— Nie będę mieszkać z twoim dorosłym synem! — Ania z wściekłością spojrzała na męża.
— A ze mną się nie dało skonsultować? Dlaczego stawiasz mnie przed faktem dokonanym? Nie zamierzam mieszkać z kimś innym! — Ania ostro zatrzymała się na światłach.
— Rozumiem… twój syn stracił pracę, rozwiódł się… Ma trudny okres w życiu… Ale to nie moje problemy. — Żona gniewnie pokręciła głową.
— Czy może przypomnieć ci, że to ja jestem właścicielką domu? — Ania ścisnęła kierownicę.
— Ty nawet nie masz własnego mieszkania… Żyjesz na mój koszt i bezczelnie oznajmiasz, że teraz będzie z nami mieszkał twój syn? Łukasz, czy nie pomyliłeś się? — Żona wcisnęła pedał gazu, a samochód gwałtownie ruszył.
— Aniu, ja nie żyję na twój koszt. Tak, nie mam tyle pieniędzy co ty, ale zarabiam swoje sto tysięcy miesięcznie… — odpowiedział zmieszany Łukasz.
— Łukasz, kiedy zaczęliśmy być razem, wiedziałeś doskonale, że żyję na innym poziomie. Dla mnie sto tysięcy… To tyle, co zostawiam za kolację w restauracji… I nie zamierzam schodzić do twojego świata biedy… — Ania nerwowo podrapała się po nosie.
— Chcę, żebyś sam się podciągnął… Ale ty uparcie nie chcesz się rozwijać… Więc to ja muszę cię ciągnąć. Płacić za ciebie wszędzie, kupować ci normalne ubrania… — Ania gwałtownie skręciła w stronę bram elitarnego osiedla na Nowej Rydze.
— Nawet załatwiłam ci dobrą pracę, ale wszystko zepsułeś. Pamiętasz, jak musiałam się za ciebie tłumaczyć i przepraszać przed ważnymi ludźmi? — Kobieta nerwowo nacisnęła klakson.
— Nigdy w życiu nie byłam tak upokorzona. Gdybym cię, głupku, nie kochała, dawno byśmy się rozeszli. — Ania westchnęła. — Otwórzcie już te bramy!
— Aniu, proszę cię. Mój syn nie chce wracać do matki. W jej mieście nie ma normalnej pracy ani perspektyw. Artur potrzebuje tylko trochę pomocy. Niech zostanie u nas parę miesięcy. Jak znajdzie pracę i dojdzie do siebie po rozwodzie, to się wyprowadzi. Obiecuję! — Błagał mąż.
— Proś o co chcesz, ale pomóż… Gdyby twoja dorosła córka miała problemy, zrobiłbym wszystko, żeby jej pomóc… — wypalił Łukasz.
— Nie mieszaj tu mojej córki. Moja córka nie ma problemów. Jej życie jest świetne i będzie jeszcze lepsze! — Warknęła Ania i wjechała na posesję.
— Dobra, Łukasz. Dam ci miesiąc. — Kobieta z trudem zgodziła się pójść mężowi na rękę. — Jeśli będzie choć jeden problem albo coś mi się nie spodoba… Twój Artur wyleci natychmiast!
— Kochanie, jesteś najlepsza! — Łukasz pocałował żonę w rękę.
— Poczekaj z radością, Łukasz. — Dodała surowo Ania. — Jak wiesz, wczoraj zwolniłam ogrodnika… Na razie nie będę szukać nowego. Przez ten miesiąc, który Artur będzie u nas mieszkać, będzie pomagał w domu i zajmował się ogrodem.
— Jak sobie życzysz, kochanie. Z chęcią pomoże. Jesteśmy rodziną, a w rodzinie się pomaga! — Radując się, zawołał mąż. — Dziękuję ci. Odwdzięczę się ci tak, że się nie spodziewasz…
Ale to, co stało się później, nie mogło nawet przyśnić się Ani w najgorszym koszmarze.
