z Jarosławem byliśmy wtedy 10 lat po ślubie, wszystko układało się świetnie, poza finansami. Myślałam sobie, że jeśli będziemy mieć więcej pieniędzy, to w końcu będziemy naprawdę szczęśliwi!

Przez cały ten czas mąż nie był w domu ani razu, nasze dzieci dorastały praktycznie bez ojca.

Ale i starszemu synowi, i młodszemu Jarosław kupił mieszkania.

Starszy syn niedawno się ożenił, więc z synową od razu zamieszkali we własnym mieszkaniu, a w dzisiejszych czasach to bardzo dużo – kiedy młoda rodzina ma od razu swoje mieszkanie.

Mieszkanie dla młodszego syna jest już gotowe, ale na razie stoi zamknięte.

Mąż nie żałował pieniędzy, za jego pieniądze zbudowałam dla nas ogromny dom, zrobiłam nawet saunę, bo wiem, że Jarosław to lubi.

Minęło 15 lat i mąż w końcu postanowił wrócić. Bardzo na niego czekałam, martwiłam się, bo tyle czasu minęło!

Moje obawy nie były bezpodstawne, bo mąż wrócił jako zupełnie inny człowiek, jakby całkiem obcy.

Usiadł na fotelu, poprosił mnie, żebym usiadła, spojrzał na mnie i spokojnie powiedział, że ma inną kobietę, która przez te wszystkie lata mieszkała z nim w Ameryce. Mają nawet wspólne dziecko, dziewczynka ma 10 lat.

Zbudowali razem dom (wspólnym wysiłkiem), i teraz Jarosław idzie do niej, a ze mną chce się oficjalnie rozwieść.

Słuchałam go i po prostu nie wiedziałam, co powiedzieć. W głowie krążyło tylko jedno pytanie – jak mógł tak postąpić? Przecież przez cały ten czas sama wychowywałam jego synów i budowałam dom dla nas!

Ale mąż uważa, że nic mi nie jest winien, mówi, że naszym dzieciom zapewnił mieszkania, mi zostawia dom, więc wszystko jest w porządku.

Na pożegnanie mąż położył na stole 10 tysięcy dolarów i powiedział, że to dla mnie i dzieci na początek. A dalej – radź sobie sama.

Powiedzieć, że jestem zszokowana, to za mało. Uważam, że Jarosław zachował się wobec mnie bardzo niesprawiedliwie – kiedy ja uczciwie na niego czekałam w domu, on miał równocześnie inną rodzinę.