– Moja mama cię uwielbia, a ty tak o niej mówisz… Jak tylko możesz…

– Andrzej, jutro po pracy chcę odwiedzić mamę, nie chcesz ze mną pojechać? – zapytała Aleksandra męża.

– Nie, po co mi tam jechać? Tym bardziej, że macie tam swoje tematy i sekrety, nie chcę przeszkadzać. – odparł Andrzej.

– Jesteś pewien?

– Tak, oczywiście! Jedź sama! Omówicie mnie jak zawsze. Ważne, żeby ja tego nie słyszał, reszta niech będzie. – machnął ręką, oznajmiając, że mu to obojętne.

– My wcale nie obgadujemy cię za plecami, nie wymyślaj! – mruknęła Aleksandra.

– Jak mówisz, jak mówisz! Powtarzam, ważne, żebym tego nie słyszał! – powtórzył, podnosząc ręce w geście zgody.

– Dobrze, rozumiem! Zawsze musisz być taki przekorny! – powiedziała z niezadowoleniem Aleksandra.

– Ja niczego nie psuję! Po prostu wiem, jak to u was wygląda! – zaczął się tłumaczyć.

– Co takiego? – nie rozumiała Aleksandra.

– No te rozmowy, między matką a córką! – wyjaśnił Andrzej.

– Nie oceniaj wszystkiego stereotypowo, proszę!

– Dobrze, jedź jutro do mamy, róbcie, co chcecie! Tylko bez przesady! – żartobliwie ostrzegł.

Jak Aleksandra mówiła, następnego dnia po pracy pojechała do swojej mamy.

– Witaj, moje dobro! – przywitała się Halina ze swoją córką, otwierając drzwi.

Aleksandra weszła do mieszkania i od razu rzuciła się matce na szyję.

– Cześć, mamusiu! Jak tam u ciebie? Opowiadaj! Skoro przez telefon nie lubisz rozmawiać, musiałam przyjechać, żeby się dowiedzieć! – powiedziała.

– Ach, ten telefon! Mam go już prawie cztery lata, a wciąż nie mogę się z tym ekranem dogadać! Wymyślają te głupoty, a my potem nie wiemy, jak się z tym uporać! – narzekała mama.

– Mamusiu, zawsze to samo mówisz, kiedy rozmawiamy o telefonach! Z tabletem nie masz przecież problemu!

– Jak mogłabym! To mój pomocnik! Jak mogę na niego narzekać, skoro mi pomaga w domowych sprawach? – odpowiedziała z miłością mama.

– Jak to? – nie rozumiała Aleksandra.

– Oglądam na nim różne filmy, o sadzeniu roślin, usuwaniu plam, po prostu coś użytecznego!

– Wiesz, że na twoim telefonie też możesz to wszystko oglądać?

– Jak tam oglądać? Ekran taki mały, nic nie widać, straszność! – znowu zaczęła narzekać.

– Dobrze, rób jak uważasz, nie wtrącam się! – uśmiechnęła się Aleksandra.

– Oj, a co my tu przy drzwiach stoją! Chodź dalej! Akurat dzisiaj upiekłam pierogi, czekałam na ciebie!

– Dzięki, mamusiu! Znowu nie wyjadę stąd, tylko się potoczę!

– Wszystko będzie dobrze! A Andrzej czemu nie przyjechał z tobą?

– Nie chciał! Pewnie w domu odpoczywa po pracy. A ty go czekałaś?

– Oczywiście! Lubię, kiedy przyjeżdżacie razem! Jesteście tacy słodcy, brak słów!

– Tak mu przekażę! – uśmiechnęła się Aleksandra.

– Nie tylko to mu przekaż, ale jeszcze i pierogi! Zaraz odłożę, żebyś nie zapomniała, gdy będziesz wracać do domu! – powiedziała matka, sięgając po pojemnik w kuchennej szafce.

– Ale on teraz ich nie zje, mamusiu, nie trzeba! – powiedziała córka.

– Dlaczego nagle? – zdziwiła się Halina.

– Bo zaczął chodzić na siłownię i trener mu jakąś nowoczesną dietę zapisał. Teraz się specjalnie odżywia. Zgrzyta zębami, bo chce normalnie jeść, ale mówi, że to hartuje wolę. Najpierw się śmiałam, potem po prostu machnęłam ręką. Niech robi, co chce! – wyjaśniła Aleksandra matce.

– Och, co wy sobie wymyśliliście, trzeba normalnie jeść, a nie to, co tam ktoś wymyślił. Zwłaszcza moje pierogi są niskotłuszczowe, pieczone i bardzo smaczne! – pochwaliła się matka.

