Moja żona pragnie, żeby mieszkanie było idealnie czyste, do czego to doprowadziło

Wszystko zaczęło się od zwykłych plam na podłodze lub kuchennym stole. Czasami przypadkowo robiłem bałagan w domu, a jak to zwykle bywa, kuchenny stół był brudny. Postanowiłem wytrzeć go rękawem, bo zupa nie powinna zabrudzić ubrania, ale żona natychmiast mnie zganiła, bo uważała, że trzeba sprzątać tylko specjalną kuchenną ścierką i środkiem czyszczącym. Wytarła cały stół, gdy jadłem, więc musiałem trzymać swoją talerz w rękach.

Dopiero co zaczęliśmy razem mieszkać i żyliśmy razem tylko kilka miesięcy, ale nie spodziewałem się, że jest aż tak pedantyczna. Z każdym dniem bardziej przejmowała się czystością domu, a po powrocie do domu zauważałem, że podłoga była tak czysta, że odbijałem się w niej jak w lustrze. Uwielbiałem czystość, ale nie byłem na jej punkcie tak obsesyjny jak moja żona i myślałem, że robi to specjalnie, żeby pokazać, jak dobrą gospodynią jest. Tydzień później kupiła nawet mały dywanik, żebym przypadkiem nie zabrudził czystej podłogi swoimi brudnymi butami.

Za każdym razem, gdy wracałem do domu, żona natychmiast prosiła mnie o zdjęcie butów i myła podeszwy, zanim postawiła je na półce. Kiedyś cicho wszedłem do mieszkania i żona tego nawet nie zauważyła, ale gdy tylko postawiłem buty obok progu, natychmiast pojawiła się przed mną wściekła z mopem i ścierką. Miałem domowe kapcie, ale kiedy odbierałem paczkę od kuriera, wyszedłem na korytarz i po powrocie żona kazała mi wyrzucić kapcie do kosza, mimo że oddaliłem się od drzwi wejściowych tylko na kilka centymetrów i nie było tam aż tak brudno.

Teraz nie wiem, co robić z tak pedantyczną żoną. Ten porządek i czystość przekraczają już wszelkie granice, a żonę można by nazwać obsesyjnie pedantyczną. Ja również czasem sprzątam, ale żona zazwyczaj zabiera mi mopa i ścierkę, żeby wszystko umyć jeszcze raz, bo uważa, że nie potrafię sprzątać porządnie. Nie mogę nawet dotknąć beżowych tapet końcem kurtki, bo żona twierdzi, że natychmiast stają się brudne.

– Nie widzisz, że swoją kurtką z ulicy zabrudziłeś nam ścianę w przedpokoju? – krzyczała żona. – W domu jest tak brudno przez ciebie!

Zwykle po takich słowach zaczynała się denerwować i płakać, bo brud w domu doprowadzał ją do histerii i wydawało mi się, że powinna iść do lekarza, ale niektórzy moi znajomi chwalili mnie za to, że znalazłem taką gospodarną dziewczynę.

Co miesiąc płaciliśmy bardzo dużo za wodę i prąd, bo żona codziennie kilka razy prała wszystkie rzeczy i pościel, a ja dziwiłem się, że po pół roku takiej regularnej pracy nasza pralka jeszcze się nie zepsuła. Wydawało mi się też, że żona nigdy nie zdejmuje swoich gumowych rękawiczek i fartucha, nawet gdy wracałem do domu o pierwszej w nocy po pracy, siedziała w kuchni, czekając, aż zjem, a potem niemal do rana myła naczynia i całą kuchnię, bo uważała, że zostawiam po sobie wszędzie brud.

Przed snem Tanya mogła mnie milion razy zapytać, jak umyłem ręce i jak długo to trwało, a nawet interesowała się moimi przyciętymi paznokciami. Bardzo mnie to irytowało, ale nic nie mogłem zrobić, bo sam przyzwyczaiłem się do tej czystości, więc żona musiała sprzątać dużo rzadziej. Czasami budziła mnie o czwartej rano, mówiąc, że trzeba wyprać pościel, bo w nocy się pocimy, a pot zostaje na poduszkach, kołdrach i prześcieradłach!

Kiedy mówiłem żonie, że chcę mieć małego psa, krzyczała na mnie i mówiła, że w takim razie będę musiał mieszkać z nim na klatce schodowej, bo pies przyniesie jeszcze więcej brudu, a ona nie zamierza milion razy dziennie myć mu łap po powrocie do domu. Wszystkie rzeczy przynoszone z ulicy moja żona myła, jakby były pokryte brudem.

Po pracy starałem się zostać w barze z kolegami, żeby nie musieć wysłuchiwać w domu, jaki jestem brudny i że przed jedzeniem muszę się dokładnie umyć. Myślałem, że łatwiej byłoby mi jeść w restauracjach po pracy, niż przychodzić do domu i wykonywać mnóstwo czynności, zanim żona pozwoli mi usiąść przy stole.

Teściowa opowiadała mi, że żona od dziecka kochała czystość, przez co nie lubili jej koledzy i koleżanki z klasy, uważając ją za osobę obsesyjnie dbającą o porządek, podobnie jak ja teraz, ale nic nie można było zrobić, bo ludzie są różni. Żona traktowała mnie, jakbym po pracy przynosił do domu jakieś zarazki i kąpał się w brudzie, a z czasem bardzo mnie to zmęczyło. W końcu powiedziałem jej, że lepiej będzie, jeśli się rozwiedziemy, skoro tak nie lubi brudu, który codziennie przynoszę do domu.

Przeprowadziłem się do wynajętego mieszkania i postanowiłem uczcić parapetówkę, więc zaprosiłem wszystkich znajomych. Nie zdejmowali butów, rzucali śmieci, gdzie chcieli, rozsypywali jedzenie na podłodze, bo ich o to poprosiłem. Chodziło mi tak lekko po brudnym mieszkaniu dzień po imprezie, że przez tydzień nic nie sprzątałem. Później wziąłem sobie psa, którego łap w ogóle nie myłem i nie martwiłem się, że żona mnie za to zbeszta. Takie życie odpowiadało mi dużo bardziej.