Moja siostra ma obsesję na punkcie zdrowia córki, co doprowadza do szału wszystkich wokół

Już od najmłodszych lat Marzena marzyła o zostaniu gospodynią domową. Wyobrażała sobie, że wspaniale ubrana czeka na męża po pracy, karmi go, a on chwali jej kulinarny talent. Według mnie, to niezły sen, tylko znaleźć takiego mężczyznę.

Do swojego marzenia dążyła z determinacją. Dbając o siebie, uczyła się nakładać makijaż, zgłębiała tajniki kuchni. Ogólnie była zdeterminowaną dziewczynką. To właśnie w niej mi się podobało.

Poszła na studia tylko po to, żeby znaleźć męża. Mówiła, że od razu rzuci naukę, nie ma sensu się męczyć. Ale jakiś mężczyzna marzeń jej nie wpadł. Dokończyła studia, zdobyła dyplom. Ale to jej nie złamało. Kontynuowała dążenie do celu. I już pracując znalazła mężczyznę, który idealnie do niej pasował. Wtedy miała 24 lata, on o dziesięć więcej. Chciał takiej gospodyni.

Myśleliśmy, że możemy odetchnąć, spełniło się marzenie dziewczyny. Ale okazało się, że czeka nas zabawa. Zaszła w ciążę praktycznie od razu. Była wzorową matką. Codziennie odwiedzała lekarzy, wszystkie swoje działania omawiała z nimi. Żyła zegarem. Posłusznie przyjmowała witaminy. Ciąża przebiegała doskonale.

Praktycznie przed samymi porodami siostra zachorowała. Najpierw była zwykła katar, który przerodził się w zapalenie oskrzeli. Coś się popsuło, a lekarze, obawiając się o życie płodu, tydzień przed planowanym terminem porodu zdecydowali się na cesarskie cięcie. Siostra protestowała. Chciała naturalnego porodu. Dopiero gdy lekarze powiedzieli, że zaszkodzi to jej dziecku, natychmiast się zgodziła.

Dziewczynka urodziła się zdrowa. Marzenę szybko wyleczono. Tylko od tego momentu zaczęła mieć obsesję, że z jej córką jest coś nie tak. Już od 2 lat nieustannie biega po lekarzach. Na początku mąż ją wspierał, myślał, że faktycznie mogą być problemy. Ale wszyscy lekarze jednogłośnie twierdzili, że dziecko jest całkowicie zdrowe. Nie ma żadnych powodów do niepokoju. Siostra na krótko uspokajała się. Ale po rozmowach w sieci z różnymi “super” mamami, których dzieci w miesiącu zaczęły chodzić, a w trzy śpiewać arie i inne takie, Marzena zauważyła, że jej córka nie dorównuje tym cudownym dzieciom i znowu zaczęła wpadać w panikę, biegać po lekarzach. Przejechała ich wszędzie, gdzie tylko mogła. Wszyscy mówili jej, że nie ma absolutnie żadnych, nawet najmniejszych, powodów do niepokoju. Ale to nie przekonywało siostry. Uważała, że w kraju nie zostało żadnych normalnych specjalistów, wszyscy wyjechali za granicę.

Mąż zmęczony jej bezsensownymi kaprysami, obrócił się i poszedł. Nie złożył pozwy o rozwód, ale nie mieszkał z nią. Dbał o dziewczynkę, zapewniał mieszkanie, w którym z nią mieszkała, opłacał. Ogólnie zapewniał wszystko, co niezbędne, ale nie dawał pieniędzy na bezsensowne wizyty u lekarza. Nie rozmawiał z nią. A z dziewczynką żona nie pozwalała mu rozmawiać.

Ale siostra wymyśliła rozwiązanie. Zaczeła prosić rodziców i innych krewnych o pieniądze. Próbowałam dotrzeć do niej, wyjaśnić, że jej dziecko jest stale w szpitalu, że gdzieś może łatwo coś złapać. Ale Marzena powiedziała mi, że nic nie rozumiem. Sama moich dzieci nie urodziłam, więc jestem taka obojętna.

Żal mi rodziców. Poddają się jej, oddają ostatnie, a sami potem żyją skromnie. Mam nadzieję, że moja siostra w końcu opamięta się. Jeśli się tak nie stanie, postaram się przekonać jej męża, żeby złożył wniosek o rozwód i pozbawienie praw rodzicielskich, bo nie wiadomo, do czego może doprowadzić dziecko.