— Co to znaczy, że będę pomagać w domu i zajmować się ogrodem? Tato, czyś ty oszalał? — Artur krzyknął do telefonu. — Jadę do ciebie w gości. Ona jest twoją nową żoną. Ogarnij ją!
— Synu, to nie takie proste… Jak ci to powiedzieć… — Łukasz wyszedł do ogrodu, żeby Ania przypadkiem nie usłyszała jego rozmowy.
— Mam z Anią taki układ. Ona jest dużo bogatsza ode mnie. I to ona dyktuje warunki. — Łukasz zasłonił telefon ręką i szepnął. — Nie chciała cię w ogóle wpuszczać. Ledwo ją przekonałem.
— Tato, jak zawsze w swoim stylu. Dobra, będę za godzinę. — Artur rozłączył się.
Po godzinie ktoś mocno zastukał do bramy. Ania wyszła na zewnątrz i zobaczyła niedbale ubranego mężczyznę około dwudziestu pięciu lat z brodą i sportową torbą.
— Pewnie jesteś Ania? Jestem syn Łukasza. — Mężczyzna z ciekawością przyglądał się kobiecie i ogromnemu domowi za jej plecami.
— Artur, wejdź, ojciec już na ciebie czeka. Możemy mówić sobie na ty. — Kobieta uśmiechnęła się i otworzyła bramę.
— Ale się urządziłeś. — Syn wszedł do przestronnego salonu i z aprobatą spojrzał na ojca. — Brawo, tato. Ta Ania chyba jest nieźle ustawiona.
— Synu, przestań… To wszystko nie moje. Wszystkim rządzi Ania. — Ojciec gestem zaprosił syna do siedzenia. — Napijesz się herbaty?
— Nie, tato, wolałbym piwo albo wódkę… — Artur usiadł wygodnie w fotelu. — Z moimi nerwami i czarną passą w życiu żadna herbata nie pomoże.
— Dobrze, zawołam gosposię i poproszę, żeby ci nalała… — Łukasz cieszył się z obecności syna, z którym przez ostatnie dwa lata rozmawiał tylko przez telefon.
— No, przynajmniej w czymś rządzisz. — Artur uśmiechnął się.
— Chociaż jak Ania wcześniej umrze, to będziesz miał jej majątek… — Artur puścił oko do ojca.
— Ciszej, co ty mówisz? — Warknął Łukasz. — Kocham Anię. Nie wtrącaj się w nasze sprawy.
— Żartowałem, tato, spokojnie! — Artur zamyślony spojrzał przez okno.
Minął tydzień. Ania dużo pracowała w swojej modnej galerii, którą odziedziczyła po rozwodzie. Łukasz i Artur beztrosko cieszyli się latem.
Prace w ogrodzie Artur odkładał z dnia na dzień. Ania była tak zmęczona, że wieczorem nie miała siły na kontrole. Ale po tygodniu nie mogła nie zauważyć, że ogród stał się zaniedbany, zimny i obcy.
— Artur, dlaczego nic nie zrobiłeś w ogrodzie? Zostawiłam ci cały listę zadań. — Kobieta spojrzała na Artura, który niedbale leżał w hamaku.
— Zrobię wszystko jutro za jednym zamachem. — Odpowiedział wesoło Artur i kiwnął głową dla pewności.
— Nie, Artur. Tak się nie umawialiśmy. — Odpowiedziała Ania. — Teraz wstaniesz i pójdziesz zrobić porządek w ogrodzie!
— Ania, dopiero dochodzę do siebie po trudnym okresie. Daj mi chwilę. Zrobię twój ogród. Spokojnie. — Artur rozciągnął się po piwo.
— Artur, w tym życiu boję się tylko Boga i mojego byłego męża. Zapamiętaj to. — Ania gwałtownie chwyciła puszkę, po którą sięgał mężczyzna. — Dostaniesz swoje piwo z powrotem, gdy
doprowadzisz ogród do porządku.
