Mój dzień zepsuł “żart” od synowej. Och, lepiej by było, gdybym do niej nie zadzwoniła

Wtedy miałam urodziny, 60 lat. Postanowiłam sobie nie zawracać głowy i zamówiłam przyjęcie w restauracji. Zaprosiłam wszystkich krewnych, nawet goście z Czech przyjechali. Zjedliśmy smacznie, dobrze się bawiliśmy. Synowa Anna siedziała obok mnie.

– Och, zniknął mi telefon? Czyżbym zgubiła? – martwiła się synowa.

– Poczekaj, zaraz do ciebie zadzwonię – powiedziałam.

Poszły sygnały. I nagle słyszę jakąś dziwną melodię. Wydawało się, że do restauracji wbiegła krowa. Ale nie. To tak brzmiała muzyka z telefonu synowej. Wypadł jej pod stół, a ona sama poszła do toalety. Przerwałam połączenie i podniosłam telefon. Na ekranie wyświetliło się „Krowa Klara” oraz moje zdjęcie.

Nie mogę powiedzieć, że miałam wspaniałe relacje z Anną, ale starałam się jak mogłam zdobyć jej miłość i zaufanie. Wiem, że ma trudny charakter. Na przykład podarowałam jej na urodziny złoty pierścionek, a na wesele oddałam młodej parze swoje drugie mieszkanie, które wynajmowałam. Ale widzę, że na próżno się starałam…

– Synu, a wiesz, jaką melodię twoja żona ustawiła na mój telefon?

– Mamo, to przecież taki żart! Zrelaksuj się, nie rozumiesz humoru? I, swoją drogą, nie można brać cudzych rzeczy – powiedział syn i wyrwał mi z rąk telefon Anny.

Do końca wieczoru próbowałam wymusić uśmiech, ale zamiast tego zamknęłam się w toalecie i zaczęłam płakać – czy to naprawdę tak bardzo kochają i cenią mnie moje własne dzieci? Nastrój został ostatecznie zepsuty. Jeszcze moja kuzynka Marta zauważyła rozmazany tusz. Znała mnie lepiej niż moi rodzice.

– No, mów, słucham – dopytywała Marta na podwórku.

Nie wytrzymałam i opowiedziałam wszystko ze szczegółami. I o melodii, o zdjęciu i o podpisie.

– No i głupia. Sama ją widziałaś? Dla mnie wygląda jak świnia. Taka rumiana twarz i nos jak ryjek. Dobra, przestań się smucić. To twoje święto i ty tu jesteś gwiazdą. A z synem porozmawiaj poważnie później. Poczekaj do jutra.

Jednak w nocy nie mogłam zmrużyć oka, ciągle myślałam o Annie i synu. Co takiego złego im zrobiłam? Oddałam mieszkanie, przyjeżdżam w odwiedziny z prezentami. Najbardziej boli mnie zachowanie syna. Czy to tak Olek mi się odwdzięczył za lata troski? Wychowałam go sama…

Rano zebrałam się, zamówiłam taksówkę i pojechałam do niego w odwiedziny.

– Cześć, dlaczego bez zapowiedzi?

– Bo szukam sobie miejsca. Jestem przecież taką krową, że potrzebuję dużo przestrzeni.

– Mamo, no co ty zaczynasz? Po wczorajszej imprezie i tak boli mnie głowa.

– Słowem, masz tydzień. Zabierajcie swoje rzeczy i wynoście się do diabła. Nie chcę was widzieć!

Zdawało się, że po takim ogłoszeniu syn nagle wytrzeźwiał. Ale ja nie żartowałam. Po dwóch dniach trzymałam w rękach klucze od mieszkania.

Wszyscy krewni teraz mnie potępiają. Bo tak bezwstydnie wyrzuciłam młodych. Tylko kuzynka Marta mnie poparła.

– Postąpiłaś słusznie, brawo. Teraz w końcu zrozumieją, gdzie jest granica żartów – śmiała się.

Może zbyt ostro zareagowałam na ten żart? A co byście zrobili na moim miejscu?