Na jubileusz Marii dzieci jej nie złożyły życzeń, nawet nie zadzwoniły, mimo że od kilku lat bardzo im pomaga finansowo. Funtów od niej synowie biorą, ale nie mają ochoty na kontakt z mamą
– Na twoim miejscu nie wysyłałabym im nic, jeśli tak się zachowują – radzi Marii przyjaciółka. Ona tylko wzdycha, bo nie wie, czy powinna czuć się winna za to, co zrobiła kiedyś, czy nie.
Ale jak mówią, zanim osądzisz człowieka, musisz przejść w jego butach. Maria miała trudne życie, dlatego wyjechała do pracy do Wielkiej Brytanii, można nawet powiedzieć, że uciekła.
Maria została sierotą w młodym wieku, a żeby nie wysłać jej do domu dziecka, zabrała ją do siebie rodzona ciotka do innej wsi. Ale ciotka miała swoje cztery dzieci, więc na siostrzenicę nie starczało jej ani sił, ani pieniędzy.
Maria i tak była wdzięczna, że ma jakąś rodzinę i dach nad głową, ale często marzyła o tym, że w końcu będzie miała własny dom.
Ale to się nie stało nawet wtedy, gdy wyszła za mąż. Jej mężem został sąsiad, starszy od niej o 12 lat.
Ledwo Maria skończyła szkołę, gdy do ciotki przyszła sąsiadka i zaproponowała, żeby jej syn ożenił się z Marią. Mówiła, że jej syn to poważny mężczyzna, dobry gospodarz, a Maria będzie mieszkać blisko ciotki, będą mogli się często odwiedzać.
W rzeczywistości Adam był dobrym gospodarzem i niezłą osobą, ale Maria go nie kochała i nie potrafiła pokochać, nawet po narodzinach trójki wspólnych dzieci.
Życie ze teściową było trudne. Niby nie wtrącała się do życia młodej rodziny, ale Maria przez te wszystkie lata nie usłyszała od niej dobrego słowa. Teściowa tylko szukała jej pracy, której na wsi zawsze było pod dostatkiem. A jeśli coś było nie po jej myśli, to skarżyła się synowi, a ten ganił Marię.
Maria całą swoją miłość oddała dzieciom, a do męża i jego matki po prostu się przyzwyczaiła. Kiedy dzieci dorosły i wyjechały, Maria postanowiła wyjechać do pracy, do Wielkiej Brytanii.
Teściowej i mężowi powiedziała, że będzie zarabiać na nowy dom, ale miała inny plan. Naprawdę zarabiała na nowy dom, ale zdecydowała, że będzie to jej dom, nie teściowej, dlatego wszystkie zarobione pieniądze odkładała, nic nie wysyłając do domu.
Teściowa pierwsza zaczęła bić na alarm, że Maria pojechała, a obiecanych pieniędzy nie ma. Potem dołączył mąż, mówiąc – albo wracasz, albo się rozwodzimy.
Maria jakby ucieszyła się z tej propozycji – dzieci już dorosłe, ma tylko 43 lata, jest w nowym kraju, gdzie można zarobić pieniądze, więc rozwód to nie najgorsza opcja.
Przez dziesięć lat Maria nie jeździła do domu, nawet na wesela dzieci. Pod wpływem ojca bardzo się na nią obrazili, że ich zostawiła i nie pomaga finansowo.
W Wielkiej Brytanii Maria zrozumiała jedno – nikt ci nie pomoże, jeśli sama sobie nie pomożesz. Dlatego postanowiła najpierw kupić dom dla siebie, żeby miała gdzie mieszkać po powrocie, a potem, jeśli będzie to możliwe, pomagać dzieciom.
Zrobiła wszystko, jak planowała – wróciła do Ukrainy, kupiła mieszkanie, a potem wróciła do Wielkiej Brytanii, żeby pomóc dzieciom.
Wszystkie zarobione pieniądze dzieliła na cztery części: jedną zostawiała sobie, a trzy dzieliła między synów, wysyłając wszystkim po równo, ale to nie poprawiło jej relacji z dziećmi, które nadal stały po stronie ojca, uważając, że mama postąpiła bardzo egoistycznie.
Na jubileusz mamy nawet nie zadzwonili. Marii było przykro, ale wiedziała, że zadzwonią pod koniec miesiąca i zapytają, gdzie są pieniądze.
– Przestań im pomagać, teraz na pewno tego nie docenią – radzi przyjaciółka. A Maria milczy, nadal czuje się winna.
A jaka jest twoja opinia? Czy naprawdę Maria jest w czymś winna? Czy może po prostu próbowała poprawić swoje życie i nie zrobiła nic złego?