— Aniu, zostaw mi chociaż piwo. Na trzeźwo nie wytrzymam pracy w ogrodzie. — Artur spojrzał na kobietę, która jasno dała do zrozumienia, że to nie były negocjacje.
Plując, Artur poszedł robić porządek w ogrodzie.
Wieczorem do Ani przyjechała córka, Marta. Dziewczyna studiowała za granicą i przyjechała do Warszawy odwiedzić matkę.
Podczas kolacji Artur zachowywał się prowokacyjnie. Mężczyzna uznał, że prowokacja to najlepszy sposób na zwrócenie na siebie uwagi Marty, która od razu mu się spodobała.
— Skoro mój stary ożenił się z bogatą Anią, to czemu ja nie mógłbym ożenić się z jej bogatą dziedziczką. — Myślał Artur, łapczywie jedząc spaghetti.
— Marta, patrzysz na mnie tak, jakbyś mnie rozbierała wzrokiem. Nie wiedziałem, że jesteś taka namiętna. Nie zakochuj się we mnie, to niebezpieczne… — Artur odchylił się na krześle i spojrzał na dziewczynę z góry.
Ania prawie się zadławiła wykwintnym serem pleśniowym, a Łukasz instynktownie wcisnął się w krzesło, przewidując, jak żona ukarze go za chamskie zachowanie syna. Ale Marta się nie speszyła.
— No, no, ogrodniku. Takie teksty działały w latach dwutysięcznych… Twoje tanie techniki uwodzenia interesują mnie tak samo, jak problem migracji żółwi galapagos. — Marta spojrzała spokojnie na Artura.
— Nawet gdybyśmy byli sami na bezludnej wyspie i jutro miałby być koniec świata… Nic między nami nie będzie. Nie jesteś w mojej lidze. — Marta kontynuowała rozmowę z mamą.
Po kolacji Artur wyszedł z ojcem na zewnątrz.
— Co za suka. Nawet moja była żona nie mówiła do mnie tak ostro. — Artur kopnął kolumnę, która zdobiła wejście do domu.
— Synu, mówiłem ci, że to nie jest łatwa rodzina. Po co zaczynałeś ten temat? — odpowiedział zaniepokojony ojciec.
— Jeśli Ania cię wyrzuci… Po takim numerze może ci kazać się pakować… A ty nawet jeszcze nie zacząłeś szukać pracy. — Łukasz stanął naprzeciw syna. — Artur, nie podkładaj się.
— Dobra, tato, zapomnijmy o tym. — Artur ruszył wzdłuż domu.
Gdyby tylko ojciec i syn wiedzieli, jak bardzo zmieni się ich życie następnego dnia…
— Łukasz, musimy porozmawiać! — Ania wpadła do sali bilardowej, gdzie mąż z synem kończyli decydującą partię.
— Zaraz, Aniu. Dokończymy i od razu przyjdę. — Łukasz uśmiechnął się przyjaźnie.
— Natychmiast! — wykrzyknęła żona.
— Dobrze… — Mężczyzna poszedł za Anią do sypialni.
— Łukasz, z mojej torebki zniknęła duża suma pieniędzy. Wczoraj nie zdążyłam wpłacić na konto… — Wyrzuciła kobieta.
— Jakie pieniądze, o co chodzi? — Łukasz zdezorientowany spojrzał na żonę.
— Dwa miliony złotych, Łukasz. To nie żarty. — Ania przenikliwie spojrzała na męża znad okularów.
Łukasz chciał coś powiedzieć, ale żona mu przerwała.
— Łukasz, wiem, że to nie ty. Nie martw się… Nie podejrzewam ciebie. Wczoraj nie było gosposi, a ona jest ze mną od siedmiu lat… Zgadnij, kto zostaje? — Ania zacisnęła zęby. Jej kości policzkowe stały się tak ostre, że można było się nimi zranić.
— Nie… — Łukasz pokręcił głową. — Artur nie jest taki… Tak, ma trudny charakter, tak, ma trudny okres… Ale nie odważyłby się…
— Zaraz się przekonamy… — Ania chwyciła Łukasza za rękę i poprowadziła go do pokoju Artura.
