Moja żona zmienia nasze życie w chaos. Czy to już czas na radykalne kroki?
Jestem ze swoją żoną, Martą, w małżeństwie od wielu lat. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku, ale jest jedno “ale”. Marta kompletnie nie zajmuje się domem. Żyjemy w wiecznym bałaganie i jemy tylko gotowe dania z supermarketu. Wracam z pracy, a w domu taki nieład, że nie ma gdzie postawić nogi. Najczęściej sam sprzątam i gotuję, bo do niej po prostu nie można dotrzeć.
Próbowałem walczyć z jej lenistwem. Rozmawiałem nawet z jej rodzicami, licząc, że może oni zdołają wpłynąć na swoją córkę. Ale Marta nie słucha nikogo. Nawet blokowanie stron z serialami nie przyniosło rezultatu.
Przeniosła się do salonu na kanapę i już nie śpi ze mną w sypialni. Całe dnie spędza na kanapie, oglądając seriale i grając na telefonie. Ani ja, ani nasze dzieci jej nie interesujemy. W jej głowie są tylko seriale. Nawet swoje przyjaciółki zamieniła na wirtualny świat.
O intymności nawet nie chcę wspominać — tego już dawno nie ma. Marta bardzo przytyła i przestała o siebie dbać. Wygląda, delikatnie mówiąc, nie najlepiej, ale jakoś sobie z tym radzę, bo już dawno przestałem myśleć o obowiązkach małżeńskich.
Kupiłem jej ostatnio maszynę dziewiarską, bo przed urlopem macierzyńskim uwielbiała robić na drutach. Myślałem, że hobby pomoże jej wrócić do rzeczywistości. Ale nawet nie wyjęła jej z pudełka — stoi zakurzona na szafie.
Marta tak bardzo się rozleniwiła, że nawet po chleb nie pójdzie do sklepu. Na piechotę nie chodzi wcale, bo ciągle prosi, żebym ją gdzieś podwiózł. Nic dziwnego, że z takim ciężarem trudno się poruszać. Już zaczęły się u niej problemy z plecami, bo ciągle tyje.
W wolnym czasie chodzę do lasu, bo do domu po prostu nie chce mi się wracać. Zbieram grzyby, jagody. Prosiłem Martę, żeby poszła ze mną, ale ona woli leżeć na kanapie. Raz udało mi się ją wyciągnąć na spacer, ale całą drogę narzekała, że jest zmęczona i jej zimno.
Moja cierpliwość wkrótce się wyczerpie, bo tego lenistwa i uporu nie da się dłużej znosić. Nie wiem, kiedy odpuściłem i pozwoliłem jej wejść mi na głowę. Chcę mieć normalną rodzinę i żyć szczęśliwie, a żona, jak ciężki balast, ciągnie mnie na dno.
Marta często mnie też krytykuje. Mówi, że nie poświęcam jej uwagi. Ale gdyby zaczęła o siebie dbać, schudła i przestała wciąż siedzieć w serialach, poświęcałbym jej więcej czasu. Czy nie przyszło jej do głowy, że jej zachowanie prowadzi do tego stanu?
Pracy również nie chce podjąć, chociaż oferowałem jej różne oferty z perspektywami na rozwój kariery. Ona jednak woli siedzieć na kanapie i “hodować” swoje cztery litery. Nic innego w życiu jej nie interesuje. Może czas, żeby poszła do psychologa?
Jestem zmęczony utrzymywaniem rodziny i jednoczesnym zajmowaniem się domem. Codziennie po pracy muszę sprzątać, gotować, prać i opiekować się dziećmi. Czuję, że już się wypalam, ale robię to dla dzieci. Na dodatek teściowa dolewa oliwy do ognia. Nazywa mnie pasożytem i namawia Martę, żeby się ze mną rozwiodła. Ale co ta Marta zrobi potem?
Wszystko spadło na mnie: praca, obowiązki domowe, dzieci, a do tego rodzina żony uważa mnie za nieudacznika i złego męża. Świetny układ, prawda?
