„Nie chcesz, ale bierzesz ślub”. Prawda o tym, co czeka mężczyznę XXI wieku w małżeństwie
Z pięciu bliskich przyjaciół rozwiodło się czterech osób. Piąty przyjaciel w momencie pisania tego tekstu mieszka w pracy. Już straciłem rachubę, ile razy wychodził z domu po kłótni z żoną. Oto kolejny raz dzwoni do mnie pijany, narzeka na los i przysięga, że do tej… więcej nie wróci. Wróci, bo nie ma już dokąd. Pozostali przyjaciele są szczęśliwi, bo mają albo własne mieszkanie, albo pieniądze na wynajem, albo odpowiednich rodziców, do których można wrócić, by polizać rany po nieudanym życiu rodzinnym.
W tej grupie zawsze byłem w tyle. Dlatego, gdy moi przyjaciele się rozwodzili, ja dopiero co się ożeniłem. I teraz zbieramy się razem w wannie parowej i zaczynamy narzekać na babki.
Pięciu podkibulnych rozpuszcza płaczki
Mam teraz 42 lata i zawsze zadziwiała mnie jedna rzecz:
Mężczyźni po rozwodzie zmazywują swoich byłych żon. Dosłownie. Tworzy się wrażenie, że zostali zmuszeni do małżeństwa przez ZAGS. Zmuszano ich do posiadania dzieci z tymi czarownicami.
Mówią, że kobiety lubią sprowadzać wszystko w życiu do poziomu wulgarnej psychologii, ale jeśli posłuchać moich przyjaciół, to są prawie profesorami psychologii. Po rozwodzie żony natychmiast obarczają diagnozami, a życie rodzinne z nimi klasyfikuje się jako nadużycie.
Słucham takich rozmów od około 20 lat, czyli od momentu, gdy skończyłem studia, a moi przyjaciele zaczęli się ożenić i rozwodzić, więc los przeciętnego mężczyzny z Rosji wygląda tak:
1. Zaraz po opuszczeniu domu rodzicielskiego wchodzisz w małżeństwo.
Akademik lub koszary się nie liczą. To znaczy, brak doświadczenia w samodzielnym życiu, gdy sam odpowiadasz za siebie, gdy sam decydujesz, co pić, jeść, ubierać… w zasadzie nikt nie ma. (Mężczyzna, który długo mieszkał sam, to osobna sprawa).
Chcesz być alfą – samcem i bawić się z dziewczynami, ale sam wybierasz relacje. Znajdujesz stałą dziewczynę i przysięgasz wierność. Temat wyboru jednego partnera na całe życie jest interesujący. Wszyscy mężczyźni, których znam, po trzydziestce zaczynają ugryzać łokcie i wpadać w frustrację, mówiąc, że jak bardzo znudziła się im żona, że chcą innych kobiet. Krótko mówiąc, nie wybrnęli, a teraz są już starzy (to w wieku 30+ lat!) I nikt na nich nie patrzy.
2. Żona na początku związku to prawdziwy ideał.
To znaczy, w życiu wygląda to tak: inni mężczyźni źle mówią o swoich żonach, mówiąc, że tutaj problem, tam problem. W internecie piszą, że kobiety są upokorzone. A ty, znaczy, jesteś wyjątkiem, masz dobrą i mądrą oraz odpowiednią żonę. Oszukałeś wszystkich i będziesz z nią żył dusza w duszę aż do siwych lat.
To odpowiedni wariant. To znaczy, mężczyzna pod wpływem hormonów naprawdę tak myśli.
2.1 Żona jest zła, ale i tak biorę ślub.
To już kompletny szajbus. W jego związku panuje totalny bałagan. Codziennie się kłócą i przeklinają. A on i tak bierze ślub. Przyczyny zawarcia małżeństwa, jak mi się wydaje, są schizofreniczne:
– Ona tak się zachowuje, bo chce się ożenić.
– Wezmę się za nią, a ona się zmieni.
– Muszę się ożenić, żeby wziąć kredyt hipoteczny.
– No i klasyka:
– Ona jest w ciąży. Muszę się ożenić.
Wyjściowcy z takich małżeństw to zazwyczaj najostrzejsi mściciele kobiet.
3. Żona dużo wymaga.
Jeśli można wchodzić w małżeństwo z różnych powodów, to dalszy rozwój u wszystkich jest taki sam.
Żona zaczyna wymagać od męża, żeby pracował i utrzymywał rodzinę. Przy tym on jeszcze musi być troskliwym kochankiem i super tatą. Mężczyzna nie ma siły na wszystkie te role.
Tutaj ja w ogóle nie mam zastrzeżeń. Przesadność i sprzeczność wymagań są widoczne. W pewnym stopniu każdy mężczyzna staje w obliczu tego problemu. Choć i kobiety też lubią przesadzać. Ona powinna pracować, dobrze wyglądać, robić wszystko w domu, dbać o dzieci, a przy tym być bardzo zadowolona z życia.
4. Żona wymaga, żebym się rozwijał.
Następnie pojawia się pretensja, która stała się aktualna w ostatnich dekadach. Kobiety krytykują mężczyznę, że leżą na kanapie i się nie rozwijają. Mówią, że na treningi, fitness, w góry, pod wodę. Rozwój osobisty i tym podobne.
Wyjaśnienie, że tego nie potrzebujesz, jest bardzo trudne. Kobiety zawsze mówią „Degradować się z tobą”.
5. Codzienność. Brak miłości.
Teraz znów klasyka. Po kilku latach małżeństwa seks, jeśli w ogóle jest, to już dobrze. Uczucia ostygły. Codzienność stała się uciążliwa. Dzieci są męczące.
Tutaj małżonek łapie się za głowę. Teraz świat wygląda jak kompleks handlowy, iluzja wyboru. Wydaje się, że jest tyle pięknych, mądrych, odpowiednich ludzi, z którymi mógłbyś budować szczęśliwe relacje. A w twoim życiu jest tylko to wszystko.
Nikt już nikogo nie trzyma. Kobiety zostały nauczone, że dbanie o relacje jest głupie. Jeśli coś nie podoba się – rozwodź się. Nie można znosić nieprzyjemności. Kobiety uczą się, że mężczyźni nie są im naprawdę potrzebni. Znajdziesz pracę. Sam kupisz mieszkanie. Sam wychowasz dzieci. Zmusimy do płacenia alimentów. Zrobisz plastykę i znajdziesz sobie przyzwoitego mężczyznę. Po co wtedy problematyczny mąż?
Mężczyźni w tym wszystkim myślą, że można żyć według Domostroju. Znajdują brodatego guru, który potwierdza, że kobiety trzeba trzymać w sztywnym rygorze i prawie nie dawać im nici wierności.
Fakt jest taki, że nikt nie wie, jak utrzymać małżeństwo we współczesnym świecie. Stare zasady budowania rodziny się rozpadają, a nowych nie stworzono. Coś mi podpowiada, że to kobiety będą kierować tworzeniem nowych zasad.
Oto ja się ożeniłem, ale to, że po kilku latach się nie rozwiodę, wcale nie jest pewne. I mam to gdzieś, cieszę się przynajmniej tym czasem.
