— Moi rodzice będą mieszkać u nas tak długo, jak będą chcieli — oświadczył mąż, stawiając mnie przed faktem
— Agnieszko, dlaczego nie umyłaś naczyń przed naszym przyjazdem? To nieładnie, goście do ciebie przyjechali, a ty nie potrafisz nawet posprzątać — zaczęła od progu krytykować mnie teściowa.
— No, widzisz kochana, odkąd przytyła, to ciężko jej poruszać się po domu. Nie gniewaj się na nią — nie omieszkał przypomnieć mi o mojej wadze teść.
Moje relacje z rodzicami męża nie układały się dobrze od samego początku. Znaliśmy się od dziecka, chodziliśmy do tej samej szkoły i mieszkaliśmy w tym samym bloku, więc nasi rodzice od czasu do czasu się spotykali. Z Michałem przyjaźniliśmy się przez pewien czas, ale kiedy skończył szkołę i wyjechał na studia do innego miasta, straciliśmy kontakt. Kiedy wrócił po studiach do naszego miasta, spotkaliśmy się przypadkiem w sklepie i zaczęliśmy rozmawiać.
Michał coraz częściej zapraszał mnie na spotkania, aż w końcu zaproponował, żebyśmy zostali parą. Nie musieliśmy się poznawać z rodzicami, bo już się znaliśmy. Jednak rodzice Michała nie byli zadowoleni z naszej decyzji o ślubie, ponieważ zawsze uważali mnie za zbyt gadatliwą i nieodpowiedzialną. Myśleli, że nie jestem odpowiednią partią dla ich syna, ponieważ pochodzę z przeciętnej rodziny, która nie miała zbyt wiele pieniędzy, podczas gdy oni byli dobrze sytuowani i mogli sobie pozwolić na częste podróże za granicę.
Jeśli wcześniej rodzice Michała nie pozwalali sobie na zbytnie komentarze pod moim adresem, to po ślubie uwagi i nakazy z ich strony stały się częstsze — w końcu oficjalnie stałam się częścią ich rodziny. Próbowałam rozmawiać o tym z Michałem, ale on za każdym razem rozkładał ręce i nie zwracał na to uwagi, bo bał się sprzeciwić rodzicom.
Mieszkaliśmy z Michałem w domu jednorodzinnym na obrzeżach miasta. Dom był spory i przestronny, więc jego rodzice często wpadają do nas bez uprzedzenia.
— Cześć, młodzież, co porabiacie? — powitał nas teść, wchodząc do naszego domu bez pukania.
— Dzień dobry, panie Jerzy, ja teraz odpoczywam, a Michał jeszcze w saunie — przywitałam się ze teściem, mając nadzieję, że wpadł tylko na chwilę. — Jest pan sam czy z panią Zofią?
— Ona poszła na wasz ogród, żeby zebrać trochę pietruszki i koperku dla nas, a ja przyszedłem sprawdzić, co u was słychać, a wy się lenicie — powiedział teść, znowu sugerując, że jesteśmy leniwi. — Agnieszko, może byś nas poczęstowała czymś do jedzenia, naodpoczywałaś się już.
— Moglibyście chociaż zapytać, czy możecie do nas przyjść. Cały dzień pracowałam w ogrodzie, chciałam odpocząć i pójść do sauny, a tu nagle wy się zjawiliście — nie chciałam kłócić się z rodziną Michała, ale miałam dość tego, że przychodzili bez zapowiedzi i traktowali mnie jak służącą, która musi natychmiast rzucić swoje zajęcia i zająć się nimi.
— Już się wyspałaś, synowo. Żyjesz sobie wygodnie w domu męża, więc mogłabyś przynajmniej gospodarstwo prowadzić porządnie — zaczął mnie upominać teść. — Sauna to dobrze, ale my przyszliśmy głodni, więc odpoczniesz później.
