Mój mąż ostatnio po prostu mnie zaszokował. Chciałam kupić nową pralkę, a on był przeciw. Pokłóciliśmy się i w końcu wyznał mi, że problem nie leży w pralce. Okazało się, że ma niesamowite długi

Od początku – pobraliśmy się pół roku temu. Historia niemal jak z bajki. Poznaliśmy się w galerii sztuki, adorował mnie w piękny sposób, bez żadnych nachalnych aluzji.

Zabierał mnie do restauracji, wręczał drogie prezenty, a nawet kupił romantyczny wyjazd do Francji. I tam, pod Wieżą Eiffla, oświadczył mi się. To było po dwóch miesiącach znajomości. Mam 23 lata, o ślubie wcześniej nie myślałam, ale nie miałam też nic przeciwko. A poza tym, zakochałam się w nim. Elegancki, inteligentny, spokojny, przystojny. Oczywiście, zgodziłam się!

Swoje mieszkanie wynajął, więc zamieszkaliśmy u mnie. Przez kilka miesięcy wszystko było po prostu cudowne. Żyliśmy w pełnej harmonii, nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś jest nie tak. Aż do momentu, kiedy powiedział mi to wszystko. Okazało się, że pracuje za jakieś grosze.

Przed naszym poznaniem dorabiał to tu, to tam. A kiedy się spotkaliśmy, twierdzi, że zakochał się od pierwszego wejrzenia i chciał mnie zaimponować. Koledzy doradzili mu, żeby spróbował obstawiać zakłady bukmacherskie.

Na początku miał szczęście, a potem przegrał bardzo dużą sumę. Ale wtedy właśnie organizowaliśmy ślub, więc bał się, że od niego odejdę i nic mi nie powiedział.

Pożyczył pieniądze na ogromny procent. Nie w banku (bo przy jego zarobkach nie dostałby tak dużej kwoty), ale jakoś przez znajomych, od nie wiadomo kogo. Potem, już po ślubie, gdy przeprowadził się do mnie, sprzedał swoje mieszkanie. Skłamał, że wynajmuje je znajomym, a w rzeczywistości sprzedał.

Pieniądze, które dostał za mieszkanie, wystarczyły na to, żebyśmy dalej żyli na tym samym poziomie i niczego nam nie brakowało. Nie miałam pojęcia o jego długach. Spłacił wtedy swój dług, ale potem pojawili się ci ludzie i powiedzieli mu, że wciąż nie oddał odsetek. Więc znowu zaczął obstawiać zakłady, żeby spłacić odsetki, i znowu przegrał…

Nie wiem, co mam teraz zrobić. Z jednej strony czuję się winna, bo przez mnie wpakował się w długi. Z drugiej strony – czy on naprawdę jest taki inteligentny, skoro wpadł w coś takiego, mówiąc wprost, dla fanaberii? Może on w ogóle nie jest stabilny emocjonalnie? Poza tym wygląda na to, że ma jakąś obsesję na punkcie zakładów. Przegrywa, ale nie potrafi przestać.

Nie mamy jeszcze dzieci, i myślę sobie – może się rozwieść, zanim będzie za późno? Kocham go, oczywiście, ale okazuje się, że kocham kogoś, kim on wcale nie jest.