— Moja żona nie jest twoją sprzątaczką! — Słysząc odpowiedź syna, matka prawie się zadławiła kanapką
— Nie waż się pyskować matce! Ta kobieta przyszła na gotowe, manipuluje tobą, jak chce, i jeszcze unika pracy? A ty ją bronisz? — Maria spokojnie odłożyła kanapkę z egzotyczną wędliną na talerz i głośno zakaszlała.
— Prawie się przez ciebie zadławiłam! Chcesz mojej śmierci? Sprowadziłeś nie wiadomo kogo do naszego rodzinnego gniazda… — Kobieta spojrzała z pogardą na syna.
— Mamo, przesadzasz, — odpowiedział niezadowolony Janek. — Jedno to poprosić moją żonę o przygotowanie posiłku lub posprzątanie stołu, ale co innego zwolnić Kasię i stwierdzić, że moja żona teraz będzie wykonywać wszystkie obowiązki służby.
— Po pierwsze, nie zwolniłam Kasi, — odparła sucho Maria. — Pracowała u nas trzy lata zgodnie z umową i jak chciała, odłożyła pieniądze na naukę.
— Po drugie… — Mama Janka, odchylając mały palec, znów sięgnęła po kanapkę… — Twojej Lenie dawno już powinno być wstyd za siedzenie przed telefonem. Czas, żeby zrobiła coś pożytecznego dla rodziny. A nie tylko siedzi, marnując czas, podczas gdy ty pracujesz.
— Mamo, przecież ona pracuje w internecie, — Janek postanowił bronić żony. — Ma projekty online.
— Nie gadaj bzdur, synu. Jak tylko przechodzę obok, widzę, że ogląda jakieś obrazki lub rozmawia z koleżankami. A dom sam się nie posprząta, jedzenie samo się nie ugotuje, a pranie samo się nie zrobi.
— To wynajmijmy nową pomoc domową, w czym problem? Czemu czepiasz się mojej żony? — Janek odpowiedział niezadowolony.
— Nie chcę wpuszczać do domu nowej, obcej osoby. Kasię znaleźliśmy przez znajomych. A Lena jest twoją żoną. Nie podoba mi się, ale przynajmniej nie ukradnie niczego. I już się do niej przyzwyczaiłam, — Maria wypiła łyk herbaty i kontynuowała.
— Synku, mieszkacie u nas od trzech tygodni na gotowe. Niech twoja dziewczyna trochę popracuje i nam pomoże. Tak będzie uczciwie.
— Gdybyście dali nam pieniądze na mieszkanie, nie mieszkalibyśmy tu, — zirytował się Janek.
— To wynajmijcie! Nikt was tu siłą nie trzyma i w ogóle, — matka spojrzała na syna znad okularów, — nikt was nie zapraszał. Tak to na marginesie.
— Wtedy nigdy nie uzbieramy na pierwszy wkład do kredytu, — odpowiedział Janek z goryczą w głosie. — Daj nam na pierwszy wkład. Dziś nas tu nie będzie.
— Jeszcze czego, — warknęła Maria. — Twój ojciec sam na wszystko zarobił, ty też bądź uprzejmy pracować jak należy. I żonę swoją wyślij do pracy. Wtedy szybko uzbieracie potrzebną sumę. I na wynajem, i na pierwszy wkład…
— Znowu to samo, — Janek spojrzał przez okno na wieczorne niebo, ale nikt na górze go nie poparł.
— Nie dyskutuj z matką! — Maria głośno uderzyła dłonią w stół. — Rano Lena przejmuje obowiązki Kasi. A jeśli coś jej nie pasuje, zbierajcie swoje rzeczy i wyjeżdżajcie! Doskonale radziliśmy sobie bez was i nadal będziemy.
— Jak sobie poradzisz bez pomocy domowej, jeśli wyjedziemy… — Janek chciał zaprotestować, ale po jej przenikliwym, surowym spojrzeniu zrozumiał, że rozmowa jest zakończona.
Cały wieczór Janek zastanawiał się, jak powiedzieć żonie, że od rana będzie musiała stać się gospodynią, ale matka uratowała syna od nieprzyjemnej rozmowy i sama surowo postawiła synową przed faktem.
