Moja znajoma jest prawie moją rówieśniczką, różnica między nami jest niewielka, ale Anna wygląda prawie jak moja mama. Szybko się postarzała, ciągle ma problemy finansowe, zawsze narzeka, że nie starcza jej na życie. Uważam, że jest sama sobie winna, a przyczyna jest tylko jedna

– Oczywiście, nie obrażaj się, ale myślę, że zupełnie się mylisz! – powiedziałam kiedyś szczerze do mojej przyjaciółki Marii. – Mówisz o Annie tak zarozumiale, jakbyś uważała się za lepszą od niej!

– Oczywiście, że tak uważam! – zdecydowanie odpowiedziała moja przyjaciółka. – A co, nie mam racji? Spójrz na nią i na mnie. Jesteśmy prawie rówieśniczkami, mamy prawie ten sam wiek, różnica między nami to zaledwie kilka lat. A jednak Anna wygląda jak moja mama, naprawdę. Szybko się postarzała, w ogóle nie dba o siebie.

Ciągle nie ma pieniędzy, zawsze ma problemy z pracą. Albo jej nie dopłacają, albo ją zwalniają. Nie ma o czym z nią rozmawiać. Niczym się nie interesuje, nic nie czyta, nigdzie nie bywa, poza najbliższym centrum handlowym. Czy można nas w ogóle porównywać?

– No, nie wiem, co ci powiedzieć. Wszyscy ludzie są równi, nikt nie jest lepszy ani gorszy. Może po prostu nie ma szczęścia w życiu, tak mi się wydaje. Ty dobrze wyglądasz, dbasz o siebie, uprawiasz sport, uczysz się na kursach, doskonalisz się, chodzisz do teatru i na wystawy, zwiedziłaś pół świata. Ale masz na to pieniądze, nie jesteś biedna, w przeciwieństwie do Anny! Wychowuje dwójkę dzieci sama. Z alimentami też ma problemy, pamiętasz, opowiadała o tym? Jak ona wiąże koniec z końcem, nie wiem.

– Chcę ci powiedzieć, że każdy jest kowalem swojego losu. Mam pieniądze, ale nie spadły mi z nieba! Wszystko uczciwie zarobione!

– Anna też pracuje, zarabia coś. Teraz nawet znalazła dodatkową pracę. Wieczorami sprząta w pobliżu swojego domu.

– To, przepraszam, kto na co zasłużył. Zaczynałyśmy prawie jednakowo. Obie z prostych rodzin. A potem każda z nas tworzyła swoją przyszłość. Uczyłam się, nie imprezowałam, robiłam karierę, podejmowałam przemyślane decyzje. Też chciałabym mieć rodzinę i dzieci. Ale nie ma wokół godnych mężczyzn, a wiązanie się z nieodpowiedzialną osobą i potem samodzielne wychowywanie dziecka, to nie dla mnie. Ciągle się uczę, rozwijam, żeby nie musieć zarabiać jako sprzątaczka czy kasjerka.

Zrobiłam karierę, pracuję. Odkładam pieniądze, kupiłam mieszkanie, żeby w razie czego nie zostać na ulicy. A ona płynie z prądem, żyje z dnia na dzień. Czy jesteśmy równe? – nie! Nie można nas porównywać. Uważam, że każdy wybiera swoją drogę w życiu. Czy nie mam racji?

Znam Annę od wielu lat, jej życie nie jest łatwe. Ale przyjaciółce nie chciałam już nic wyjaśniać. Nie na darmo mówią, że syty głodnego nie zrozumie.