– No dobrze, daj! Jak co, to ja je po prostu zjem w domu, a on niech się tylko oblizuje, jeśli nie będzie chciał! – poddała się Aleksandra i znalazła wyjście z sytuacji.

– Świetnie! – ucieszyła się matka.

Halina odłożyła pełen pojemnik pierogów i postawiła go w torbie obok torebki córki, żeby potem o nich nie zapomniała.

Potem Aleksandra nalała herbaty, wzięły misę z pierogami i poszły do salonu, wygodnie usiadły i zaczęły rozmawiać.

– Jak tam u ciebie z pracą? Myślisz już o emeryturze? – zapytała Aleksandra mamę.

– Byłam się dowiadywać, ale powiedzieli, że muszą wysłać jakieś zapytanie, żeby wszystko dokładnie sprawdzić i by nie wypchnęli mnie na emeryturę za wcześnie, szaleństwo jak zawsze! – odpowiedziała matka.

– Tak, u was tam nigdy nie ma nudno! A Anastazja często wpada do ciebie?

– Twoja siostra cała w swojej twórczości, przyjeżdża nie częściej niż raz na miesiąc, a może nawet i na dwa! Nie, ja oczywiście wszystko rozumiem, ale trzeba też zacząć myśleć o rodzinie, w końcu prawie dwadzieścia pięć lat na karku, a ona nie tylko, że nie zamężna, ale nawet chłopaka nie ma! Wszystko maluje swoje obrazy! To nie jest w porządku!

– Mamo, jej się podoba taki styl życia, nie ma w tym nic złego! A znaleźć normalnego faceta teraz to trudno! – stanęła w obronie młodszej siostry Aleksandra.

– To prawda, nie zaprzeczam! Ale trzeba go szukać! A ona zamyka się w swoim atelier i dniem i nocą stamtąd nie wychodzi! Mówi, że chce zorganizować wystawę swoich prac, bliżej do Nowego Roku, chce tu u mnie zrobić zdjęcia kilku obrazów na tę okazję!

– To świetnie! Tylko dlaczego ona mi o tym nic nie powiedziała?

– Rozmawialiście z nią ostatnio?

– Tydzień temu, mniej więcej.

– O wystawie powiedziała mi tylko wczoraj, kiedy wreszcie zdecydowała się oddzwonić! Więc nie denerwuj się na siostrę! – zmieniła front matka.

– Dobrze. Potem się z nią skontaktuję i wszystko wyjaśnię. – powiedziała Aleksandra pojednawczo. – Ale najważniejsze, że do ciebie przyjeżdża! I że u niej wszystko w porządku! – dodała po chwili.

– To prawda! – zgodziła się matka. – A jak u was w domu? Kiedy mi wnuków przyprowadzicie?

– Jak tylko – tak natychmiast! Mniej o tym przypominaj – szybciej przyprowadzimy! – odpowiedziała Aleksandra, pokazując język.

– Oj, jacy my wszyscy poważni, aż słów brak! – odparła z podobnym tonem Halina.

Rozmawiały jeszcze przez chwilę i nie zauważyły, jak na zewnątrz zrobiło się ciemno. Aleksandra spojrzała na zegarek, a tam było już prawie jedenaście wieczorem.

– Mamusiu, już muszę jechać do domu! Więc idę się zbierać, bo Andrzej mnie tam zgubi. – powiedziała, niosąc kubki do kuchni.

Halina szła za nią z pierogami.

– No dobrze, tylko jedź ostrożnie i koniecznie zadzwoń, jak dojedziesz do domu!

– Jasne! – odpowiadając, Aleksandra zakładała buty.

– Pierogi dla Andrzeja nie zapomnij! – podała matka torbę córce wraz z pojemnikiem.

– Dziękuję, mamusiu! No to cześć, lecę! – przytuliła matkę.

Do domu Aleksandra dotarła całkiem szybko, było już późno i na drogach prawie nie było samochodów. Wszystko szło gładko.

Gdy otwierała drzwi, Andrzej usłyszał szmer klucza i wyszedł na korytarz, by przywitać żonę.

– No wreszcie wróciłaś! – powiedział, podchodząc i obejmując Aleksandrę.

– Cześć! A ty co, już się stęskniłeś? – spytała, gdy Andrzej się odsunął.

– Widziałeś, która godzina? Nie dla dzieci, wiesz?

– Oj, jakie my tu wszyscy dorośli! – żartobliwie podrażniła Aleksandra męża.

– A co to u ciebie? – spytał Andrzej, wskazując na pojemnik.

– To mama dzisiaj piekła pierogi i dała ci je! – uśmiechnęła się żona, podając pojemnik Andrzejowi.

– Aleksandra, znowu zaczynasz? Teraz nawet twoja matka się włącza w te żarty? – zapytał z niezadowoleniem Andrzej.