Kobieta szybko otworzyła torbę Artura i wysypała jej zawartość na łóżko. Po dokładnym przeszukaniu każdego zakamarka znalazła swoje pieniądze w jednej z małych kieszonek.
— Widzisz! Miałam rację! Twój syn to złodziej! To on ukradł moje pieniądze! — Wykrzyknęła Ania. — Dzwonię na policję. Nie daruję tego…
— Aniu, proszę, bez policji. To mój syn. Co ty mówisz? — Wyjąkał Łukasz.
— Przyjęłam twojego nieudacznika, a on tak mi się odwdzięcza! — wrzasnęła żona.
— Przecież mówiłam, że nie będę mieszkać z twoim dorosłym synem. Czułam, że będą z nim problemy. A wczoraj za kolacją obraził jeszcze moją córkę. — Ania spojrzała na męża z wściekłością.
— Wyjedzie! Wyjedzie od razu! Tylko nie wzywaj policji! — błagał Łukasz. — Nie niszcz mu życia. Może był pijany, nie pomyślał… Może już chciał oddać, ale nie zdążył…
— Dobra, Łukasz. Włożę pieniądze z powrotem. Jeśli do jutra cudownie nie wrócą do mojej torebki, to go wsadzę. A ty nie próbuj interweniować ani dawać mu znać, że wiem o kradzieży… W przeciwnym razie, wyślę cię za nim. — Anię trzęsło z gniewu.
W tym momencie drzwi nagle się otworzyły, a do pokoju wszedł Artur. Całą rozmowę podsłuchiwał zza drzwi.
— Po pierwsze, bez cyrków typu: “Ukradł, przemyślał, oddał”. — powiedział spokojnie.
— Po drugie, nie brałem pieniędzy. Nie ma na nich moich odcisków, na torbie też nie ma… Nawet nie byłem w waszym gabinecie. — powiedział pewnym tonem.
— Wezwijcie, kogo chcecie. Nawet gdybym miał rękawiczki, zostawiłbym ślady ciała. — Artur podniósł palec. — Może nie jestem kryminologiem, ale to wiem.
— Chyba że miałbym specjalny kombinezon, jak w laboratorium. Ale wszyscy wiemy, że takiego nie mam. — dodał tym samym spokojnym głosem.
— Nie zamierzałem nigdzie uciekać. Pierwsze spotkanie mam za tydzień. Wiadomo, że wcześniej odkryjesz brak… A teraz powiedz mi, Aniu… — Artur spojrzał spokojnie na gospodynię domu.
— Jakim trzeba być idiotą, żeby schować skradzione pieniądze w swoich rzeczach? Tam, gdzie najpierw będą szukać. Gdybym chciał ukraść twoje pieniądze, schowałbym je gdzieś w domu. A przed wyjazdem cicho bym je wyjął. — Mężczyzna uśmiechnął się.
— Insynuujesz, że zrobił to twój ojciec? — Ania gniewnie spojrzała na Łukasza.
— Jest pani zadziwiającą osobą, Anno. Myślisz o nas, bo nie mamy pieniędzy. Szukasz belki w naszych oczach, a w swoich nie widzisz drzazgi. — Artur pokręcił głową.
— Pieniądze wzięła i włożyła do mojej torby twoja córka. Udowodnię to w dwóch słowach. — Artur podszedł do Ani.
— Umówmy się tak, Aniu. — Artur nie odwracał wzroku od zszokowanej kobiety. — Jeśli udowodnię, że to zrobiła twoja cór
ka… Oddasz mi te pieniądze. A ja wyprowadzę się jeszcze dziś. A jeśli nie udowodnię, wezwij policję.
— Nawet jeśli nie wziąłem twoich pieniędzy, napiszę zeznanie. I dostaniesz swoją satysfakcję. A mojego ojca nie dotykaj. On jest dobrym człowiekiem. Zgoda? — Artur czekał na odpowiedź.
