Nasz małżeństwo zostało zawarte z miłości. Postanowiliśmy również powiększyć rodzinę. Kocham i kocham moją żonę bardziej niż wszystko na świecie, ale jej charakter staje się po prostu nie do zniesienia. Przez lata, kiedy spieszyliśmy się, aby zarobić pieniądze na samochód, mieszkanie, ładne ubrania i wakacje, całkowicie zapomnieliśmy o poświęcaniu czasu sobie nawzajem. Nasze wspólne zainteresowania po prostu zniknęły, a nowe się nie pojawiły. W końcu wygodniej i ciekawiej jest nam spędzać wolny czas w towarzystwie przyjaciół lub przed ekranem laptopa w różnych zakątkach mieszkania
Jestem w małżeństwie z żoną już dość długo. Mamy własne mieszkanie i wspólne dziecko. Ostatnio, od ponad dwóch lat, my i ona przestaliśmy się rozumieć. Kłócimy się o błahe sprawy, a uczucie miłości w naszych relacjach zniknęło. Właściwie także bliskość. Aby uniknąć niepotrzebnych kłótni i nerwów, łatwiej mi odejść do matki. Szukam każdej okazji, żeby wyprowadzić się z domu. Z zewnątrz wyglądam jak matczynek syn, ale tak powiedziałby tylko ktoś, kto nie wie, z czym się codziennie borykam.
Nasz związek został zawarty z miłości. Mamy ukochane wspólne dziecko. Kocham i kocham moją żonę bardziej niż wszystko na świecie, ale jej charakter staje się po prostu nie do zniesienia. Przez lata, kiedy spieszyliśmy się, aby zarobić pieniądze na samochód, mieszkanie, ładne ubrania i wakacje, całkowicie przestaliśmy poświęcać sobie czas. Nasze wspólne zainteresowania zniknęły, a nowe się nie pojawiły. W końcu wygodniej i ciekawiej jest nam spędzać wolny czas w towarzystwie przyjaciół lub przed ekranem laptopa w różnych zakątkach mieszkania.
Kiedy wracam z pracy, żona zazwyczaj już jest w domu. Na kuchni coś gotuje lub ogląda swój serial. Tylko ja przekraczam próg mieszkania, a ona zaczyna narzekać, że to ona wykonuje wszystkie prace domowe i dodatkowo chodzi do pracy. Nawet nie mogę wynieść śmieci. Przepraszam mnie za to, siedzi na wygodnym krześle w biurze z klimatyzacją, a ja muszę biegać po ogromnym terenie pod palącym słońcem, żeby sprzedać części do traktorów i różnej techniki. Co więcej, trzeba je jeszcze transportować. Krótko mówiąc.
Znalazłem wyjście z sytuacji przypadkowo. Moja mama mieszka sama i jakoś mocno zachorowała. Trzeba było o nią ciągle opiekować się. Przez tydzień mieszkałem u niej. Z pracy na miejsce, z miejsca z powrotem z pracy. Do domu tylko wrzucałem paczki z jedzeniem, pytałem, czy wszystko dobrze, i jechałem do mamy. Uświadomiło mi się, jak spokojnie można żyć, kiedy nie wygrywają cię nerwy łyżeczką do herbaty.
Jestem dobrze nakarmiony, mam pralkę, również deskę do prasowania. Nikt mnie nie chwali. O czym jeszcze można marzyć? Po tym incydencie szukam każdej okazji, żeby wyprowadzić się z domu.
Albo przykręcić półkę, albo naprawić kran. Mama potrzebuje wnieść ciężkie paczki ze sklepu do domu. Okazało się, że powodów jest mnóstwo. Żona przez jakiś czas nie zwracała na to uwagi. Dla niej jestem zarówno obecny w domu, jak i nieobecny. A kiedy znudziło jej się, że nie ma z kim się kłócić, przypomniała sobie o mnie.
Na początku oczywiście próbowała na mnie naciskać, mówiąc, że mam już swoją rodzinę, powinienem mieć sumienie, że sama wszystkiego nie uniosę. Zaczęły się jeszcze większe kłótnie z wyjaśnianiem relacji, ale to tylko jeszcze bardziej mnie oddaliło od domu. Powiedziałem bezpośrednio, że mam dość życia z histeryczką. Że stworzyłem rodzinę po to, żeby wracać do domu, gdzie mnie czekają i kochają. A nie do tego wszystkiego… Tylko nerwy i stracony czas…
Żona nazwała mnie kozłem, powiedziała, żebym zakręcił do matki pod spódnicę. Nie musiałem powtarzać dwa razy. Męczyły mnie te kłótnie. Ani jednego spokojnego wieczoru przez kilka lat. Nawet w pracy brakuje mi nerwów.
Minął gdzieś tydzień. Siedziałem w pracy, dzień był prawie wolny. Zadzwoniła żona, poprosiła, żebym wrócił do domu porozmawiać, zdecydować, jak będziemy dalej żyć i czy w ogóle powinniśmy być razem. Wieczorem pojechałem do rodziny. Kupiłem czekoladę i bukiet kwiatów. Jakoś się tak chciało. Być może nawet za nią tęskniłem.
W domu czekała na mnie pyszna kolacja, wesoła żona i córka. Przeprosiła za swoje zachowanie. Tydzień rozłąki pokazał błędy, które popełnialiśmy. Kobieta powiedziała, że rzuci swoją stresującą pracę, na której ciągle się wyładowywała, i poprawi się. Ponadto nie ma nic przeciwko temu, żebym często chodził do mamy. Ale po co mi tam już znikać, skoro w domu spotykają mnie ciepło i miłość?
