Mieszkamy z mężem i dziećmi razem z jego matką. Tak się ułożyły okoliczności i już się do tego przyzwyczailiśmy. Oczywiście, naszych relacji nie można nazwać idealnymi. Dlatego zaczęłam prosić męża, aby namówił matkę do przepisania mieszkania na niego. Tylko wtedy będę mogła żyć i spać spokojnie.
Mieszkamy z mężem i dziećmi razem z jego matką. Tak się ułożyły okoliczności i już się do tego przyzwyczailiśmy. Oczywiście, naszych relacji nie można nazwać idealnymi. Jego matka to niezła „madame”. Ale ja też nie daję sobie w kaszę dmuchać! Nie pozwolę się poniżać ani siebie, ani dzieci!
Krótko mówiąc, ja i teściowa nie jesteśmy ani przyjaciółkami, ani nawet koleżankami! A tak na poważnie – po prostu się nie lubimy! Ona od pierwszego dnia naszego wspólnego mieszkania nie traciła okazji, żeby powiedzieć mi coś niemiłego. Wiecznie narzeka, skarży się na mnie wszystkim dookoła. Generalnie, potrafi mocno działać na nerwy! Ale ja też nie jestem osobą, która milczy! Potrafię jej dać odpór raz-dwa! Niech nawet nie myśli, że będzie rządzić w domu! I tak żyjemy – jak pies z kotem!
Ale jeśli chodzi o jej relację z synem, to tu wszystko jest w porządku. Teściowa go kocha, trzęsie się nad nim i we wszystkim mu dogadza. Pobłaża mu i zawsze staje po jego stronie, kiedy pojawiają się jakieś konflikty! Teściowa zawsze broni mojego męża! Myślę, że właśnie przez tę jej nadmierną miłość i troskę tak nie przepada za mną! No bo przecież ona tak o niego dba, a ja – według niej – tylko próbuję się go pozbyć. Ale tak łatwo się nie poddam!
Przechodząc do sedna sprawy – mieszkanie, w którym żyjemy, należy do teściowej. Jest zapisane na nią. I to mi zupełnie nie odpowiada! Chcę, żeby teściowa przepisała je na mojego męża! A co w tym dziwnego? Przecież i tak w końcu do niego trafi! Dlaczego nie zrobić tego teraz?
Chcę, żeby mój mąż był właścicielem mieszkania! Wtedy i ja miałabym więcej praw! A tak – wystarczy drobna sprzeczka, a teściowa od razu wypomina mi, że mieszkam w jej mieszkaniu i że może mnie w każdej chwili wyrzucić za drzwi! I co wtedy? Dokąd pójdziemy z dziećmi? Może to tylko puste słowa, ale kto wie, jak dalej potoczą się nasze relacje! Co nas czeka?
Taki układ mi zupełnie nie odpowiada! Gdyby mój mąż był właścicielem mieszkania, byłoby mi lżej i spokojniej! Wtedy miałabym pewność, że moje dzieci nie wylądują na ulicy. I one, tak samo jak ja, miałyby prawo do swojego miejsca! Byłabym spokojna o naszą przyszłość! A teraz nie mam żadnej pewności co do jutra!
Rozmawiałam o tym z mężem. Nie miał nic przeciwko i poparł mnie. Ale rozmowa z matką nie przyniosła oczekiwanego rezultatu! Odmówiła! Wyobraźcie sobie – powiedziała, że mąż dostanie mieszkanie dopiero wtedy, gdy „zasadzą nad nią bazylie”!
Chodzi o to, że boi się, że przejmę nad wszystkim kontrolę i wyrzucę ją na bruk! To po prostu śmieszne! Nie, z przyjemnością bym się jej pozbyła! Oczywiście nie chcę z nią mieszkać, ale żeby ją wyrzucić? Przecież jestem człowiekiem! Jak mogła w ogóle powiedzieć coś takiego o mnie?!
Podsumowując – teściowa nie chce niczego słuchać! Uparła się i koniec! A co ja mam teraz zrobić? Ile jeszcze mam czekać? Kto wie, ile jeszcze lat przed nami? Może będzie żyć do setki, a ja przez cały ten czas będę żyła jak gość we własnym domu? Będę bała się, że mnie wyrzucą? Co mam robić? Jak przekonać teściową?