— Niech będzie po twojemu. — Zgrzytnęła zębami Ania.
— Dobrze. — Artur przedstawił plan.
— Marto, dlaczego wzięłaś moje pieniądze? — zapytała surowo Ania, gdy córka weszła do pokoju.
— Podczas gdy się uczyłaś, zainstalowałam ukryte kamery w domu. Na nagraniu wyraźnie widać, jak otwierasz moją torbę… — Ania wyjęła telefon i machnęła nim w powietrzu.
— Mamo, sprawa jest taka… — Marta zrozumiała, że nie wywinie się. — Nie ukradłam, pożyczyłam. Musiałam coś zapłacić… Wzięłam na chwilę… Chciałam zwrócić w najbliższych dniach… — wyjaśniła pierwsze, co przyszło jej do głowy.
— Masz tyle pieniędzy, pomyślałam, że nie zauważysz. Chciałam powiedzieć, ale zapomniałam… — dodała zmieszana dziewczyna.
— Marto! — Głos matki stał się zimny i stanowczy. — W pokoju Artura też zainstalowałam kamery, podczas gdy tutaj mieszkał… Wszystko wiem. Dlaczego włożyłaś pieniądze do jego torby i chciałaś go wrobić?
— Bo to cham i prostak. — obruszyła się Marta.
— Jak rozmawiał ze mną przy kolacji! Takich można ukarać tylko w ten sposób! — Warknęła dziewczyna.
— Ukarać jak? Wsadzić do więzienia za przestępstwo, którego nie popełnił? — Łukasz spojrzał na Martę.
— Wiesz, że sama możesz trafić do więzienia? — Artur oparł się o drzwi, intuicyjnie blokując wyjście.
— Tak, moja córka nie trafi do więzienia. Wyjeżdża od razu na studia. A z tobą, Artur, mamy umowę. — powiedziała szybko Ania.
— Oddaj mi pieniądze… — Artur wyciągnął rękę. Ania niechętnie wręczyła mu grubą paczkę.
— Oto pieniądze na nowy start. Mówiłem ci, tato, że wszechświat jest po mojej stronie. Artur puścił oczko i wyszedł z salonu.
— Wiesz, Aniu, chyba też pojadę. Pojadę z synem. — Łukasz przerwał ciszę, gdy został sam z żoną.
— Nie dla mnie to bogate życie. A po tej historii czuję się tu nie na miejscu. — Łukasz wyszedł z salonu.
— Synku, mogę z tobą pomieszkać przez jakiś czas? — zapytał ojciec, wchodząc do pokoju Artura.
— Oczywiście, tato, o czym mówisz… Od pierwszego dnia, gdy tu byłem, od razu zrozumiałem, że nie jesteś tu mile widziany. — Artur zatrzasnął torbę.
— No to idźcie do diabła, nędzarze! — wykrzyknęła Ania za mężem i jego synem, gdy wsiadali do taksówki.
— Jakie z nas nędzarze. Mamy już dwa miliony… — Artur wsiadł wesoło do taksówki i objął ojca. — Wszystko będzie dobrze, tato.
Marta wyjechała za granicę i została tam na stałe. Podobno wyszła za bogatego cudzoziemca i bezlitośnie nim manipuluje.
Artur i jego ojciec mądrze wykorzystali pieniądze. W ciągu pięciu lat zbudowali jedną z największych firm instalujących systemy zabezpieczeń i monitoring w kraju.
Zarabiając uczciwie duże pieniądze, zarówno Artur, jak i Łukasz ułożyli swoje życie osobiste. Podobno mają się dobrze.
Ania nigdy nie wyszła trzeci raz za mąż. Kilka lat temu wdała się w romans z jakimś alfonsem, który podstępnie wyłudził od niej dwadzieścia milionów i jeden z biznesów.
Zawsze, gdy wspomina alfonsa, zaczyna tęsknić za Łukaszem. I z smutkiem spogląda na duże jasne słońce, które zawsze jednakowo świeci wszystkim dobrym i złym ludziom.
