Moja córka postanowiła wyjść za mąż, twierdziła, że znalazła swoją drugą połówkę. Ale wtedy nie pozwoliłam jej na ślub. Chłopak z wielodzietnej rodziny, niezabezpieczony materialnie, bez własnego mieszkania. Powiedziałam mu wprost: „Najpierw zdobądź coś, a potem się żeń”. Po pewnym czasie wyjechał do pracy za granicę, a po pół roku tam się ożenił. Anna ledwo to przeżyła, do tej pory ma do mnie żal

Od kilku lat jestem na emeryturze. Mieszkam w małej miejscowości, mam niewielkie gospodarstwo. I mały kawałek ziemi przy domu. Teraz moje życie jest bardzo monotonne, ale nie zawsze tak było. Z mężem staraliśmy się przez całe życie. Przez wiele lat pracowaliśmy razem w jednym przedsiębiorstwie. Trochę zarobiliśmy, zbudowaliśmy sobie dom. Wychowaliśmy razem dwoje dzieci, sami — bo babcie nam nie pomagały.

Potem stawialiśmy dzieci na nogi, oboje wykształciliśmy na studiach. Zarówno syn, jak i córka mają wyższe wykształcenie. W ogóle, dużo dla nich zrobiliśmy. Moja starsza córka to wielka marzycielka, która patrzy na życie przez różowe okulary. Taka była moja teściowa, więc córka wdała się w nią.

Moją córkę pociągała sztuka, muzyka. Bardzo chciała uczyć się w szkole muzycznej, marzyła o konserwatorium. Ale pomyślałam sobie, czy można z tego wyżyć?

Talent miała, ale takich jest wielu. Trudno się przebić i z tego zarabiać. Trzeba przecież myśleć o chlebie, tak jak my kiedyś z mężem. Namawialiśmy ją, kłóciliśmy się, i w końcu osiągnęliśmy swoje: nasza Anna została studentką uniwersytetu ekonomicznego.

Ale już na drugim roku oznajmiła, że nie chce dalej studiować, bo ją to nie interesuje. Wtedy w domu była awantura, gdy powiedziała, że chce rzucić studia. Po rozmowach na podniesionych tonach, córka w końcu się opamiętała.

Ale potem pojawił się kolejny problem — Anna postanowiła wyjść za mąż, twierdziła, że znalazła swoją drugą połówkę. Ale wtedy nie pozwoliłam jej na ślub. Chłopak z wielodzietnej rodziny, niezabezpieczony materialnie, bez własnego mieszkania. A Anna najpierw powinna była skończyć studia. Powiedziałam mu wprost: „Najpierw zdobądź coś, a potem się żeń”. Po pewnym czasie wyjechał do pracy za granicę, a po pół roku tam się ożenił. Anna ledwo to przeżyła, do tej pory ma do mnie żal.

A ja przecież chciałam dla niej jak najlepiej. I wszystko tak się ułożyło. Teraz sama dobrze zarabia, i dobrze wyszła za mąż za pracownika banku. Mają własny dom, samochód.

— Widzisz — mówię do niej — posłuchałaś mnie, teraz żyjesz w dostatku.

A ona… milczy w odpowiedzi. I widzę, że nadal ma do mnie żal. A mogłaby podziękować. Rzadko nas odwiedzają i do siebie nie zapraszają. Przez te lata wyrosła między nami ściana.

A niedawno ojciec miał urodziny — przyjechali rano na pięć minut, podarowali telefon komórkowy, ale do stołu usiąść odmówili, mówiąc, że czeka na nich praca.

U mojego syna teraz też wszystko dobrze. Pracuje jako inżynier, tak jak chcieliśmy. Ale ożenił się wbrew naszej woli jeszcze na piątym roku studiów: mógłby znaleźć lepszą partię. Nie posłuchał, jeszcze i do teściów się wprowadził, mimo że byliśmy gotowi przyjąć synową. Wnuk ma dwa lata, a widziałam go tylko kilka razy. Proszę, żeby przywieźli Danilka do nas choć na tydzień, a syn ma jedną odpowiedź: „Jemu w domu ciekawiej, a poza tym jest jeszcze mały…”.

Wszyscy gnieżdżą się u teściów, a u nas mnóstwo miejsca — pokoje duże, ale puste. Nam z dziadkiem przestrzeni aż nadto, czasem szukamy się po kątach. Cicho, pusto. Żyliśmy dla dzieci, a oni tak się z nami obchodzą. Niby się o nas troszczą, ale wcale nie czuję od nich ciepła.