Zmęczona i niezadowolona poszłam do kuchni, żeby szybko przygotować coś dla rodziców Michała. Przez okno widziałam, jak teściowa bez skrupułów zrywa moją zieleninę z grządek, zostawiając nam tylko kilka krzaczków. Oni też mieli swój ogród, ale po co korzystać z własnego, skoro można zabrać z cudzego. To również mnie denerwowało, ale nie chciałam wyjść na skąpą, więc pozwalałam teściowej czasem brać coś z naszych grządek.
— Agnieszko, dbasz ty w ogóle o ten ogród? Wszystkie grządki suche, liście zwiędłe, połowa zieleniny nie nadaje się do jedzenia. Zupełnie się rozleniwiłaś — Zofia nie mogła powstrzymać się od skrytykowania mojego ogrodu.
Zignorowałam jej słowa i kontynuowałam przygotowywanie obiadu.
— Słyszysz mnie w ogóle? Halo, przyjęcie! — teściowa nie dawała za wygraną.
— Słyszę panią, pani Zofio. Wezmę to pod uwagę — odpowiedziałam krótko i oschle, bo nie miałam siły na kłótnie.
— Bezczelna jakaś. Udaje, że coś zrozumiała. Jak żyć bez problemów, to potrafi, ale jak dbać o dom i męża, to już niekoniecznie. Leniwa.
Starałam się zachować spokój i nie zwracać uwagi na słowa rodziny Michała. Podczas gdy ja przygotowywałam jedzenie, rodzice usadowili się w salonie, wygodnie na kanapie, i oglądali jakiś program, głośno komentując, a raczej krytykując najnowsze wiadomości. Kiedy Michał wyszedł z sauny, rodzice serdecznie go powitali, oczywiście wspominając o mojej beztrosce i lenistwie. Mąż ignorował ich uwagi i dołączył do oglądania telewizji.
— Siadaj z nami, odpocznij po saunie. Żonka twoja tam gotuje, wszystko sama zrobi — powiedziała Zofia.
Było mi przykro, że do Michała zawsze odnosili się pobłażliwie. Cackali się z nim, chronili go przed wszystkim. I najwyraźniej tego samego oczekiwali ode mnie. W stosunku do mnie zachowywali się jakbym była ciężarem albo służącą, która natychmiast ma ich obsłużyć i nigdy nie odpoczywać.
Takie sytuacje miały miejsce niemal codziennie. Za każdym razem, gdy rodzice Michała wychodzili, starałam się znaleźć zrozumienie u męża.
— Michał, mam dość, że twoi rodzice ciągle przychodzą do nas bez zapowiedzi, grzebią w naszych rzeczach, w moim ogrodzie, decydują, co mogę robić, a czego nie, wypowiadają się o mnie i wcale mnie nie oszczędzają. Mam dość bycia służącą dla twoich rodziców! — żaliłam się po raz kolejny mężowi.
— Agnieszko, nie przesadzaj. To moja rodzina, nudzi im się, więc przychodzą do nas. Poza tym dzięki nim mam to, co mam, dali mi wszystko, czego potrzebuję do godnego życia — Michał usprawiedliwiał zachowanie swoich rodziców. — I w ogóle, oni chcą dla mnie jak najlepiej. Dla nas, właściwie.
— Właśnie, że tylko dla ciebie. Za każdym razem mówią, że jestem fatalną gospodynią, że nic nie robię w domu, że nie dbam o ciebie. A do tego twój ojciec ciągle nazywa mnie grubą! To mnie rani, a ty zachowujesz się jak tchórz, nie potrafisz nawet stanąć w mojej obronie — byłam zraniona i próbowałam wycisnąć z niego choć odrobinę współczucia.
— Przestań, Agnieszko. Nikt cię tak nie nazywa.
— Może mogliby rzadziej do nas przychodzić? Jestem wykończona po całym dniu pracy, a kiedy twoi rodzice przychodzą, jest jeszcze gorzej. Muszę natychmiast przerywać swoje zajęcia i ich obsługiwać, nie mam czasu na odpoczynek.
— Nie wygłupiaj się, to się nie zd
arzy. Koniec rozmowy — uciął mąż.
Tak było za każdym razem, kiedy próbowałam do niego dotrzeć, ale on nie chciał mnie słuchać. Najpierw długo się na niego gniewałam, ale potem postanowiłam, że spróbuję zadowolić jego rodziców. Może w końcu zobaczą we mnie dobrą gospodynię i żonę?
Zaprosiliśmy rodziców na kolację. Od rana sprzątałam cały dom, każdy kąt. Myłam podłogi trzy razy, ścierałam kurz, prałam dywany i narzuty na kanapę i fotele, myłam lustra. Wcześniej poszłam do sklepu i kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy do przygotowania kolacji. Zrobiłam kilka potraw, w tym przekąski, a nawet upiekłam ciasto.
Na kilka godzin przed ich przyjściem zdążyłam jeszcze popracować w ogrodzie, usunęłam wszystkie chwasty, podlałam grządki, zadbałam o rośliny. Zadowolona z efektów swojej pracy, z niecierpliwością czekałam na rodziców Michała, żeby zobaczyć, jak w końcu mnie doceniają. Chciałam chociaż raz w życiu usłyszeć od nich komplement i zobaczyć aprobatę w ich oczach.
— Dzień dobry, droga pani Zofio i panie Jerzy, proszę wejść! — Byłam bardzo zdenerwowana, ale jednocześnie radosna i pełna nadziei. Chciałam, żeby ten wieczór zapisał się spokojną i zadowoloną atmosferą.
— Dzień dobry, synowo. Coś ty taka dzisiaj radosna, pełna energii. Cały dzień nic nie robiłaś, że masz tyle sił? — zapytała złośliwie teściowa.
— Ależ skąd, pani Zofio, przygotowywałam się na wasz przyjazd. Sprzątałam dom i pracowałam w ogrodzie. I specjalnie dla was przygotowałam kolację — starałam się zachować optymizm i nie zwracać uwagi na to, że nawet w moim dobrym humorze znaleźli coś, do czego można się przyczepić.
— Dobrze, rozumiem. A gdzie Michał?
— Poszedł do sklepu, zaraz wróci. Po prostu zapomniałam przygotować napoje.
— Nie dziwię się, że znowu coś zapomniałaś zrobić. Jeszcze i męża zmęczyłaś.
— Siadajcie na razie do stołu, zaraz wyjmę ciasto z piekarnika i do was dołączę.
Poszłam do kuchni i modliłam się, żeby Michał szybko wrócił, bo nie chciałam zostawać sama z jego rodzicami. Na szczęście wszedł do domu w momencie, gdy właśnie wyjmowałam ciasto z piekarnika.
Usiedliśmy do kolacji, a rodzice na przemian omawiali z Michałem plotki i wiadomości, a także krytykowali wystrój naszego domu. Próbowałam wtrącić się do rozmowy, ale mnie ignorowali, więc milczałam i co chwilę biegałam do kuchni.
— Następnym razem sama upiekę ciasto, to wcale się nie udało. Ciasto niedopieczone, nadzienie za słodkie, a i wykonanie niedbałe, wszystkie jagody wypadają — zaczęła krytykować moje ciasto teściowa. — Tak, Agnieszko, pieczenie to nie twoja mocna strona.
Byłam zdziwiona, że teściowa tak bezczelnie i bez skrupułów skrytykowała moje ciasto. Nie wiedziałam, czy naprawdę jej nie smakowało, czy po prostu chciała mnie doprowadzić do szału. Wiedziałam, że ciasto było smaczne. Widziałam to choćby po tym, że teść zjadł aż cztery kawałki, ale po słowach swojej żony i jej znaczącym spojrzeniu odsunął talerz z ciastem, udając, że zgadza się z jej opinią.
— Przy okazji, wasza brama się chwieje. Trzeba by ją naprawić — dodał teść. — I schody na zewnątrz są już stare. Czy wy w ogóle coś zauważacie w swoim domu?
— A tak przy okazji, Agnieszko, jeśli nie będziesz podlewać pomidorów, to nigdy ci nie urosną — wtrąciła się teściowa.
— Podlewam je wystarczająco, pani Zofio. Sama wiem, jak to robić — odpowiedziałam ostro.