— Janek, czy ona jest normalna?! — Lena wpadła do sypialni wściekła.
— Nie będę sprzątać, prać, prasować i co tam jeszcze twoja matka mi napisała. — Lena zmięła kartkę z poleceniami teściowej i rzuciła ją na podłogę.
— Na to się nie umawiałam. Co innego mieszkać na świeżym powietrzu, w dobrym miejscu, w dobrym domu, kiedy ty oszczędzasz… A co innego sprzątać i gotować od rana do wieczora. — Lena trzęsła się z wściekłości.
— Kochanie, no przestań, — odpowiedział nieśmiało Janek. — No, pomożesz trochę mojej mamie, ona wkrótce znajdzie nową pomoc domową i wszystko będzie jak dawniej.
— Nie znajdzie! — krzyknęła Lena. — Powiedziała, że dopóki mieszkamy u nich, będę sprzątaczką i koniec. Ale wiesz, co jest najgorsze, — Lena nie powstrzymywała gniewu i emocji…
— Kiedy zapytałam, ile mi będzie płacić… Zaczęła krzyczeć, że praca w domu to mój obowiązek. I że nie dostanę ani grosza za swoją pracę! — Lena spojrzała wściekle na męża. — Czyli Kasia dostawała, a ja nie mogę!
— Kochanie, rozumiem, mnie też się to nie podoba, ale co proponujesz? Wyprowadzić się na wynajem? Jak wtedy uzbieramy na pierwszy wkład? Wszystkie pieniądze pójdą na wynajem… — Janek nerwowo podrapał się po szyi.
— Proponuję, żebyś coś z tym zrobił! Jesteś jej synem czy kim? W końcu jesteś mężczyzną! A ja delikatna, krucha dziewczyna. Rozwiąż ten problem… — Lena obruszyła usta z oburzeniem.
— Kochanie, dopóki mieszkamy w jej domu, jestem bezsilny… Ale obiecuję pomyśleć, co można zrobić. A ty tymczasem choćby przez kilka miesięcy popracuj. Tam nie ma tak dużo pracy. Sam widziałem, że Kasia pracowała pół dnia, a resztę przygotowywała się do nauki. — Janek spojrzał na żonę z nadzieją na zrozumienie.
— Dwa miesiące? Serio? Lepiej przez toaletę dotrzeć do Atlantydy. Wiesz, co mnie w tobie martwi? — Wypaliła Lena. — Że nie jesteś mężczyzną w domu! Masz dwadzieścia sześć lat, a wciąż nie potrafisz postawić swojej matki do pionu!
— Kochanie, no… — Janek chciał coś powiedzieć na swoją obronę, ale żona mu przerwała.
— Nie rozmawiaj ze mną i nie waż się mnie dotykać w nocy. — Lena w ubraniu położyła się do łóżka, otuliła kocem i odwróciła się. — Dziś śpisz bez kołdry!
Rano Lena nie mogła zrozumieć, co obudziło ją wcześniej: krzyk kogutów z sąsiedniej wsi czy przenikliwy głos teściowej.
— Wstawaj, śpiochu. — Teściowa nie tylko bez pytania weszła do sypialni syna, ale i ściągnęła kołdrę z jego żony. — Wyśpisz się w innym życiu. Teraz do pracy. Dobrze, że w ubraniu poszłaś spać. Doceniam.
— Co? — O siódmej rano Lena, która dawno nie wstawała przed dziesiątą, nie rozumiała, co się dzieje.
— Do kuchni marsz. Najpierw przygotuj śniadanie, potem posprzątasz, potem po zakupy… wszystko na liście! — Energicznym głosem rozkazała Maria.
— Nie spać! Powiedziałam! — Teściowa rozsunęła zasłony i otworzyła wszystkie ok
na na oścież.
Świeże letnie powietrze przyjemnie wypełniło nozdrza wszystkich obecnych w pokoju. Janek intuicyjnie znalazł kołdrę, którą Lena całą noc pilnowała bardziej niż konwojenci pilnują worków z pieniędzmi.
Korzystając z chwili, mężczyzna otulił się nią i z uśmiechem powrócił do snu. A senna i wściekła Lena poszła do kuchni za teściową.
