Moja żona obiecała wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim, a tymczasem już czwarty rok siedzi w domu.
Mamy z żoną po czterdziestce i dwoje dorosłych dzieci.
– Jak to się stało? – Zapytałem zszokowany, kiedy powiedziała mi o ciąży. – Myślałem, że już za późno na takie rzeczy.
– No, najwyraźniej nie – uśmiechnęła się Maria. – Co będziemy robić?
– Nie wiem – westchnąłem. – Myślisz, że damy radę wychować jeszcze jedno dziecko?
– Chyba tak – odpowiedziała Maria. – Posiedzę rok, półtora w domu, potem wrócę do pracy. Jakoś sobie poradzimy.
Na tym stanęło. Mimo że nasze starsze dzieci są już dorosłe, nadal pomagamy im, kiedy możemy. Do tego dochodzi jeszcze siedem lat spłaty kredytu hipotecznego, a teraz noworodek. Ale po rozmowie z żoną doszliśmy do wniosku, że jakoś dam radę sam utrzymać rodzinę przez te pierwsze dwa lata. Zwłaszcza że Maria miała dostawać zasiłek macierzyński.
Ciąża, mimo naszego wieku, przebiegła dobrze, a my przywitaliśmy na świecie syna, Michała.
Od razu powiem, że przeżywanie tego po raz trzeci wcale nie było łatwiejsze niż za pierwszymi dwoma razem. Jakbyśmy zapomnieli, jak to wszystko wyglądało. Na szczęście teraz jest internet – można szybko sprawdzić, co robić, gdy pojawia się jakiś problem.
Ale energii i sił nie mieliśmy już tyle co w wieku dwudziestu lat. Bezsenne noce były dla mnie wyjątkowo trudne. Maria mogła chociaż odsypiać w dzień, a ja musiałem pracować, często czując się jak zombie.
Mimo trudności byliśmy szczęśliwi, że w naszym domu pojawił się nowy mały człowiek. Na początku wydaje się, że tylko je i śpi, ale zanim się obejrzysz, już biega, a ty ledwo nadążasz za nim!
Kiedy Michał skończył półtora roku, zapytałem żonę, kiedy zamierza wrócić do pracy.
– Na razie nie mogę – odpowiedziała Maria. – Jeszcze nie ma miejsca w przedszkolu, a poza tym jest za mały, żeby go tam oddać.
– No dobrze, poczekajmy do dwóch lat – zgodziłem się. – Wtedy sprawa przedszkola powinna się wyjaśnić.
Nie zdawałem sobie sprawy, co Maria planuje. Przez kolejne pół roku unikałem rozmów o pracy, choć utrzymanie rodziny na mojej głowie było trudne.
Syn skończył dwa lata. Liczyłem, że Maria w końcu zdecyduje się na powrót do pracy.
– Kiedy zamierzasz wrócić do pracy? – zapytałem zniecierpliwiony. – Michał już od miesiąca chodzi do przedszkola.
– Poczekaj chwilę! – odpowiedziała. – Musi się jeszcze przyzwyczaić. Poza tym na pewno zacznie często chorować, więc nie ma sensu, żebym teraz wracała.
I rzeczywiście tak było. Michał co dwa tygodnie łapał jakąś infekcję, a Maria musiała brać zwolnienie, żeby się nim opiekować. Denerwowało mnie to, ale nie mogłem nic na to poradzić – dzieci to dzieci.
Mimo to niedługo Michał skończy trzy lata, a Maria nadal nie myśli o pracy! Wydaje mi się, że po prostu podoba jej się siedzenie w domu. Za każdym razem, gdy zaczynam z nią rozmowę na ten temat, znajduje kolejną wymówkę.
– Przecież teraz robimy remont balkonu – mówiła. – Trzeba pilnować robotników i wszystko po nich sprzątać. Kto to zrobi, jeśli oboje będziemy pracować?
Kiedy remont się skończył, znalazła nowy powód:
– Wiosna już przyszła, trzeba jechać na działkę, sadzić rośliny i ogarniać dom. Ty cały czas jesteś w pracy, jeśli ja zacznę pracować, nic tam nie zrobimy.
Jestem zmęczony utrzymywaniem rodziny w pojedynkę. Nie wiem, jak zmusić żonę do powrotu do pracy. Kłóciłem się z nią, ale to nic nie dało. Czekać, aż ruszy ją sumienie? Też nie działa.
Myślę, że zacznę po prostu dawać jej minimalną ilość pieniędzy. Może wtedy zrozumie, że jeśli chce lepszego życia, to musi iść do pracy, a nie czekać, aż mąż wszystko poda jej na tacy. Tym bardziej że Michał jest teraz w przedszkolu i nic jej nie przeszkadza, żeby pracować.
