Na swój ślub mój rodzony syn zaprosił swojego ojca z jego nową żoną, a mnie, rodzoną matkę, nie. Wprost powiedział, żebym nie przyjeżdżała, bo jego tata czułby się nieswojo w towarzystwie dwóch żon. Wtedy przekazałam pieniądze przez krewnych, a sama nie przyjechałam, nie chciałam psuć synowi uroczystości. Ale w dniu ślubu syna całą ceremonię przepłakałam, bo było mi bardzo przykro. I mimo to wszystkiego wciąż próbowałam nawiązać lepsze relacje z synem. On jednak uparcie tego nie chciał, ojca przecież kochał bardziej od dzieciństwa. A niedawno mój syn mnie zaskoczył, bo prawie tuż przed moim wyjazdem do Portugalii zadzwonił i powiedział, że on z żoną jednak przyjdą do mnie w gości
Kiedy przyjechałam na Boże Narodzenie do domu, byłam tak zmartwiona, że trudno to opisać słowami. Wychodzi na to, że dom jest, pieniądze są, a ja tu nikomu nie jestem potrzebna, bo i dla byłego męża, i nawet dla mojego własnego syna – jak się okazało – nie jestem ważna.
W niedzielę poszłam do kościoła i zobaczyłam tam mojego byłego męża, Wiktora, który wyglądał na szczęśliwego.
Potem zadzwoniłam do syna i zaprosiłam go do siebie, ale on odparł, że pójdzie do ojca, bo już się wcześniej umówili.
W ten sposób całe święta spędziłam sama w swoim dużym domu, który zbudowałam za zarobione w Portugalii pieniądze, i wspominałam swoje życie.
Wyszłam za Wiktora, mojego rówieśnika, z którym byliśmy razem jeszcze w czasach szkolnych. Był moją pierwszą miłością.
Pracowaliśmy ciężko, bo budowaliśmy dom – niewielki, ale własny. Urodził się nam syn, Jarosław, i ja poświęciłam się rodzinie, chcąc być dobrą mamą i żoną.
Tymczasem mój mąż bardzo się zmienił, choć nie od razu to zauważyłam. Gdy wszystko wyszło na jaw, było już za późno.
Pewnego dnia przypadkiem znalazłam w telefonie Wiktora wiadomości, których treść nie pozostawiała złudzeń. Przez trzy lata spotykał się z inną kobietą. Jak mogłam tego nie zauważyć?
Rozwód był trudny, nie mogłam wybaczyć zdrady. Złożyłam pozew o podział majątku i wygrałam część domu. Jednak nie przyniosło mi to spokoju. Wiktor nie tylko mnie zdradził, lecz także próbował nastawić syna przeciwko mnie. Jarosław, który jeszcze niedawno był moim oparciem, stanął po jego stronie. To bolało mnie najbardziej: straciłam męża, straciłam syna, a wraz z nimi wszystko, co było najważniejsze w moim życiu.
Wydawało mi się, że moje życie się skończyło. Uratowała mnie moja mama, która zabrała mnie do Portugalii, gdzie pracowała i zaproponowała mi przyjazd.
Najpierw sądziłam, że zostanę tam na pewien czas, żeby dojść do siebie, ale potem zdecydowałam, że zostanę na dłużej i zacznę zarabiać pieniądze.
Tuż po moim wyjeździe Wiktor ożenił się z tamtą kobietą. Dowiedziałam się od wspólnych znajomych, że wydaje się wreszcie szczęśliwy.
Tymczasem ja pracowałam, zarabiałam i zbudowałam duży dom, który – niestety – wcale nie przyniósł mi upragnionego szczęścia.
Na święta postanowiłam przyjechać do kraju. Zaprosiłam syna do siebie – zignorował to zaproszenie. Poszedł do ojca. Okazuje się, że przez ten czas, kiedy mnie nie było, świetnie dogaduje się z tatą i z jego nową żoną.
Gdy dzwoniłam do syna do domu, zawsze niechętnie podchodził do telefonu i szybko kończył rozmowę, tłumacząc się brakiem czasu.
Nawet na swój ślub zaprosił ojca z macochą, a mnie, rodzonej matki, nie zaprosił. Oznajmił mi wprost, że byłoby to kłopotliwe dla jego taty, gdyby miały być obecne dwie żony.
Wtedy przekazałam pieniądze przez krewnych, ale sama nie pojechałam, nie chciałam zepsuć synowi uroczystości. W dniu ślubu syna przepłakałam cały czas, bo było mi bardzo przykro.
Mimo to nadal próbowałam odbudować relacje z synem. Ale on uparcie nie chciał tego robić, od zawsze bardziej kochał swojego ojca.
Niedawno syn mnie zaskoczył – niemal tuż przed moim powrotem do Portugalii zadzwonił i powiedział, że przyjdzie do mnie z żoną.
Ucieszyłam się i zaczęłam przygotowania. Jednak wizyta syna wcale mnie nie pocieszyła. Synowa oświadczyła, że mam duży dom, który i tak mi niepotrzebny, więc powinnam przepisać go na syna, by udowodnić swoją miłość.
Syn milczał, ale widziałam, że w pełni zgadza się z żoną.
Powiedziałam, że to poważna sprawa i muszę się zastanowić. W głębi serca nie chcę teraz przekazywać domu, nawet rodzonemu synowi, bo już raz w życiu zostałam z niczym i nie chcę tego znowu przeżywać.
Po namyśle zdecydowałam, że niczego nie przepiszę. Zakomunikowałam to synowi, lecz synowa nie odpuściła i zaczęła mnie atakować, że jestem złą matką i niczego dziecku nie dałam, więc jestem winna wpuścić ich do swojego domu i pozwolić, by w nim zamieszkali.
Znów nie mam pewności, czy to dobry pomysł, bo gdy wrócę do kraju, nie wiem, czy wytrzymam w jednym domu z synową. A jeśli się w nim zadomowią, nie da się ich wyrzucić.
Teraz dręczą mnie wyrzuty sumienia, czy jestem złą matką, czy może dbanie o własny interes też jest uzasadnione.