— Szybciej, przestań się guzdrać. Dziś przygotujesz śniadanie w stylu “kontynentalnym”. Wszystkie składniki masz. Mąka do naleśników jest na górnej półce. — Rozkazała Maria.
— Jak przygotujesz, od razu posprzątasz. Przed posiłkiem ma być idealna czystość. — Teściowa wyszła z kuchni.
— Co za koszmar! — Lena spojrzała z irytacją na przestraszone produkty w lodówce.
— Omlet jest oczywiście okropny. Ale po pierwszym dniu pracy nie spodziewałam się niczego lepszego. — Mruknęła teściowa przy śniadaniu. — A ty czemu nic nie jesz?
— Nie jestem głodna. — Odpowiedziała Lena, patrząc z urazą na męża, który pochłaniał naleśniki, jakby nigdy nic się nie stało.
— Pewnie, jak Kasia, podjadała kiełbasę i naleśniki podczas gotowania, — zaśmiał się ojciec Janka, Arkadiusz.
— Może teraz nie powinnam nawet siedzieć z wami przy stole? — Odpowiedziała Lena, ledwo powstrzymując łzy.
— Właściwie to masz rację. Powinnaś posprzątać salon. Do Arkadiusza przyjdą ważni goście na obiad. Salon ma błyszczeć. — Z ważnym wyrazem twarzy powiedziała Maria, zawijając w naleśnik duży kawałek czerwonej ryby.
— Środki czystości są w spiżarni, — krzyknęła teściowa, gdy Lena rzuciła serwetkę i wyszła z kuchni.
— Jeśli natychmiast czegoś nie zrobisz, nie ręczę za siebie! — Janek przeczytał wiadomość od żony.
— Mamo, może nie powinnaś być taka surowa dla Leny. To szkodzi naszym relacjom. Wywierasz na nią presję. — Janek ostrożnie próbował bronić żony.
— A jak powinnam, synu? Twoja Lena nic nie robi. Albo wydaje twoje pieniądze z przyjaciółkami, albo udaje, że pracuje nad swoim projektem, a tak naprawdę bezczynnie siedzi i tylko sprawia wrażenie pracy. — Odpowiedziała matka Janka. — My z ojcem szybko to zrozumieliśmy.
— Tak, synu. Twoja żona nie tylko biedna, ale i leniwa. Jeśli jej nie nałożysz obowiązków, będzie ci siedzieć na karku przez całe życie. — Arkadiusz dolał sobie jeszcze herbaty. — Nawet herbaty nie potrafi dobrze zaparzyć.
— Czy wszyscy się zmówiliście? — Janek wyszedł od stołu, nie kończąc jedzenia.
Janek znalazł żonę w salonie. Dziewczyna wściekle wybierała popiół z kominka.
— W co się zamieniają nasze relacje. — Lena wzięła garść popiołu i rzuciła go pod nogi Jankowi.
— Po co brudzić… — Mruknął Janek.
— Nic nie szkodzi, kochanie. Twoja żona-służąca wszystko posprząta. Zawsze marzyła o tym, by być sprzątaczką. — Odpowiedziała Lena z ironią.
— Daj spokój, i tak twój projekt teraz stoi w miejscu… A tak przynajmniej pomagasz naszej przyszłości. — Janek sam nie do końca wiedział, jak się zachować.
— Masz czas do wieczora. Inaczej nasze relacje naprawdę zamienią się w popiół. — Lena spojrzała groźnie na męża. — Zrób, co chcesz, ale więcej niż jeden dzień tego nie zniosę.
Gdyby Lena wiedziała, co ją czeka dalej, opuściłaby ten dom wcześniej. Ale nawet się nie spodziewała.
Nadszedł czas obiadu. Do domu weszło kilku elegancko ubranych mężczyzn, którzy coś omawiali w salonie.
— Szybciej, przynieś koniak i czekoladę, — warknęła teściowa. — Co tak stoisz, potem będziesz pisać do Janka.
Przybierając uprzejmy wyraz twarzy, Lena przyniosła tacę i starannie postawiła przed gośćmi kieliszki. Kiedy się pochyliła, jeden z mężczyzn dotknął ją w nieprzyzwoity sposób.
