Na moje zaproszenie, aby przyjść w odwiedziny, synowa taktownie znalazła kolejną wymówkę, żeby nie przyjeżdżać. Synowa żywi urazę do mnie i nie pozwala synowi ani wnukom mnie odwiedzać

Mieszkam sama w dużym trzypokojowym mieszkaniu i czuję się tam bardzo samotna. Owdowiałam trzy lata temu. Zanim mąż zmarł, prowadziłam normalne życie. Wychowałam wspaniałego syna – przystojnego i mądrego, który teraz prowadzi dochodowy biznes. Mam dwoje cudownych wnuków: chłopca i dziewczynkę. Ale moje relacje z synową nie są najlepsze.

Zawsze traktowałam to obojętnie, historia relacji teściowej i synowej jest stara jak świat. Sama kiedyś byłam synową, więc dla mnie to naturalne i normalne. Ale moja synowa chyba tak nie uważa i żywi do mnie urazę. Teraz, kiedy poczucie samotności staje się bardzo intensywne, ta wrogość zaczyna mnie naprawdę irytować.

Żona mojego syna nie przywozi do mnie wnuków, nie pozwala mojemu synowi mnie odwiedzać. Bardzo rzadko zdarza się, że wszyscy razem mnie odwiedzają, kiedy przejeżdżają obok. I to tylko na piętnaście minut, a potem od razu odjeżdżają. A ja znowu zostaję sama w moim ogromnym mieszkaniu.

Chciałabym, żeby przynajmniej wnuki zostawały u mnie na wakacje. To byłyby dla mnie miłe obowiązki. Ale oni nigdy tego nie robią, tłumacząc, że dzieci mają zajęcia i dodatkowe lekcje blisko domu, a wożenie ich do mnie jest niewygodne.

Syn też nie mówi wprost, dlaczego tak rzadko mnie odwiedza, ale sama znam powód. Szkoda, że nie udało mi się na czas nawiązać dobrych relacji z synową, teraz wszystko mogłoby być inaczej. Jestem gotowa to zrobić teraz, ale ona zupełnie nie chce iść na kontakt.

Czy synowa nie rozumie, jak bardzo jestem samotna? Przecież nie mam nikogo oprócz nich, kogo mogłabym się opiekować. Powinna zrozumieć, że sama kiedyś stanie się czyjąś teściową. Boję się, że powtórzy moje błędy, a potem będzie tego żałować.

Jak mogę teraz naprawić tę sytuację? Zrozumiałam, gdzie popełniłam błędy, i jestem gotowa się zmienić. Tylko komu to już potrzebne? Syn też nie czuje już do mnie takiej ciepłości i miłości jak wcześniej. Zostałam jak ta babka z bajki, przy rozbitym korcie, nikomu niepotrzebna i nikt mnie nie kocha.

Każdego wieczoru ogarnia mnie smutek. Starałam się, aby wszyscy bliscy byli przy mnie, ale chyba przesadziłam. Jak boli świadomość własnej niepotrzebności. Wiem, że to nie jest właściwe, ale jest mi siebie tak żal, że łzy same płyną strumieniem, kiedy o tym myślę. Jak mogę odzyskać przychylność synowej?

Dziś zadzwoniłam do niej i wprost zaprosiłam ją w odwiedziny. Powiedziałam, że tęsknię za nimi, a zwłaszcza za wnukami. Ale synowa taktownie znalazła kolejną wymówkę, żeby nie przyjeżdżać. Może to ja jestem winna tej sytuacji. Może kiedyś ją uraziłam. Ale jestem gotowa zrobić wszystko, byle tylko nie być taką samotną i odzyskać miłość moich bliskich.