Mój syn ożenił się z rozwódką z dzieckiem, a teraz chce, żebym traktowała jej syna jak własnego wnuka. Nie mam już siły

Często słyszę od znajomych, że jestem najlepszą matką na świecie. Nie dlatego, że sama się tak oceniam, ale dlatego, że wielu zna historię mojego życia i to, co przeszłam, wychowując syna w trudnych warunkach. Teraz, gdy dorósł, wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu: mamy dach nad głową, sytuacja finansowa jest stabilna. Jednak jest coś, z czym nie mogę się pogodzić.

Kiedyś byłam typową gospodynią domową, a ojciec Mirona, mojego syna, utrzymywał rodzinę. Niestety, nie tylko pracował, ale też pił i czasami podnosił na nas rękę. W tamtych czasach nie mówiło się o tym głośno. Nie było psychologów, grup wsparcia czy sieci społecznościowych. Każdy ukrywał swoje problemy za zamkniętymi drzwiami.

Jednak pewnego dnia mój mąż wrócił do domu, złapał się za serce i upadł na progu. Zmarł na miejscu, zanim lekarze zdążyli przyjechać. Zostałam sama, jako młoda wdowa z małym dzieckiem i pustym portfelem. Nie wiedziałam nawet, gdzie w domu trzymał pieniądze.

Dzięki siostrze, która zaproponowała mi wspólne wejście w branżę nieruchomości, stanęłam na nogi. Nauczyłam się nowego zawodu, przeszłam przez wiele trudności i w końcu stałam się niezależna finansowo.

Wychowywanie Mirona nie było łatwe. Brak ojca odbił się na jego charakterze. Były problemy, ucieczki z domu, nawet policja. Ale mimo wszystko wyrósł na porządnego człowieka. Skończył studia, znalazł pracę, a ja byłam z niego naprawdę dumna.

Jednak teraz sytuacja się zmieniła. Miron ożenił się z Martą — rozwódką, która ma trzyletniego syna. Nie organizowali wesela, po prostu cicho się pobrali, żeby nie tracić pieniędzy. Nie mam z tym problemu. Staram się akceptować ich związek, ale trudno mi zaakceptować jej dziecko jako „własnego wnuka”.

Widzę, że Miron dwoi się i troi, żeby utrzymać tę rodzinę. Pracuje, zajmuje się domem, a jego żona siedzi w domu i zajmuje się swoim synem. Czasami ugotuje coś lub posprząta, ale większość obowiązków i tak spada na mojego syna. A ja? Oczekuje się ode mnie, żebym traktowała jej dziecko jak własne. Mam przynosić prezenty, cieszyć się, gdy widzę je w nowym ubranku kupionym za pieniądze mojego syna.

Rozumiem, że to małe dziecko jest niewinne. Ale nie potrafię zmusić się do fałszywego entuzjazmu. Dla mnie to obcy chłopiec. W moich oczach moim jedynym dzieckiem jest Miron — to on zawsze był i będzie dla mnie najważniejszy.

Może ktoś nazwie mnie złą, zgorzkniałą kobietą. Może usłyszę, że „nie ma cudzych dzieci” i że „ojcem jest ten, kto wychowuje”. Ale ja jestem już dorosła i nauczyłam się dostrzegać rzeczy takimi, jakie są. Wiem, że takie słowa wymyślają kobiety, które chcą wykorzystać swojego mężczyznę, aby zapewnić sobie lepsze życie. Nie oszukujmy się — taka jest rzeczywistość.

Nie będę kłamać, że czasem nie wracam myślami do przeszłości. Było ciężko, czasami wręcz nie do zniesienia. Ale przynajmniej ludzie byli prawdziwi. Nie udawali, że wszystko jest idealne, jak to dzisiaj widać na zdjęciach w mediach społecznościowych. Każdy miał swoje problemy, ale nie robił z tego spektaklu.

Nie wiem, jak będzie dalej. Może z czasem nauczę się patrzeć na to dziecko inaczej. A może nie. Ale jedno wiem na pewno: nie pozwolę, żeby ktokolwiek zmuszał mnie do uczuć, których nie jestem w stanie z siebie wydobyć. Dla mnie najważniejszy zawsze będzie mój syn — to jemu oddałam całe swoje życie i to jego zawsze będę wspierać.