— Co ty tam wiesz. Nigdzie nie potrafisz dokończyć pracy. Nic ci się nie udaje, dlatego nie sadzisz kwiatów. Boisz się, że zwiędną następnego dnia przy takiej gospodyni? I w ogóle, źle myjesz podłogi, moje białe skarpetki już są brudne i przyklejają się do podłogi. Mogłabyś chociaż raz porządnie posprzątać w domu. Żyjesz na gotowym, więc przynajmniej coś byś zrobiła. A skoro będziemy z wami mieszkać, to nie pozwolę ci ani dnia leniuchować.
— Co? Jak to „mieszkać z nami”? — moje oczy rozszerzyły się z zaskoczenia i oburzenia jednocześnie.
— Dlaczego tak się dziwisz? I tak prawie codziennie u was jesteśmy, więc teraz będziemy mieszkać razem. Nauczę cię, jak pracować i być dobrą gospodynią.
— Michał, wiedziałeś?
— No tak, a co w tym złego? Będzie nam wszystkim łatwiej i weselej — odpowiedział Michał nieśmiało.
— Nie patrz na Michała, rozmawiasz ze mną — kontynuowała teściowa. — Więc tak, zwolnisz pokój na górze, wypierzesz tam pościel i wszystko dokładnie posprzątasz. Nie chcę wprowadzać się do brudnego pokoju. I jeszcze…
— To się nigdy nie zdarzy! — nie pozwoliłam dokończyć teściowej. — To już przesada, nie będę z wami mieszkać. Michał, powiedz im.
— Moi rodzice będą mieszkać u nas tak długo, jak będą chcieli — mąż postawił mnie przed faktem.
— Nie, już mam tego dość — moje oczy zaszkliły się od łez, ale nie mogłam już dłużej znosić takiego traktowania. — Ciągle mnie krytykujecie za każde słowo i czyn, jakbym była tak złą żoną i gospodynią, że trzeba mi to za każdym razem przypominać. Czasami wydaje mi się, że nawet gdybym była milionerką, znaleźlibyście coś, do czego można się przyczepić. Nigdy nic wam nie pasuje, zawsze jesteście niezadowoleni. Powiedzcie mi, czy nie macie własnego życia, że ciągle krytykujecie moje?
— Jak ty się do nas odzywasz, smarkulo? Jesteśmy rodzicami twojego męża, powinnaś nas szanować. Czy to nasza wina, że jesteś nieudolna, leniwa i bezmyślna? — nie wytrzymał teść.
— Czy choć raz mogliście traktować mnie jak człowieka? Nie wyśmiewać, nie krytykować każdego mojego kroku? Starałam się wam przypodobać i dzisiaj miałam nadzieję, że okażecie mi wdzięczność za kolację, ale jak zawsze wszystko zniszczyliście, a teraz jeszcze chcecie się do nas wprowadzić. Nie, to się nie zdarzy — byłam stanowcza w swoim postanowieniu.
— To nie twój dom, kochana, i nie ty będziesz decydować, kto tu będzie mieszkać. Zamiast oskarżać, mogłabyś lepiej słuchać, co mówimy, i posprzątać ze stołu. Niewdzięcznica — prychnęła teściowa.
Z rozpaczy cała byłam w łzach, a w gardle ściskał mnie gul. Spojrzałam na Michała, ale on nawet nie podniósł wzroku, siedział cicho jak mysz pod miotłą, nie chcąc sprzeciwiać się rodzicom. Było mi bardzo przykro z powodu słów teściów i braku reakcji ze strony męża. Postanowiłam, że nie chcę już mieszkać w tym domu ani być częścią tej rodziny.
Bez
słowa poszłam do pokoju, spakowałam swoje rzeczy do walizki, zadzwoniłam do rodziców i wyjechałam z tego domu. Byłam pewna, że już nigdy nie będę miała do czynienia z tą rodziną. Michał może sobie żyć z rodzicami i dalej znosić ich zachowanie. Ale ja nie zamierzałam dłużej znosić takiego traktowania.
