Mój mąż interesuje się tylko dzieckiem ze swojego pierwszego małżeństwa, a nasze wspólne dziecko ma dla niego drugorzędne znaczenie

Mój mąż ma dziecko z pierwszego małżeństwa i gotów jest dla niego na wszystko, rozpieszcza go, a naszemu wspólnemu dziecku nie poświęca uwagi. Starszy syn mojego męża jest o trzy lata starszy od naszego. Mój mąż opowiadał mi, że jego pierwsza żona, jeszcze będąc w ciąży, przeprowadziła się do swoich rodziców, twierdząc, że tam jest jej łatwiej i spokojniej. Potem nie chciała wracać do mojego męża, znajdując mnóstwo wymówek. W końcu przyszła do niego i złożyła wniosek o rozwód. Z tego co zrozumiałam, między nimi nie było miłości. Ani ze strony mojego męża, ani ze strony jego pierwszej żony.

Rok po rozwodzie mojego męża, poznaliśmy się i po pół roku wzięliśmy ślub. Mój mąż od razu powiedział, że będzie utrzymywać kontakt i spotykać się ze swoim synem, ponieważ dziecko nie powinno cierpieć z powodu rozwodu rodziców. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, to przecież jego dziecko. Potem pojawiło się nasze wspólne dziecko, które ma teraz siedem lat. Od razu zauważyłam, że stosunek mojego męża do jego pierwszego dziecka i naszego wspólnego jest zupełnie inny.

Ze swoim pierwszym synem ciągle się spotykał, chodził na place zabaw, zabierał go do sal zabaw, uśmiechał się do niego i rozbawiał go. Natomiast do naszego wspólnego dziecka prawie nie zaglądał, mówił, że jest bardzo zmęczony, że jak dziecko podrośnie, to wtedy będzie mu z nim ciekawiej. Ale syn rośnie, a mąż nadal ma na niego obojętne, nie interesują go nasze dziecko, jego zainteresowania i pasje. Na zawody naszego syna nie jeździ, a na koncerty starszego syna chodzi regularnie, jeszcze żadnego nie opuścił.

Różnic jest zbyt wiele. Starszego broni, twierdząc, że nie chce uczyć się matematyki, tłumacząc to tym, że jego dziecko jest humanistą, a mojego syna krytykuje, mówiąc, że nie chce się uczyć. Swojemu starszemu synowi kupuje drogie prezenty, sam idzie i wybiera, a naszemu wybieram ja, bo jego ojcu wszystko jedno.

Gdy jego syn zachorował, siedział z nim, ciągle tam jeździł i przynosił lekarstwa, jak nasz zachorował, nawet do niego nie podszedł.

Wiele razy poruszałam ten temat z mężem. Ale on twierdzi, że traktuje oba dzieci tak samo. Mówi, że jego starszy syn pracuje i się stara, a nasz jest leniwy i nie chce się niczym zajmować. Szkoda mi syna w takiej sytuacji, bo dla niego to bolesne.

Jeśli nic się nie zmieni, będę się rozwodzić z moim mężem. Ponieważ nie zamierzam tolerować takiego stosunku do swojego syna ze strony męża.