Moja córka ma romans z żonatym mężczyzną, rodzi mu dzieci i czeka, aż się rozwiedzie. Co za naiwna!
Obserwuję moją córkę i wydaje mi się, że coś jest nie tak z jej głową. No bo jak dorosła, rozsądna osoba może się tak zachowywać?
Chodzi o to, że kilka lat temu zaczęła romans z żonatym mężczyzną. Długo nie wiedziała o jego małżeństwie, a kiedy prawda wyszła na jaw, było już za późno, żeby się wycofać. Ten koszmar trwa już 5 lat, a Marię to wszystko zadowala. Wierzy, że jej ukochany wkrótce się rozwiedzie i ją poślubi. Urodziła mu już syna i teraz jest w ciąży z drugim dzieckiem. Czy nie boi się niepewnej przyszłości?
Nigdy nie zauważyłam niczego takiego u Marii. Była rozsądna, choć uczuciowa. Nie wierzyła w bajkową miłość, dlatego wcześniej budowała zdrowe relacje z mężczyznami, nie tracąc zdrowego rozsądku.
Pierwsza miłość przyszła do niej, kiedy była w 11 klasie. Spotykała się z chłopakiem kilka miesięcy, a potem się rozstali. On chciał “dorosłych” związków, na które Maria nie była gotowa. Dlatego szybko znalazł kogoś, kto był na wszystko gotowy.
Maria długo cierpiała z powodu nieudanej miłości. Do trzeciego roku studiów nie mogła patrzeć na chłopaków. Stała się zamknięta i odosobniona. A potem zakochała się w swoim wykładowcy. Tym samym Ryszardzie.
Wtedy miał 30 lat. Nie wiem, czym ją zafascynował, bo nie było w nim nic szczególnego. W każdym razie zaczęli mieć romantyczne relacje. Byłam zadowolona z córki, bo promieniała szczęściem. Myślałam, że to coś poważnego, więc nawet pozwoliłam im zamieszkać w mieszkaniu babci.
Dopiero po pół roku dowiedziałam się, że Ryszard jest żonaty. Moja córka też tego nie wiedziała. Gdyby nie stara znajoma, ten fakt pozostałby tajemnicą. Mężczyzna zaczął się wykręcać i szukać wymówek, a potem musiał się przyznać.
Złapałam się za głowę! Myślałam, że Maria natychmiast go rzuci, ale ona zaczęła mi opowiadać, jaki to Ryszard jest szlachetny. Powiedziała, że nie może się teraz rozwieść, bo jego syn jest chory, ale jak tylko wszystko się ułoży, od razu złoży pozew o rozwód.
Od razu zrozumiałam, że to tylko wymówka. Ryszard po prostu wykorzystywał moją córkę jako odskocznię, ale nie miał zamiaru opuszczać rodziny. Moja Maria jednak miała inne zdanie. Urodziła mu dziecko, żeby go mocniej związać.
Żona Ryszarda pewnie nawet nie wie, że planuje się rozwieść. Przecież nadal żyje na koszt Marii, bo całą swoją pensję przekazuje “na leczenie syna”. Mój wnuk nie jest zarejestrowany na jego nazwisko – w rubryce “ojciec” jest kreska. Ale to nie powstrzymuje mojej córki. Nadal mu wierzy. Co więcej, Maria jest w ciąży z drugim dzieckiem.
Słuchanie bajek o Ryszardzie jest dla mnie obrzydliwe. Obiecuje jej małżeństwo co roku, ale jego słowa są puste. Maria jakoś nie zwraca na to uwagi i dalej buja w obłokach.
Nie wiem, kto będzie utrzymywał córkę w drugim urlopie macierzyńskim. Postanowiłam, że czas umyć ręce. Dopóki jej pomagam, Marii jest dobrze, ale muszę ją zmusić, by zrozumiała, jak naprawdę jest źle. Jeśli Ryszard jest taki dobry, uczciwy, niech ponosi odpowiedzialność za swoje czyny.
Jak Maria mogła się w to wplątać…? Na dźwięk słowa “Ryszard” traci rozum. Jak jej pomóc?