— Jaka piękna służąca u was pracuje. Arkadiusz, może pożyczysz mi ją na trochę. U mnie też popracuje od serca. — Zaśmiał się mężczyzna.
— Nie, Ilja, to członek rodziny. Nie da rady. Przejdźmy do naszych spraw. — Odpowiedział spokojnie Arkadiusz.
Lena postawiła tacę w kuchni i poszła do swojej sypialni.
— Jak śmiał mnie dotknąć. Dlaczego ojciec Janka nie postawił go na miejscu! Natychmiast zbieram rzeczy! Nigdy więcej mnie tu nie zobaczą.
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się i ktoś cicho podszedł do niej od tyłu i objął w talii.
— Jaka piękna pokojówka u Arkadiusza. Już czeka na mnie w sypialni. Po jej spojrzeniu zrozumiałem, że też chcesz się zabawić. — Lena usłyszała znajomy nieprzyjemny głos mężczyzny, który publicznie ją upokorzył w salonie.
— Co sobie wyobrażasz! Nawet na ciebie nie patrzyłam. Jak śmiesz się tak zachowywać! — Lena wyrwała się, ale potknęła i usiadła na łóżku.
— Teraz się zabawimy, — mężczyzna zaczął się zbliżać. Lena krzyknęła na całe gardło.
— Cicho bądź! Twoja poprzedniczka była bardziej skłonna do współpracy. Ach, tak, pieniądze! — Mężczyzna przyłożył rękę do serca, ukłonił się i wyciągnął z marynarki pokaźny plik banknotów.
— A, gdzie moje maniery. Oto sto tysięcy. — Mężczyzna położył pieniądze na stoliku nocnym i kontynuował swój marsz w stronę łóżka, na którym Lena cofała się na łokciach.
W tym momencie do sypialni weszła Maria. Doświadczona żona biznesmena z lat dziewięćdziesiątych widziała wiele w swoim życiu.
— Ilja, pomyliłeś drzwi. Toaleta jest dalej na końcu korytarza. A Lena jest mi teraz potrzebna w kuchni.
Mężczyzna przeklął pod nosem. Niewzruszenie schował pieniądze z powrotem do kieszeni i wyszedł.
— Cała? — Uśmiechając się, zapytała teściowa.
— Co to miało być? — Z przerażeniem wyszeptała Lena.
— To był Ilja. Jest specyficzny. Niezbyt przyjemny człowiek… Dobrze, że krzyknęłaś. Wiedziałam, że za tobą pójdzie. — Teściowa wyciągnęła rękę i pomogła Lenie wstać.
— Powiedzcie o tym Arkadiuszowi, zadzwońcie na policję… On prawie… — Lena dyszała ze strachu.
— Nie rozśmieszaj mnie. On sam zadzwoni do takich ludzi, że nam wszystkim będzie mało. Po prostu o tym zapomnij. — Odpowiedziała sucho teściowa. — Chodź.
— Więc tak! Chcesz, żebym pomógł ci z twoim zakładem, wyślesz mi tę pokojówkę. Dziś! Jutro rano mam samolot. — Ilja spojrzał poważnie na Arkadiusza.
— Ilja, to żona mojego syna
. Nie jest służącą ani pomocą domową. Tymczasowo zastępuje…
— Nie obchodzi mnie, kim jest. To nie twoja żona! Chcesz odzyskać swój zakład. Pomogę. Jutro wszystkie problemy znikną, jak dym. Ale ta służąca ma być u mnie w domu za trzy godziny. Decyduj, jak chcesz. Muszę iść. — Ilja w towarzystwie ochrony ruszył w stronę swojego konwoju.
— Lena, musimy poważnie porozmawiać, wejdź proszę do mojego gabinetu, — kiedy wszyscy goście wyjechali, powiedział ojciec Janka i gestem zaprosił synową do jednego z pokoi.
— Jest taka sprawa. Pomyślałem, że dam wam pieniądze na pierwszy wkład. Teraz. — Mężczyzna otworzył sejf i wyciągnął kilka pokaźnych plików banknotów. — Tu jest trzy miliony. I jeszcze milion na górkę. — Teść dodał kolejny plik.
