Na początku wszystko było dobrze, na moje 50. urodziny mąż podarował mi kolczyki. A kiedy goście się rozeszli, powiedział mi, że odchodzi
Właśnie na mój jubileusz mąż zrobił mi „prezent”. Powiedział, że spotkał inną kobietę i chciałby resztę swojego życia przeżyć szczęśliwie.
A wszystko zaczynało się całkiem nieźle. Zaprosiliśmy całą rodzinę do restauracji, świętowaliśmy. Mąż mnie obejmował, podarował mi kolczyki z perłami.
Mówił miłe słowa i dziękował za 28 lat wspólnego życia. A wieczorem, kiedy wróciliśmy do domu, zaparzył herbatę i spokojnie oznajmił, że od dwóch lat ma inną kobietę. Że ona ma 38 lat i on jest zakochany. I że ma nadzieję, że spokojnie podzielimy nasz dom, samochód i oszczędności. I po prostu pozostaniemy dobrymi krewnymi.
Pierwszy dzień był szokiem. Potem łzy i histerie. Potem półroczna depresja.
Jak ślepa podpisywałam papiery, sprzedawałam dom, samochód. Liczyliśmy pieniądze, dzieliliśmy się, kupiłam sobie kawalerkę za miastem. Potem z tymi samymi łzami patrzyłam na jego zdjęcia w mediach społecznościowych. A potem po roku pogodziłam się z tym.
Teraz rozumiem, że każda z nas może zostać sama. Dobrze, że czas wszystko wyleczył, ale do tej pory nie ufam mężczyznom.