– Jakie żarty? – nie rozumiała ona.

– Przecież staram się unikać wszelkiego rodzaju niezdrowego jedzenia, a ty mi to pod nos pchasz!

– Nie chcesz – nie jedz! Mama po prostu chciała ci przekazać, mówiłam jej, że nie będziesz jeść, ale nalegała! Zrobimy tak, ja je po prostu zjem w domu, a ty możesz się tylko oblizać, jeśli nie będziesz chciał! – wyjaśniła Aleksandra matce.

– To jakieś szaleństwo! Przecież mówiłem ci, żebyś takich rzeczy do domu nie przynosiła, a ty jak zwykle olewasz! Co za człowiek… I twoja matka też! – zaczął podnosić głos na Aleksandrę.

– Moja mama cię adoruje, a ty tak o niej mówisz… Jak tylko możesz…

– Bardzo prosto! Moja matka od razu mnie zrozumiała, wystarczyło jej raz powiedzieć i wszystko jasne! A twoja udaje głupią! Mówiłem jej, dzwoniłem na wszelki wypadek, ale nic to nie dało, pierogi tu jakieś podsuwa! Zarówno ty, jak i ona, tylko stawiacie mi kłody pod nogi!

– Moja mama cię uwielbia, a ty tak o niej mówisz… Jak tylko możesz…

– Bardzo łatwo! Moja matka – od razu mnie zrozumiała, wystarczyło jej raz powiedzieć i wszystko jasne! A twoja udaje, że nic nie rozumie! Mówiłem jej, dzwoniłem na wszelki wypadek, ale nic to nie dało, pierogi tu jakieś podrzuca! Ty i ona tylko stawiacie mi kłody pod nogi!

– Może byś poszedł sobie gdzie indziej, skoro twoja matka jest taka święta, a moja nie? Dlaczego tylko przed nią się przechylasz?

– Nie przechylam się przed nikim! Czy ja wyglądam na hipokrytę?

– Wygląda na to, że tak! Skoro takie rzeczy mówisz tylko za plecami!

– Mogę powiedzieć to samo prosto w twarz!

– Naprawdę? Dlaczego więc tylko mi to mówisz, gdy jesteśmy sami, a przy niej aż ociekasz pochlebstwami?

– Nie jestem hipokrytą! A ty i twoja matka to dopiero parę stanowicie, nie rozumiejąc prostej prośby!

– A nie poszedłbyś ty… – Aleksandra przerwała sobie, zanim dokończyła zdanie. Wzburzona, rzuciła pojemnik z pierogami na stół, weszła do salonu, gdzie Andrzej kontynuował oglądanie filmu, i wyłączyła telewizor.

– Co ty wyprawiasz, szalona? Nie widzisz, że oglądam? – krzyknął Andrzej na żonę.

– Tak, ja jestem szalona, tak samo jak moja matka, bo przecież nie jesteśmy na tyle dobrzy jak twoi rodzice! – odparła, demonstracyjnie wychodząc z salonu i idąc się przygotować do snu.

– Tak, wy obie jesteście nienormalne, a moi rodzice są tysiąc razy lepsi, skoro nie robią takich idiotyzmów! – krzyknął za nią.

– Idiotyzmy? Ty jesteś idiotą! No to idź do nich, skoro jestem taka zła! Dlaczego tu siedzisz? – wróciła do salonu Aleksandra.

– Przyjdziesz do mnie błagać, żebym wrócił!

– Mów dalej, tylko potem zobaczymy, kto będzie błagać o wybaczenie!

– Zobaczysz, gdzie się podziewasz!

– Jakim ty jesteś paskudnym człowiekiem! Z powodu jakichś pierogów tak o mnie mówisz!

– Z powodu jakichś pierogów? Wy całkiem mi system pokarmowy zepsuliście! Próbowałem go ułożyć, a wy…

– Co my ci zepsuliśmy? Nawet ich nie jadłeś! Twój system pozostał nietknięty! Ale twój mózg, prawdopodobnie z braku normalnego jedzenia, skurczył się do rozmiarów kurzej główki!

– A u ciebie zawsze był taki mały i nic! Wziąłem cię za żonę mimo to!

– No to idź i znajdź sobie kogoś mądrzejszego, skoro jestem taka głupia! I od razu wybieraj kogoś, kto będzie podobny do twojej matki, żebyś potem nie narzekał, że ktoś zranił twoją delikatną, wrażliwą duszę! Tchórz!

– Tchórz?! – oburzył się Andrzej.

– A kimże jesteś?

– W tej rodzinie to ja trzymam wszystko razem!

