Moje dzieci nie znają swoich babci i dziadka. Widać też, że wnuki moim rodzicom również nie są potrzebne

Pewnego wiosennego dnia wróciłam do domu i zobaczyłam na progu mieszkania moich rodziców walizkę, w której były spakowane wszystkie moje rzeczy. Szczerze mówiąc, od razu wszystko zrozumiałam i po prostu cicho wzięłam swoje rzeczy i opuściłam mieszkanie. Wcale nie chciałam tam już nigdy wracać, a nikt nie próbował mnie przekonać do powrotu.

Wszystko zaczęło się od tego, że byłam dość trudnym nastolatkiem. Bardzo często chodziłam na długie spacery i nie wracałam do domu aż do rana. Razem z przyjaciółmi jeździliśmy daleko poza miasto. Nauka szła mi trudno, byłam prawie najgorszą uczennicą w klasie. Oczywiście rodzice martwili się o mnie i nie spali noce. Było im szczególnie ciężko, biorąc pod uwagę, że oprócz mnie mieli jeszcze trójkę dzieci.

Moja mama wychowywała nas z bratem bardzo długo sama, a po pewnym czasie znów wyszła za mąż i urodziła nam z bratem jeszcze dwie siostry. Od razu było widać, że rodzice kochają małe siostry znacznie bardziej niż mnie i brata.

Można to wytłumaczyć tym, że nie zostaliśmy poczęci przez ukochanego mężczyznę. Jednak ani ja, ani mój brat nie byliśmy za to winni i, moim zdaniem, zasługujemy na taką samą uwagę i miłość jak nasze młodsze siostry.

Ale wszystko potoczyło się inaczej i już zaraz po szkole zaczęłam swoje dorosłe i samodzielne życie. Studiowałam na uniwersytecie, równocześnie pracując na kilku etatach, aby móc się utrzymywać. Potem poznałam swojego ukochanego męża, nie spotykałyśmy się zbyt długo, około pół roku, aż do momentu, gdy zaproponował mi, żebym została jego żoną.

Obecnie mam dwoje wspaniałych dzieci, własne mieszkanie i samochód. Ja i mąż bardzo się kochamy i stworzyliśmy silną rodzinę. Ale jest jedno “ale” — moje dzieci nie znają swoich babci i dziadka.

Widać też, że wnuki moim rodzicom również nie są potrzebne. Przez te wszystkie lata nigdy nie zadzwonili do mnie, nie zapytali, jak nam się wiedzie. Dla mnie to bardzo duża trauma z dzieciństwa i robię wszystko, aby moje dzieci jej nie doświadczyły.

Oczywiście, popełniam jakieś błędy w wychowywaniu moich dzieci. Ale lepiej, żebym raz na nie nakrzyczyła za to, że zrobiły jakąś głupotę, niż traktować je z obojętnością. Całe życie będę okazywać im swoją miłość, czułość i troskę, niż być wobec nich obojętną. I nigdy nie pokażę, że są mi potrzebne.