Nasze dzieci z poprzednich małżeństw się nie dogadują, ale dlaczego to mój syn ma iść do babci?

Mój syn i syn męża z pierwszego małżeństwa ciągle się kłócą i biją. Mój mąż wymyślił „świetne” rozwiązanie – zaproponował, żebym wysłała mojego syna do babci na stałe. A może od razu obaj powinni tam trafić?

Poznaliśmy się z Andrzejem już jako dorośli, świadomi ludzie. On był wdowcem, ja rozwódką. Oboje mieliśmy dzieci – chłopców w tym samym wieku, po pięć lat. Wydawało się, że wszystko się ułoży, w końcu dzieci są rówieśnikami.

Mój syn nie jest aniołem, ale jest dobrze wychowanym chłopcem. Syn Andrzeja to zupełnie inna historia – to dziecko trudne, kapryśne i histeryczne. Najgorsze jest to, że mój Kiryl zaczął brać z niego przykład.

Na początku Andrzej traktował dzieci sprawiedliwie. Ja starałam się zastąpić jego synowi matkę i wydawało się, że idzie mi całkiem dobrze. Jednak z czasem mąż zaczął pobłażać swojemu dziecku. Rozpieszczał go, kupował mu zabawki za każdym razem, gdy ten zaczynał się awanturować. Łatwiej mu było go rozpieścić, niż spróbować wychować. Nie mogłam tego zmienić.

W efekcie chłopcy zaczęli się bić. Syn Andrzeja nieustannie prowokował Kiryla, podpuszczał go i zwalał winę na niego. Kiedy próbowałam dociec, co się stało, Andrzej jedynie uspokajał swojego syna i nagradzał go kolejną czekoladą.

Było to dla mnie nie do zniesienia. Kłóciliśmy się coraz częściej, bo każde z nas miało inne zdanie. A w dodatku teściowa, która od początku była przeciwna naszemu małżeństwu, podsycała konflikt. Rozpowiadała wszystkim, jaka to ja jestem zła macocha. W jej oczach Andrzej był „ofiarą losu”, a ja – „naiwną rozwódką, która wniosła do rodziny swój bagaż”.

Kilka dni temu mąż oświadczył, że ma dla nas jedyne rozwiązanie – powinnam wysłać Kiryla do mojej matki. Tylko wtedy w naszym domu zapanowałby spokój, a nasze małżeństwo mogłoby przetrwać.

Dla mnie taka propozycja była niedopuszczalna. Andrzej był przekonany, że to mój syn jest wszystkiemu winien, chociaż nie miał pojęcia, co dzieje się w domu, bo cały dzień spędzał w pracy. To ja opiekowałam się dziećmi i widziałam, jak jego syn prowokuje konflikty.

Andrzej nie ustępował i postawił mi ultimatum: albo rozwód, albo akceptuję jego warunki. Powiedział, że nie może dłużej żyć w takiej atmosferze. Zgodziłam się, że ta sytuacja jest nie do wytrzymania. Wzięłam więc syna i odeszłam.

Jeżeli mężczyzna stawia matkę przed takim wyborem, odpowiedź może być tylko jedna – dziecko zawsze będzie na pierwszym miejscu.

Andrzej próbował naprawić sytuację, prosił mnie, żebym przemyślała jego propozycję. Ale ja nie chcę nawet słyszeć jego głosu. Boli mnie to, bo nadal go kocham, ale nie zamierzam poświęcać własnego syna dla miłości.

Wolę dać mojemu dziecku to, co najlepsze, niż być „nikim” w cudzej rodzinie. Andrzejowi jest dobrze – ma swojego syna i swoją matkę, więc nie będę im przeszkadzać.