– W jakiej rodzinie? Jesteśmy małżeństwem dopiero od roku, nie mamy nawet dzieci, bo ty chces  najpierw „zająć się sobą”! Po co w ogóle wzięliśmy ślub – nie wiadomo! Powinieneś poślubić swoje odbicie i nie miałbyś żadnych problemów! Samouwielbienie!

– Może następnym razem tak zrobię! Znajdę kogoś takiego jak ty i znów wpadnę w tę samą pułapkę! – odparł na jej zarzut.

Aleksandra już nie chciała kontynuować tej kłótni, umyła się i poszła spać. Andrzej jeszcze długo siedział, mamrocząc pod nosem różne pretensje.

Rano zrozumiał, że rzeczywiście przesadził z pierogami i obraził żonę oraz teściową, ale przełamanie własnej dumy nie jest takie proste.

Aleksandra, obudziwszy się, nic mu nie powiedziała, tylko rzuciła niszczycielskim spojrzeniem i poszła śniadaniować.

Demonstracyjnie wyłożyła pierogi na talerz, chcąc jeszcze bardziej zirytować męża, i usiadła pić kawę.

Andrzej po kilku minutach wszedł do kuchni, zobaczył talerz i zrozumiał, że to wyzwanie. Jeśli teraz ulegnie tej prowokacji, nastąpi ciąg dalszy wczorajszego konfliktu. Dlatego z zaciśniętymi zębami przeszedł obok i starał się nie zauważać, jak z apetytem Aleksandra pochłania pierogi popijając je kawą.

To napięcie między nimi stawało się nie do zniesienia, ale Andrzej wiedział, że żona jest równie uparta co on i nie zrobi pierwszego kroku w kierunku pojednania, bez względu na to, co powiedział wczoraj na ten temat.

– Aleksandra, gdzie mamy zieloną herbatę? – zapytał, próbując rozpocząć dialog.

– Na swoim miejscu, jak zawsze. – odpowiedziała Aleksandra.

– Nie mogę znaleźć. – kontynuował.

– Może twoja przyszła żona ci ją znajdzie? – złośliwie odpowiedziała.

– Po co mi przyszła żona, skoro mam obecną?

– Och, serio? Nic o tym nie wiem! – kontynuowała swoje pretensje.

– Aleksandra, dość już, uspokój się! – zaczął mówić, zbliżając się do niej i biorąc ją za rękę. – Przesadziłem wczoraj. Przepraszam, proszę cię!

– Serio? Tylko przez herbatę się odzywasz?

– Nie! To dlatego, że cię kocham i przepraszam za wczorajsze zachowanie!

– Tylko mnie nie obraziłeś wczoraj, więc tak łatwo cię nie wybaczę!

– Dobrze! – powiedział i wyszedł z kuchni. Wrócił z telefonem w ręku. – Halo, Halino, dzień dobry!

Przerwa.

– Tak, tak, oczywiście, że jest w domu! – odpowiedział do słuchawki.

Kolejna przerwa.

– Tak, to przez mnie wczoraj nie zadzwoniła! Pokłóciliśmy się trochę i pewnie zapomniała! Dzwonię, żeby przeprosić…

Przerwa.

– Tak, trochę przesadziłem i jest mi bardzo wstyd… Proszę, wybaczcie mi… – mówił nieco niepewnie.

Cisza.

– Bardzo dziękuję! Tak, odwiedzimy cię wkrótce razem! Do widzenia! – zakończył rozmowę i odłożył telefon.

– I co? Możemy teraz się pogodzić i zapomnieć o wczoraj?- zapytał, patrząc na Aleksandrę i delikatnie poprawiając jej rozwichrzone włosy.

– Pogodzić się – tak. Ale zapomnieć o wszystkim od razu to jeszcze za wcześnie! – odpowiadała powoli ustępując.

– Co jeszcze muszę zrobić, żebyś zupełnie o tym zapomniała?

Aleksandra zastanowiła się chwilę, a potem powiedziała:

– Zjedz pieroga.

– Żartujesz sobie?

– Sam pytałeś! Ja tu nie mam nic do rzeczy!

Andrzej przez chwilę na nią patrzył, potem wziął pieroga i w całości wsadził do ust.

Aleksandra wybuchnęła śmiechem.

– A teraz po prostu usuń je z mojego pola widzenia, żebym ich więcej nie widział! – powiedział, ledwo przeżuwając.

– Naprawdę nie smakuje? – zdziwiła się Aleksandra.

– Wręcz przeciwnie! Jakbym teraz smakował ambrozję!

– No widzisz! I nic złego się nie stało!

– Tylko nie mów o tym mojemu trenerowi! – powiedział Andrzej i pocałował żonę.

– Uznamy to za naszą małą tajemnicę! – uśmiechnęła się Aleksandra.