Mój brat, który ma czterdzieści lat, mieszka w sąsiednim mieście, a moja mama raz w miesiącu jedzie do niego, żeby posprzątać
W dzisiejszych czasach jest dużo dorosłych dzieci swojej mamy. Dobrze, jeśli mają po dwadzieścia lat, ale jeśli czterdzieści, to już przesada. Moja mama raz w miesiącu jedzie do niego, żeby posprzątać, zrobić zakupy i ugotować mu jedzenie.
Tę sytuację opowiedziała mi moja koleżanka z pracy. Ma młodszego brata, który mieszka w sąsiednim mieście. Kiedyś pojechał tam studiować i tak już został. Nie założył rodziny, teraz mieszka sam, dzieci nie ma. Myślę, że jego żonie nie podobało się, że jego mama przyjeżdżała kilka razy w miesiącu, kontrolowała wszystko i wydawała polecenia, jakby to był jej dom. Nie każdemu się to spodoba.
Teraz mieszka sam w dwupokojowym mieszkaniu, które kupili mu rodzice. Mama często do niego dzwoni, interesuje się, jak się ma, czy wszystko w porządku. Zawsze pyta, czy brat nie jest głodny. On z kolei przyzwyczaił się do regularnych telefonów do mamy, opowiadając jej o najdrobniejszych szczegółach swojego życia. Jeśli ominie jeden dzień i nie rozmawiają przez telefon, to mama przeżywa ogromny stres, cały dzień jest nieswoja. Bywają takie sytuacje, że brat zasypia przy oglądaniu telewizji, albo zapomina telefon w samochodzie. My z bratem bardzo rzadko rozmawiamy, bo gdy do niego dzwonię, zawsze coś robi lub ma ważne sprawy.
Mama wypracowała sobie już stały grafik, raz w miesiącu odwiedza syna. Może chciałaby częściej, ale podróż zajmuje dużo czasu, a mama ma już swoje lata i ciężko jej długo jeździć. Gdy tylko znajdzie się w jego mieszkaniu, od razu zaczyna sprzątać jak firma sprzątająca. Cały dzień na to poświęca, a wieczorem biegnie na autobus, żeby wrócić do domu.
Gdy mama zajmuje się domem, brat załatwia swoje sprawy, żeby jej nie przeszkadzać. Wiele razy próbowałam odwieść mamę od tych wyjazdów i opieki nad dorosłym mężczyzną, ale bez skutku. Mama zawsze go usprawiedliwia i mówi: „Sam nie potrafi posprzątać tak jak ja, poza tym nie ma na to czasu.” Tymczasem mama ma już ponad sześćdziesiąt lat, powinna to ona otrzymywać pomoc od syna, a nie na odwrót. Zdrowie też jej już nie dopisuje. Ale brat zawsze powtarza: „Nie wymagam, żeby przyjeżdżała. A jak już przyjedzie, nie mogę przecież wyrzucić własnej mamy.”
Niedawno bratowi zepsuł się laptop. Mama wpadła na genialny pomysł! Zaproponowała, żebyśmy wszyscy złożyli się na nowy laptop dla niego, wyobrażacie sobie?
Oczywiście powiedziałam, że Łukasz dostaje dobrą pensję, niech sam sobie kupi prezent. Ja dzieciom kupowałam używane laptopy, nie było mnie stać na nowe, niech brat sam rozwiąże ten problem. Mamo, powinnaś zadbać o wnuki i zaproponować im laptop. Jeśli masz tyle pieniędzy, to kup prezent bratu, ale beze mnie. Przecież i tak pracujesz u niego jako służąca raz w miesiącu, a teraz chcesz mu jeszcze kupować laptopy i mnie w to wciągasz.
Poważnie się pokłóciłyśmy z tego powodu. W oczach mamy jestem teraz złą osobą, bo nie chciałam pomóc bratu. Ale dlaczego to ja, kobieta, mam pomagać mężczyźnie? Czym on mi kiedykolwiek pomógł? Wszystko u niego w porządku, nie jest inwalidą, dzięki Bogu. Ma prestiżową pracę z wysoką pensją, a mimo to mama co miesiąc do niego jeździ, żeby dbać o synusia i robić mu prezenty.
