Moja pasierbica z entuzjazmem oznajmiła, że to tata poprowadzi ją do ołtarza w ten ważny dzień. Wszyscy zawołali, jak to wspaniale! A ja poczułem się zdradzony. Wstałem i powiedziałem, że mam toast do wygłoszenia

3 września moja córka wyjdzie za mąż. Przez ostatnie pół roku ona i jej matka planowały to wesele, przewracając wszystko do góry nogami. Z jej matką nie jesteśmy małżeństwem, chociaż mieszkamy razem już od dziesięciu lat. W zeszłym roku córka ukończyła studia, które ja opłaciłem. Mieszkała z nami przez ten cały czas, choć w jej wieku wiele osób już pracuje i wynajmuje mieszkanie. Kupiłem jej również samochód.

Od czasu do czasu w naszym życiu pojawiał się jej nieudolny ojciec, który nie dał jej ani grosza, stale łamał obietnice i był raczej przelotem niż stałym elementem jej życia. Ale ona i tak do niego ciągnęła. Jakże inaczej, przecież to był jej tata.

Na wesele planowano zaprosić 250 osób. Ponieważ ja za wszystko płaciłem, poprosiłem córkę, aby zaprosiła 20 osób ode mnie – moich przyjaciół i bliskich. Odpowiedziała, że to nie problem. Poinformowałem tych ludzi, że wkrótce otrzymają zaproszenia, i byłem spokojny. Ale kilka dni przed weselem spotkałem mojego przyjaciela na polu golfowym. „No i co, idziesz?” On szczerze się zdziwił i odpowiedział, że nie został zaproszony.

Bardzo pokłóciłem się z żoną w tej sprawie, bo okazało się, że z tych 20 osób nie zaprosili nikogo. Byłem bardzo zły, wściekłem się, ale nic nie mogłem zrobić – ceremonia miała się odbyć już wkrótce.

Wczoraj mieliśmy niedzielny obiad z rodziną przyszłego męża, na którym obecny był również biologiczny ojciec mojej córki. Moja córka z entuzjazmem oznajmiła, że to tata poprowadzi ją do ołtarza w ten ważny dzień. Wszyscy zawołali, jak to wspaniale! Wstałem i powiedziałem, że mam toast do wygłoszenia. Powiedziałem, że jestem bardzo szczęśliwy, że byłem częścią tej rodziny przez ostatnie dziesięć lat, i że pan młody i panna młoda otworzyli mi oczy na coś ważnego.

Wszyscy goście się uśmiechali. Powiedziałem, że zrozumiałem, iż mylnie uważałem siebie za kogoś ważnego w tej rodzinie. Na twarzach obecnych pojawiło się zamieszanie. Powiedziałem, że bezcelowo na nich liczyłem i z powodu takiego braku szacunku oddaję prawo do opłacenia wesela prawdziwemu ojcu mojej córki.

Tego samego dnia zerwałem wszelkie relacje z tą rodziną i odzyskałem swoje pieniądze. Egoistyczne? Nie sądzę. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby okazano mi chociaż odrobinę szacunku.