Mój brat w żaden sposób nie może się ożenić. Ma pieniądze, piękny wygląd, ale straszny charakter!
Mój brat ma straszny charakter. Jest pięknym człowiekiem z wyglądu. Ciągle ktoś go podąża. Może wybierać spośród dziesiątek kobiet. Ma trzy dyplomy. Obecnie prowadzi własny biznes, kupił mieszkanie, samochód, ciągle lata na wakacje.
Kobiety nie mogą go znieść. Najpierw przylegają, jak muchy do miodu, a potem uciekają. Mój brat nie jest tyranem, nie podnosi ręki na kobietę, nie podnosi głosu. My z mamą naprawimy mu mózg, jeśli obrazi swoją dziewczynę! Problem brata tkwi w jego sztywnym charakterze. Jest dyktatorem. Musi być tak, jak on chce. Nie ma innej opinii, tylko jego. Brat słucha mnie i mamy. I to wszystko. Opinie innych kobiet w ogóle nie przyjmuje.
Ostatnia żona to Nadzieja. Bardzo dobra! My z mamą nie mogłyśmy się cieszyć. Inteligentna, piękna, wychowana i piecze pyszne ciasta! Nie miała żadnych minusów, same plusy.
Brat przywiózł Nadzieję na rodzinny obiad. Dużo rozmawialiśmy. Kobieta była interesująca. Od razu pomyślałam, jak mu się szczęściło. Spotykali się miesiąc. Na razie to rekord. Zazwyczaj kobiety uciekają od brata po dwóch tygodniach.
Brat siedział cicho. Jadł rybę i czasami rozmawiał z mamą. Ja słuchałam Nadziei z zachwytem. Opowiadała o swojej pracy. Zajmuje wysokie stanowisko w międzynarodowej firmie. Sama zarobiła na mieszkanie. Powoli robi w nim remont. Nie kobieta, a złoto. Taką spróbuj znaleźć.
W środku rozmowy brat poprosił Nadzieję, żeby podała sałatkę i postawiła ją po prawej stronie. Dziewczyna położyła talerz z lewej strony. Od tego wszystko się zaczęło. Brat poprosił, żeby talerz został postawiony z powrotem. Nadzieja spełniła jego prośbę. Gdy tylko postawiła talerz, brat znowu poprosił, żeby podała go i postawiła po prawej stronie. Ten rytuał powtarzał się cztery razy. Nadzieja straciła nastrój. Ledwo powstrzymywała łzy. My z mamą milczałyśmy, bo nie wiedziałyśmy, co powiedzieć.
Kiedy napięcie trochę opadło, zaprosiłam Nadzieję na kawę. Ona się zgodziła. Umówiła się na wtorek.
— Nie pójdziesz nigdzie, — sucho powiedział brat.
— Dlaczego? — zdziwiła się Nadzieja.
— Idziesz do pracy.
— Co z tego? Idę przecież na kawę.
Rozmowa trwała około dwadzieścia minut. Brat nie pozwalał Nadziei iść ze mną na kawę, a ona nie rozumiała, z czego to radość.
— Jestem dorosłą, mądrą kobietą. Mogę sama decydować o swoim życiu. — powiedziała Nadzieja.
Brat wytrzeszczył usta ręcznikiem, spojrzał na Nadzieję i wypowiedział jedno słowo:
— Nie.
Brat więcej nie miał dziewczyny. W takim tempie, pozostanie sam aż do starości!