— I skąd nagle taka hojność, — zapytała podejrzliwie Lena, której już drugi raz tego dnia proponowano pieniądze.
— Jest coś, co musisz zrobić. Dla swojej przyszłości i dla przyszłości nas wszystkich… Ale Jankowi nigdy nie możesz o tym powiedzieć. — Arkadiusz ostrożnie zaczął rozmowę.
— Pamiętasz, dziś w salonie był jeden człowiek… Ilja… Dotknął cię, kiedy stawiałaś tacę… Otóż, chce, żebyś teraz przyjechała do niego w gości… A w zamian…
Im dłużej Lena słuchała, tym bardziej była w szoku.
— To, co teraz mówisz… nawet w filmach czegoś takiego nie widziałam. — Lena z trudem dobierała słowa. — Nie rozumiesz? Nie jestem służącą. Jestem żoną twojego syna!
— Dlatego tyle ci proponuję. Ten zakład jest dla nas bardzo ważny. — Arkadiusz postanowił zaryzykować. — Zróbmy tak. Zrobisz, o co cię proszę, a ja całkowicie opłacę wam mieszkanie.
— Arkadiuszu, mam do ciebie jedno pytanie. Kochasz swojego syna? — Lena spojrzała na ojca Janka, który siedział za swoim dużym dębowym biurkiem jak sędzia na finale mistrzostw świata.
— Oczywiście, że kocham! Mój syn… To najważniejsze, co mam w życiu, — Arkadiusz spojrzał pytająco na Lenę.
— Więc zróbmy tak. — Odpowiedziała Lena sucho. — Mam w kieszeni telefon. Intuicja podpowiedziała mi nagrać rozmowę. — Synowa wyciągnęła telefon i uniosła go nad głowę. — Kopia jest w chmurze. Nawet jeśli teraz odbierzesz mi telefon siłą, Janek i tak usłyszy nagranie.
Arkadiusz natychmiast zmienił wyraz twarzy i się napiął. Zawsze prowadził rozmowy ostrożnie, ale teraz całkowicie nie docenił Leny.
Lena kontynuowała…
— Jeśli Janek usłyszy nagranie i moją szczegółową historię, jak twój partner biznesowy wtargnął do mojej sypialni… Ooo… po twoim wyrazie twarzy widzę, że Maria jeszcze nic ci nie powiedziała…
— Tak więc, jeśli Janek wszystko się dowie, nigdy więcej nie będzie się z tobą kontaktował. Bo to jest dno. I dziś je przebiliście.
— Dlatego zrobimy tak. Wezmę te pieniądze na pierwszy wkład i natychmiast wyjeżdżamy. A właściwie to ja wyjeżdżam teraz. — Lena natychmiast zamówiła taksówkę. — A Janek zbierze rzeczy i przyjedzie wieczorem tam, gdzie będę.
— Daleko zajdziesz! — Wysyczał Arkadiusz, kiedy Lena zabrała pieniądze.
— Bardzo daleko, i to z moim kochanym mężem. — Lena zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę wyjścia.
Minął rok. Lena nigdy nie opowiedziała, jak ojciec Janka zgodził się dać pieniądze na pierwszy wkład. Razem z mężem przenieśli się do innego miasta, z dala od jego rodziców. Projekt Leny w końcu wypalił, a ona ze spokojem oczekiwała dziecka. Wychowywanie dzieci i zajmowanie się ukochanym projektem… To było jej największe marzenie.
Czy nagranie naprawdę istniało, czy wewnętrzny głos podpowiedział Lenie powiedzieć, że je ma… Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Najważniejsze, że zadziałało. A co z rodzicami Janka?
Arkadiusz stracił zakład, a ich dochody drastycznie spadły. Nie sprzedali domu, ale Maria teraz sprząta go sama.
Niechętnie wybiera popiół z kominka i szybko przygotowuje obiad, podczas gdy Arkadiusz siedzi w zielonym fotelu, wspominając najlepsze lata. Czasem na jego twarz przez okno padają promienie bezstronnego słońca, które zawsze świeci tak samo dla dobrych i złych ludzi.
