Mój mąż wyszedł po chleb i już nie wrócił. Zniknął z mojego życia na długie lata. Niczego nie zabrał ze sobą. Zniknęły tylko dokumenty i pieniądze. Jego telefon był wyłączony, a w pracy nikt nie wiedział, gdzie się znajduje

Zostałam sama, będąc w ciąży, w wynajmowanym mieszkaniu, za które nie zapłacono czynszu. Trzeba było pilnie coś zrobić, a ja nie wiedziałam co. Wzięłam kredyt, żeby nie wyrzucili mnie z domu. Płaciłam grosz po groszu gospodyni. Znalazłam miejsce na rynku. Sprzedawałam warzywa, a przez internet sprzedawałam ręcznie robione ubrania i haftowane rzeczy.

Pieniędzy było mało, ale radziłam sobie z końcami. Spłacałam kredyt, za mieszkanie, oszczędzałam na jedzeniu. W jakiś sposób urodziłam dziecko zdrowo. Nie siedziałam długo w domu. Chodziłam do pracy z dzieckiem, ale gdzie mam ją wpuścić? Czułam ciągłe zmęczenie. Brak snu szybko się opłacił, ale się nie poddawałam. Nikt oprócz mnie nie wychowa mojej córki.

W bardzo szybkim tempie minęły dwa lata. Aktywnie szukałam pracy. W naszym mieście trudno było coś znaleźć. Rekrutowali ludzi do supermarketu. Obiecano wynagrodzenie od ośmiu tysięcy złotych. Pracowałam dużo, w końcu pensja wystarczała. Udało mi się spłacić kredyt.

Sprawy zaczęły stopniowo się poprawiać. Nie podobało mi się wychowywanie dziecka w pojedynkę. Moja córka nigdy nie będzie miała ojca. Gdyby jakiś mężczyzna zaakceptował ją jak własną, byłabym najszczęśliwszą kobietą na świecie.

Moje życie osobiste długo się nie układało. Mężczyźni uciekali przede mną, gdy widzieli dziecko. Byli tacy, którzy podobno akceptowali córkę. Ci „herosi” ucieczkowali ode mnie po miesiącu – dwóch.

Były mąż nadal się nie pojawiał. Dawno złożyłam pozew o rozwód i alimenty. Sprawy sądowe trwały przez rok. Przez cały ten czas go nie widziałam. Ukrywał się przede mną jak karaluch. Raczej ten nikczemnik nie czuł wstydu. Najprawdopodobniej bał się spojrzeć mi w oczy.

Córka dorastała i pytała o ojca. Szczerze odpowiedziałam:

— Uciekł, gdy tylko zaszłam w ciążę tobą.

Może jestem złą matką, ale córka powinna znać prawdę. Nie przestanie myśleć o ojcu, pytanie nigdzie nie zniknie. Nie chcę opowiadać bajek o „ojcu – kosmonaucie”.

Dziecko wszystko zrozumiało. Nie pytało już więcej o ojca. Dorastało dobrą dziewczynką. Dobrze się uczyła, wyglądała nienagannie, zachowywała się grzecznie.

Kontynuowałam pracę w supermarkecie. Awansowałam na starszą sprzedawczynię. Wynagrodzenie wzrosło o kilka tysięcy złotych. Po trzech latach awansowano mnie na administratora. Pracy było dużo, ale pensja była godziwa. Zacząłam myśleć o hipotece. Czas pomyśleć o własnym mieszkaniu. Chcę zostawić coś po sobie dla dziecka.

Minęło wystarczająco dużo czasu, ale kredyt hipoteczny został zatwierdzony. Kupiłam dwupokojowe mieszkanie. Wybierałam je razem z córką. Dawno zapomniałam o byłym mężu. Minęło dziesięć lat. Żal za podły czyn męża z czasem zniknął, tak jak nigdy go nie było.

Jak to często bywa, przypomnisz sobie człowieka, a oto on. Były mąż przypomniał sobie o naszym istnieniu. Zobaczył mnie w sklepie. Nie przywitał się, tylko czekał przy wyjściu. Po zakończeniu mojego dnia pracy, śledził mnie. Mężczyzna dowiedział się, gdzie mieszkam i zaczął przychodzić do odwiedzin. Przynosił kwiaty, cukierki, różne prezenty. Niczego nie przyjmowałam. Ani on, ani jego prezenty, nie były mi potrzebne.

Wtedy skupił się na córce. Ona była mała, po co wplątywać dziecko w nasze relacje? Córka przyjmowała wszystkie prezenty i cieszyła się z obecności ojca. Ja milczałam, ale byłam niezwykle zła. Ignorowanie byłego się nie udało, więc zaprosiłam go na rozmowę.

— Czego od nas chcesz? — zapytałam od razu.

Były mąż mrugał oczami i milczał. Kiedyś rozmawiałam łagodnie i uprzejmie. Życie pokazało — trzeba być twardym, inaczej zostaniesz zdeptany.

— Chciałem porozmawiać… Przeprosić… — zaczął jąkać się były mąż. — Zrozumiałem…

— Nie obchodzi mnie, co tam zrozumiałeś. Odpuść mnie i mojej córce! — syknęłam.

Były mąż miał przerażony wyraz twarzy. Pewnie z powodu zdziwienia.

— Ona jest też moją córką! — zakrzyczał były.

Zaśmiałam się donośnym śmiechem.

— Ty? — dopytałam. — Wychowałam ją sama przez wiele lat. Nie spałam i pracowałam dwadzieścia cztery na siedem. Ty siedziałeś na kanapie, wędrowałeś gdzieś tam, a teraz, w jedenastym roku życia dziecka, przypominasz sobie o ojcostwie! Nie śmiej mnie!

Były mąż był zdruzgotany. Długo prosił o przebaczenie, błagał, by pozwolić mu wrócić. Po co mi on? Ten człowiek żałosny, który nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności.