Mój mąż niedawno powiedział, że gdyby musiał wybierać między mną a swoją matką, wybrałby ją
Mój mąż zawsze miał dość ciepłe relacje ze swoją mamą i wcześniej nie widziałam w tym problemu. Bo nie był przy tym maminsynkiem.
Kiedy się poznaliśmy, Andrzej mieszkał osobno od rodziców, sam zarabiał. Ale widziałam, że z mamą rozmawia przez telefon codziennie. Wydawało mi się to bardzo urocze.
Ja też mam bliski kontakt z rodzicami, ale może dlatego, że mieszkają w innym mieście, nie rozmawiamy tak często. Odkąd wyjechałam na studia, dzwoniłam do nich raz w tygodniu. A teraz częściej piszemy na wspólnym czacie rodzinnym.
Mama Andrzeja jest wspaniała. Nie można sobie wymarzyć lepszej teściowej. Kiedy Andrzej nas poznał, od razu powiedziała, że jej się podobam i przyjęła mnie jak członka rodziny. I przez te wszystkie lata widziałam od niej tylko dobro. Kiedy pojawiły się dzieci, Anna z radością pomagała przy nich, nigdy nie odmawiała.
Jakoś przyzwyczaiłam się do tego, że mamy taką dużą, zgraną rodzinę, w której wszyscy się szanują i kochają. Wszystko było dobrze aż do pewnego momentu, kiedy poszliśmy z Andrzejem świętować urodziny naszego wspólnego przyjaciela.
Na początku po prostu siedzieliśmy, składaliśmy życzenia solenizantowi, wspominaliśmy różne ciekawe historie i tak dalej. Potem w pewnym momencie zrobiło się nudno i przeszliśmy do różnych żartów z internetu.
I wtedy jedna z naszych znajomych pokazała popularne wideo. Chodziło o to, że mężczyznom zadawano pytanie: masz mały bukiet i duży. Który dasz mamie, a który żonie? I wszyscy odpowiadali różnie.
Oczywiście, kiedy nasi mężczyźni to usłyszeli, też zaczęli odpowiadać. Większość powiedziała, że duży bukiet jest dla żony – bo to ich miłość, druga połowa, matka ich dzieci i tak dalej. Ale wtedy Andrzej mnie zaskoczył.
– Oczywiście, że duży bukiet dla mamy! – głośno oznajmił, zagłuszając innych. – A mały dla żony.
Wtedy jeszcze miałam nadzieję, że to żart, więc uśmiechnęłam się i zapytałam:
– Dlaczego tak zdecydowałeś, jestem ciekawa?
Mąż spojrzał na mnie z niezadowoleniem, jakbym pytała o jakieś oczywistości, ale mimo to postanowił wyjaśnić.
– Mama to najważniejsza osoba w życiu – zaczął. – Ona mnie urodziła, wychowała, zawsze mnie wspierała. Wiem, że cokolwiek by się w moim życiu nie działo, mama mnie nigdy nie opuści, zawsze będzie przy mnie.
– A żona? – zapytał ktoś z gości z uśmiechem.
Andrzej wzruszył niedbale ramionami i odpowiedział:
– A żona to zjawisko przejściowe. Ludzie się żenią i rozwodzą po pięć, siedem razy. Żona to obca osoba, której nigdy do końca nie poznasz, więc nie możesz być pewny tej osoby. Może jest z tobą dla pieniędzy? Może cię zdradza od lat? Albo po prostu w każdej chwili może cię zostawić? Dlatego między żoną a mamą oczywiście wybrałbym mamę.
W tej chwili przy stole zapanowała taka cisza, że było słychać przelatującą muchę. Potem ktoś nagle zmienił temat, wszyscy zaczęli rozmawiać o czymś innym, a niezręczna przerwa się rozwiała. Ale nie dla mnie.
Do końca wieczoru nie powiedziałam już ani słowa. Jakoś starałam się nie zrobić sceny na miejscu. Ostatecznie wszystko wyjaśniłam mężowi już w domu.
– Czyli żyję z tobą prawie dwadzieścia lat, a jestem dla ciebie “przejściowym zjawiskiem”? – zapytałam męża. – Zaczęłam się z tobą spotykać, kiedy byłeś biedny, urodziłam ci dwoje dzieci, pracowałam, robiłam remonty, brałam od rodziców pieniądze, żebyś mógł naprawić samochód, a ty nadal uważasz, że jestem z tobą dla pieniędzy, że cię zdradzam i mogę odejść w każdej chwili?
– Źle mnie zrozumiałaś! – próbował się bronić mąż. – Mówiłem czysto hipotetycznie! Nie o nas konkretnie, tylko ogólnie, jak to najczęściej bywa w większości rodzin.
– No to wiedz, że i czysto hipotetycznie, i ogólnie – jesteś osłem! – powiedziałam mężowi.
Do tej pory nie mogę mu wybaczyć. Wydawało mi się, że mamy całkiem normalną rodzinę, a tu przez przypadkowe wideo w internecie dowiaduję się, że dla mojego męża jestem tylko tymczasowym elementem, który w razie potrzeby można łatwo wymienić na nowy.
