Moja była koleżanka z pracy ma dwoje dzieci i teraz, mając 37 lat, zaczęła myśleć o ponownym ślubie. Wszyscy byli tym bardzo zdenerwowani

Kilka tygodni temu skontaktowałam się z przyjaciółką, z którą kiedyś pracowałam, ale teraz mieszkam daleko i nie widujemy się tak często jak dawniej. Około miesiąc temu obchodziła swoje urodziny, więc po moich życzeniach zapytałam, jak się teraz ma. Wika opowiedziała, że ma już trzecie dziecko z nowym mężem.

Przypomniałam sobie, jak zaczynali się spotykać — tego nie da się zapomnieć, bo wszyscy krewni byli tym oburzeni.

W tamtym czasie Wika miała 37 lat i dwoje dzieci w wieku szkolnym, w piątej i szóstej klasie. Musiała je wychowywać i utrzymywać sama, bo od byłego męża czekała na alimenty ponad rok, ale nic nie dostała. Wszyscy koledzy z pracy ciągle ją wspierali i mówili, żeby się nie martwiła, że prędzej czy później wszystko się ułoży.

W końcu Wika zaczęła spotykać się z nowym mężczyzną, młodszym od niej o dwa lata, ale dość bogatym i z własnym mieszkaniem. Ich związek rozwijał się szybko, ale otoczenie źle reagowało na ich plany małżeńskie. Wszyscy patrzyli na Wikę z dezaprobatą i w końcu stwierdzili, że w tym wieku nie powinna wychodzić za mąż, że musi koniecznie brać pod uwagę reakcje innych.

Niektórzy mówili, że w małżeństwie będzie jej bardzo ciężko, bo mężczyźni zazwyczaj wykorzystują kobiety w takim wieku, a potem je porzucają. Ale Wika nie zwracała na to uwagi, bo bardzo kochała swojego przyszłego męża. Każdy z kolegów twierdził, że jej małżeństwo skończy się źle i lepiej w ogóle się nie żenić, żeby tego uniknąć.

Po kilku miesiącach namysłu, Wika i Sławek pobrali się i zamieszkali razem. Moja przyjaciółka z dziećmi przeprowadziła się do trzypokojowego mieszkania nowego męża, a kawalerkę, w której wcześniej mieszkała, zaczęli wynajmować. W ich małżeństwie nie wydarzyło się nic złego, a relacje były nawet lepsze, niż Wika się spodziewała, bo mimo wszystko obawiała się, że coś złego się stanie, jak mówili jej znajomi. Dzieci dobrze dogadywały się z nowym ojcem i nie pamiętały starego, bo ten od rozwodu nigdy się nie pojawił, nawet żeby spotkać się z dziećmi.

Może nie warto słuchać wszystkich wokół, bo każdy ma inne zdanie na ten temat. Niektórzy po prostu zazdroszczą szczęścia innym i chcą, żeby ich bliscy byli nieszczęśliwi, a niektórzy z powodu własnych kompleksów próbują narzucić je innym.

Oczywiście w małżeństwie może się zdarzyć coś złego, ale wybór zawsze zależy od nas samych i trzeba go dokonać samodzielnie, nie słuchając ludzi, którzy praktycznie nas nie znają. Lepiej nie słuchać nikogo i dokonać właściwego wyboru, dzięki któremu będziemy szczęśliwi, bez obaw, że ktoś będzie urażony z powodu naszej decyzji.