Młodszemu synowi kupili mieszkanie, a nam życzyli tylko powodzenia…
Mój mąż, Tomasz, obraził się na swoich rodziców, bo kiedy jego młodszy brat, Krystian, dostał od nich mieszkanie w prezencie, nam po prostu życzyli „powodzenia”. Co gorsza, teściowie wydzwaniają teraz do mnie, przekonani, że to ja nastawiłam Tomka przeciwko nim.
Siedem lat temu wzięliśmy ślub. Nie mieliśmy własnego kąta, więc wynajmowaliśmy mieszkanie w Toruniu. Odkładaliśmy na wkład do kredytu, ale z przeciętnymi zarobkami nie było łatwo — opłaty, życie, a do tego oszczędzać? Cudem, ale coś tam powoli zbieraliśmy.
Nie mogliśmy mieszkać z żadnymi rodzicami. Moi z Bydgoszczy już dawno przestali być częścią mojego życia, a u teściów w dwupokojowym mieszkaniu w Grudziądzu mieszkał jeszcze Krystian. Radziliśmy sobie więc sami.
Sytuacja pogorszyła się, gdy zaszłam w ciążę. Nie planowaliśmy tego, ale chcieliśmy dziecka. Wtedy Tomek po raz pierwszy poprosił swoich rodziców o pomoc. I co usłyszeliśmy? „Gratulacje i powodzenia!”. Pieniędzy nie dostaliśmy, bo „Krystian w przyszłym roku idzie na studia i potrzebuje na korepetycje” — stwierdziła teściowa popijając herbatę.
Tomek zacisnął zęby i już więcej ich nie prosił. Zatrudnił się dodatkowo, a ja po kryjomu też zaczęłam dorabiać. Choć staraliśmy się jak mogliśmy, wciąż brakowało nam do wkładu własnego.
Pomogło nam nieszczęście — moi rodzice zmarli, zostawiając po sobie mieszkanie w Bydgoszczy. Choć wymagało generalnego remontu, po jakimś czasie mogliśmy tam zamieszkać. Nie było idealnie — ciasno, ciężkie wspomnienia — ale było nasze.
I wtedy — niespodzianka — urodziłam bliźniaczki! Nawet lekarze byli w szoku. Dziewczynki były zdrowe, choć malutkie. Tomek nie mógł w to uwierzyć. Sam kupił drugą kołyskę i całą wyprawkę. Gdy odbierał nas ze szpitala w Toruniu, łzy ciekły mu po policzkach.
Teściowie? Na wypis nie przyszli, zadzwonili. Bo akurat Krystian zdawał maturę. Wtedy nie mieliśmy im tego za złe.
Po jakimś czasie zaczęli się częściej pojawiać. Zaczęli nas zapraszać, a Tomek powoli się przełamywał. Wydawało się, że wszystko idzie ku dobremu.
Aż nagle — wiadomość, że Krystian bierze ślub. I z tej okazji dostał od rodziców mieszkanie w Toruniu.
Tomek zamilkł, po czym wybuchł:
— Oni od zawsze wszystko mu pod nos podstawiali! A mnie? „Powodzenia, synku”. Raz prosiłem o pomoc — nie było mowy. A teraz, bo się żeni, to kupili mu mieszkanie? A jak ja miałem zostać z tobą i bliźniaczkami bez dachu nad głową, to nie było problemu? Niech teraz do Krystiana dzwonią po pomoc!
Nie zamierzałam go przekonywać, bo się z nim zgadzałam. Tomek sam studiował za darmo, dorabiał, nie dostaliśmy nawet grosza na ślub. A tu — mieszkanie.
Do tego rodzice męża nadal nie mieli oporów, by nas prosić o pomoc. Czy to na działce w okolicach Chełmży, czy przy remoncie. Ale po wsparcie zawsze pierwsi.
Najgorsze było to, co powiedziała mi teściowa przez telefon:
— Przyznaj się, to ty nastawiasz Tomka przeciwko nam? Bo zazdrościsz, że my mamy normalną rodzinę? Na cudzym nieszczęściu szczęścia nie zbudujesz!
Po tym telefonie i ja dodałam ich numery do czarnej listy.
